Bliżej, ale wciąż daleko

Odkrycie warszawskich naukowców z Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych oraz Wydziału Fizyku Uniwersytetu Warszawskiego może zrewolucjonizować rynek komputerów. Dzięki niemu komputery będą kilkaset razy szybsze, a jednocześnie mniejsze i oszczędniejsze. Polska stanie się potęgą komputerową – media przyjęły z euforią informacje o tym, że Polacy opracowali metodę przemysłowej produkcji grafenu, niezwykłego materiału porównywalnego do krzemu.

1 - blizej aleZ entuzjazmem przyjęli to także przedstawiciele administracji rządowej. Powiedzmy sobie szczerze, przeddzień objęcia prezydencji w Unii Europejskiej przez Polskę warto się dowartościować, stanąć w jednym szeregu z największymi potęgami gospodarczymi świata. I nie ważne, że nad wspomnianym – naprawdę wartościowym – odkryciem jeszcze wiele badań, prób, by móc przekuć je na sukces komercyjny. Nie zmienia to faktu, że pod względem innowacyjności Polska jest na szarym końcu Europy. W dorocznym rankingu innowacyjności Komisja Europejska zaliczyła Polskę do liczącej 10 krajów UE grupy „umiarkowanych innowatorów”. W rankingu Polska jest szósta od końca. Pod względem liczby uzyskanych patentów, Polska plasuje się dopiero w drugiej pięćdziesiątce świata. W Polsce na milion mieszkańców przypada jeden wdrożony patent, podczas gdy w Czechach cztery, we Francji 50, w Niemczech 109, a w Chinach na Tajwanie i USA ponad 261. „Financial Times” zauważył, iż Polska ma jeden z najniższych w Unii Europejskiej wskaźników nakładów na badania i rozwój, nieznacznie powyżej 0,5 proc. PKB. wobec unijnej średniej – 1,8 proc. PKB. „Długofalowy, rządowy plan rozwoju przewiduje duży wzrost nakładów na badania, ale póki co w Polsce występuje dotkliwy niedobór dużych, innowacyjnych firm” – wskazuje „Financial Times. Dlatego z zadowoleniem odnotowałem fakt, iż ministerstwo nauki i szkolnictwa wyższego

opracowało nowy program stażowo-szkoleniowy TOP 500 Innovators. Jest on skierowany do polskich młodych naukowców. Pierwszych 50 będzie się szkolić w dwóch amerykańskich uczelniach – Uniwersytecie Stanforda oraz w Instytucie Technologicznym w Massachusetts. Uczestnicy dwumiesięcznego stażu będą się przyglądać, jak amerykańscy naukowcy radzą sobie z transferem wiedzy i badań do gospodarki. Kudrycka uważa, że amerykańscy naukowcy będą młodym polskim naukowcom „wszczepiać wirusa innowacyjności”, co oznacza, że zobaczą z bliska jak działają zagraniczne firmy stworzone na potrzeby takiego transferu. Bo, jak to ujęła pani minister działalność funkcjonujących przy niektórych uczelniach Centrów Transferu Technologii jest „żałosna”. Na marginesie, miałem kilka razy do czynienia z podległymi pani minister urzędnikami i w życiu nie spotkałem większych biurokratów, więc może im także przydałaby się jakaś praktyka w prywatnym biznesie. Kij ma jednak dwa końce. To nie tylko naukowcy są odpowiedzialni za nasze miejsce w rankingach innowacyjności. Z badań przeprowadzonych przez PKPP Lewiatan oraz Deloitte wynika, że tylko niewiele ponad 20 proc. polskich przedsiębiorstw wprowadza innowacje, tymczasem średnia dla UE wynosi 39,5 proc., a w Niemczech przekracza 70 proc. Zdaniem Pracodawców RP podpisana właśnie przez Prezydenta nowelizację ustawy o niektórych formach wspierania działalności innowacyjnej przyczyni się do zwiększenia innowacyjności polskich przedsiębiorstw. Może, a może nie? Pozwolę sobie w tym miejscu zacytować znanego publicystę Edwina Bendyka, który nie tak dawno na łamach „Teberii” pisał: „Popytu na innowacje nie ma, bo liderami polskiej gospodarki są firmy operujące w sektorach, które trudno zaliczyć do technologicznie zaawansowanych. Przemysł meblarski, spożywczy, obuwniczy, jak każdy sektor masowy, niezależnie od zamożności, polega na dwóch czynnikach: cenie i jakości. Jakość zapewniają sprawdzone (im dalej od innowacji, tym lepiej) technologie produkcyjne, które najbezpieczniej kupić w Niemczech, Szwajcarii, Francji. Wiadomo wówczas, że polskie okno dachowe lub polskie masło będzie równie dobre, jak wyprodukowane w Danii. Żeby je sprzedać, okno takie lub masło muszą być od duńskiego tańsze. Nie trzeba być asem ekonomii, by dostrzec, że problem obniżenia kosztów produkcji załatwia w Polsce niska cena pracy. Na tyle niska, że przedsiębiorcy nie mają powodów, by inwestować w inne źródła wzrostu efektywności, jak choćby nadmierna automatyzacja lub innowacje”. Nie sposób mi się z tym nie zgodzić.

PS A co oznacza innowacyjność dla największych innowatorów? Serwis The Joy of Tech nieco z przymrużeniem oka ilustruje ten problem.

admin

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *