Green cities

Miasto bez zanieczyszczeń, hałasu, korków, pełne zieleni – jak na razie to tylko marzenia, ale ci, którzy mają pieniądze, zaczynają je realizować. Pytanie brzmi, czy nie jest to tylko droga utopia?

To miał być jeden z hitów Wystawy Światowej Expo 2010. Chińczycy chcieli zadziwić świat w dziedzinie, z którą nikt nie kojarzy Państwa Środka i jego zatłoczonych miast. W czasie Expo oficjalnie miało bowiem zostać otwarte pierwsze ekomiasto świata – Dongtan, na wyspie Chongming na północ od Szanghaju.

Chiński rozmach i… klapa

Chińscy decydenci, przestraszeni kosztami ekologicznymi sukcesu gospodarczego swego kraju, już dawno zaczęli szukać rozwiązania dla tego problemu, tym bardziej, że 20 z 30 najbardziej zanieczyszczonych miast świata znajduje się właśnie w Chinach. Pięć lat temu władze Szanghaju, zainspirowane doświadczeniem ekomiasteczka Bedzed (Beddington Zero Energy Development) pod Londynem, podpisały wielomiliardowy kontrakt z brytyjskim przedsiębiorstwem inżynierskim Arup, zakładający budowę pierwszego ekomiasta z prawdziwego zdarzenia w świecie.

43 - zeilone miasta

Według planów Dongtan miało składać się z trzech części, z których otwarcie pierwszej – dla 10 tysięcy mieszkańców, planowano właśnie podczas Expo 2010. Liczba mieszkańców miała wzrosnąć, wraz z oddawaniem kolejnych dzielnic miasta, do 80 tysięcy w 2020 r. i aż pół miliona w 2050 r. (już na obszarze 3 tysięcy hektarów). Prawdziwie chiński rozmach.

Wizja była ambitna – Dongtan planowano jako miasto energetycznie samowystarczalne. Elektryczność budynkom zapewniałyby panele słoneczne oraz miniturbiny wiatrowe. Na ich dachach zaplanowano ogrody, dodatkowo izolujące budynki. Postawiono szlaban dla drapaczy chmur, w których wyspecjalizowali się Chińczycy – wysokość budynków nie powinna przekraczać ośmiu pięter. Transport publiczny miał funkcjonować dzięki energii słonecznej. Najwyżej 7 minut przechadzki miało dzielić każdego mieszkańca od przystanku autobusu czy tramwaju. Samochody należałoby parkować na zewnątrz miasta. Dwie trzecie Dongtan przeznaczono dla pieszych. Przewidziano duże tereny dla ekologicznych upraw, tak by mieszkańcy mogli korzystać z produktów wytworzonych lokalnie. Jak zapowiadał wiceprezes firmy współodpowiedzialnej za projekt, Li Zhinghong, Dongtan będzie miejscem „nie tylko, by żyć, ale też by zarabiać na życie”, toteż zaplanowano otwarcie miasta na inwestycje z dziedziny high-tech.

W planach wszystko było pięknie. Było, bo projekt miał kosztować dziesiątki miliardów dolarów, więcej, według Petera Heada, dyrektora Arup, od inwestycji związanych z olimpiadą w Pekinie. I wszystko rozbiło się o pieniądze, a właściwie ich brak po stronie rządu i inwestorów, przestraszonych kryzysem. Wzmianka o Dongtan znikła nawet ze strony internetowej szanghajskiego Expo.

Raj na pustyni

Pałeczkę po Chińczykach przejęli szejkowie znad Zatoki Perskiej. W otoczeniu pustyni, 30 kilometrów od Abu Dhabi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, powstaje Masadr City, miasto zerowej emisji, z 99-procentowym recyklingiem śmieci, bez samochodów. Ten ambitny projekt ujrzał światło dzienne w 2006 r., gdyż szejkowie naftowi już od dawna zastanawiali się, co będzie, gdy skończy się ropa. Władze Emiratów zleciły Massachusetts Institute of Technology w Bostonie badania na temat sposobu pozyskiwania energii ze źródeł odnawialnych – m.in. w kontekście budowy miast nieemitujących CO2, których przykładem ma być Masdar City. Projekt uzyskał też poparcie ekologów z World Wildlife Fund. Emirat Abu Dhabi postanowił początkowo przeznaczyć 15 miliardów dolarów na projekt, choć już wiadomo, że koszty te będą o wiele wyższe.

43 aI znów, podobnie jak w Chinach, projekt ekomiasta powstaje w państwie, będącym na bakier z jakimkolwiek ekologicznym spojrzeniem na miasto – w kraju, gdzie transport publiczny jest w powijakach, a słynne supernowoczesne budynki są pożeraczami energii, w których nie wykorzystuje się nawet energii słonecznej, o co aż się prosi. Masdar City ma być jednak inne. Norman Foster, architekt projektu, stwierdził: „Ambicje ekologiczne Masdaru – zero emisji i zero odpadów – to premiera na skalę światową. Masdar obiecuje ustanowić nowe wzorce dla miast przyszłości”.

Transport publiczny zapewnią pojazdy elektryczne lub wykorzystujące ogniwa paliwowe. Przewidziano i inne nowatorskie rozwiązania transportowe – porównywalne do windy jeżdżącej w… poziomie. Wskazujecie, gdzie chcecie jechać i tam trafiacie. Maksymalną odległość do przystanków komunikacji publicznej określono na 200 metrów. Odpady organiczne mają być gazyfikowane, a gaz zużyty do produkcji energii. Elektryczność dla budynków zapewni także energia słoneczna i wiatrowa. Miasto odgrodzi od pustyni potężny mur, a ulice mają być zacienione. Żywność w sklepach – z upraw ekologicznych. Woda – z zakładu odsalania wody z Zatoki Perskiej, funkcjonującego także dzięki energii słonecznej.

Do 2016 r. w Masdar ma mieszkać 50 tys. osób. Do ich dyspozycji będą kina, uniwersytet, Centrum Innowacji; aż do 1500 przedsiębiorstw (!) zdolna będzie przyjąć specjalna strefa ekonomiczna. Linie szybkich tramwajów połączą miasto z centrum Abu Dhabi i lotniskiem międzynarodowym.

Projekt, jak na razie, nie okazał się pustynnym mirażem, a deweloperzy już oferują mieszkania na sprzedaż, choć kryzys nie ominął emiratów.

Mniej rozmachu, więcej efektów?

Budowa tych wzorcowych miast budzi jednak wątpliwości. Czy nie będą one tylko namiastką ekologicznego raju dla bogatych? Czy nie lepiej gigantyczne pieniądze, przeznaczane na te projekty, zainwestować w poprawę sytuacji w miastach już istniejących? Byłoby to mniej spektakularne, a na pewno bardziej efektywne.

43 bW mniej spektakularne działania zaangażowała się choćby Dania, w której miasto Frederikshavn (25 tys. mieszkańców) do końca 2015 r. ma korzystać wyłącznie z odnawialnych źródeł energii. Szacunkowa wartość inwestycji, konieczna do osiągnięcia tego celu, wynosi 200 mln dolarów – nic, w porównaniu z monumentalnymi planami ekomiast. Już w 2010 r. 40 proc. energii w mieście ma pochodzić z odnawialnych i uzupełniających się źródeł: odpadów, wiatru, słomy oraz słońca. Docelowo najwięcej energii ma być produkowane ze śmieci (34 proc.), zaraz po tym jest wiatr (30 proc.). Biorąc ponadto pod uwagę przywiązanie Duńczyków do transportu publicznego, recyklingu odpadów, czy ergonomiczności budynków, to raczej Frederikshavn, niż Masdar City będzie wskazywać kierunki rozwoju miast bardziej przyjaznych tak środowisku, jak i ludziom. 

Ekogmina po polsku

Kto wie, czy za kilka lat nie usłyszymy o pierwszej polskiej ekogminie, która będzie korzystać już tylko z odnawialnych źródeł energii. Być może będzie nią gmina Wierzchosławice w Małopolsce. Tamtejsi samorządowcy starają o grant wartości 36 mln zł z Funduszu Szwajcarskiego na wybudowanie pierwszej w kraju elektrowni słonecznej. W planach jest postawienie w ciągu dwóch lat ośmiu tysięcy tzw. solarów. Elektrownia wytwarzać ma energię o mocy 1,8 megawata, którą gmina mogłaby odsprzedawać zakładowi energetycznemu.

Ale to nie wszystko. Ponad 1700 gospodarstw zgłosiło się do realizowanego w gminie pilotażowego projektu stosowania kolektorów słonecznych w indywidualnych budynkach mieszkalnych. Jak na razie zostanie wylosowanych 40 osób, które otrzymają kolektory. Większa część kosztów zostanie pokryta z pożyczki z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Krakowie.

Jakby tego było mało, w należących do gminy Bobrownikach Małych samorząd zaplanował wykonanie najgłębszego w Polsce odwiertu – na blisko cztery kilometry. Popłynąć ma z niego ciepła woda do ogrzewania domów.

Konrad Markowski

admin

Komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *