Gadżet tkwi w szczególe

14c

Trudno ustalić czym jest gadżet, zwłaszcza jeśli mowa o gadżetach technologicznych. Słownik PWN definiuje „gadżet” jako „niewielki przedmiot, zwykle niepełniący funkcji użytkowej”. Podobnie termin funkcjonuje w języku potocznym, gdzie najczęściej oznacza coś intrygującego, ciekawego, ale w gruncie rzeczy nieprzydatnego.

Słowo „gadżet” pojawiło się w połowie XIX wieku. Jego etymologia wywodzona jest od słowa „gadjet”, które w slangu marynarskim oznaczało mniej więcej to samo, co popularny „wihajster” – przedmiot, którego nazwy w momencie mówienia nie znamy lub nie możemy sobie przypomnieć. „Gadjet” kojarzony jest również z francuskim terminem „gâche” oznaczającym skobel. A skobel, choć to tylko drobiazg, jest jednak istotny – bez niego bowiem nie da się zamknąć marynarskiej skrzyni.

Bez względu na pochodzenie, gadżetem można nazwać dziś wszystko, co pojawiło się stosunkowo niedawno i nie posiada jeszcze ściśle sprofilowanej funkcji. Może to być kieszonkowy wskaźnik laserowy, przydatny w niektórych przypadkach, ale nie niezbędny, jaki i tablet, rozważany przez MEN jako jeden z elementów każdego szkolnego tornistra. Gadżety pojawiają się w naszych życiach z coraz większą częstotliwością i często nie są traktowane poważnie. Krytycy przywołują przykłady rzekomych negatywnych cech gadżetów, obwiniając je o nadmierne ułatwianie życia, prowadzące do obniżenia aktywności fizycznej, rozluźnienia więzi społecznych, a nawet – jak twierdzi Jaron Lanier, informatyk i autor wydanej w 2010 książki „You Are Not a Gadget: A Manifesto” (z ang. Nie jesteś gadżetem. Manifest) – do ogólnego „odczłowieczenia”. Czy wszystkie gadżety zasłużyły sobie na tak surową opinię?

Gry to zdrowie

14 gadzetGadżety potrafią spełniać funkcje, o których nie śniło się ich twórcom i krytykom. Doskonałym przykładem są możliwości kontrolera ruchu Kinect – dodatku do konsoli Xbox 360 produkcji Microsoftu, będącego w sprzedaży od 2010 roku. Kontroler pozwala na zastąpienie klasycznych padów i joysticków ruchami ciała gracza i komendami głosowymi. Kamery śledzą ruchy osób znajdujących się przed kontrolerem, a maszyna rozbijają ciało gracza na 48 ruchomych fragmentów i interpretuje ich ruchy na potrzeby gry. Urządzenie od początku istnienia wzbudziło zrozumiały entuzjazm wśród graczy i dostało się nawet do Księgi Rekordów Guinnessa jako najszybciej sprzedające się urządzenie elektroniczne, pokonując w tej konkurencji iPhone i iPada. Stało się tak być może dzięki marketingowemu sukcesowi Microsoftu, który pierwszy raz w historii mógł promować gry komputerowe jako sposób na zachowanie dobrej kondycji fizycznej, bowiem z Kinectem nie da się grać wyłącznie palcami. Jednak wzbogacenie gier o element aktywności fizycznej to nie wszystko. Fani prozy Philipa K. Dicka, a zwłaszcza ekranizacji jego twórczości, szybko uzmysłowili sobie podobieństwo między Kinectem a interfejsem komputera, za pomocą którego Tom Cruise tropi przyszłych kryminalistów w filmie „Raport mniejszości”. W filmie, główny bohater steruje maszyną przy pomocy gestów: przesuwa zdjęcia, odtwarza filmy, wydaje polecenia… Krótko po pojawieniu się Kinecta, użytkownicy podjęli próby dostosowania czujnika w taki sposób, żeby z kontrolera gier przekształcił się w sprzętowe wsparcie dla interfejsu przyszłości.

Takie sterowanie komputerem, poza przeglądaniem zdjęć z wakacji, może znaleźć zastosowanie także na sali operacyjnej. Lekarze z kanadyjskiego Sunnybrook Health Sciences Centre testują aktualnie możliwości korzystania z kontrolera gier podczas skomplikowanych zabiegów. Zastąpienie myszki i klawiatury sterowaniem przy pomocy gestów i głosu rozwiązałoby problem nieustannej konieczności przemieszczania się między sterylną sferą stołu operacyjnego, a komputerem (aktualnie zupełnie niezbędnym w chirurgii). – Podczas operacji chirurgicznych, które przeprowadza się w dzisiejszych czasach, niezbędne jest wsparcie lekarza przy pomocy obrazów i kamer. To tak, jak korzystanie z GPS podczas prowadzenia samochodu – mówi dr Calvin Law z Sunnybrook Health Sciences Centre. – Dzięki Xbox Kinect jesteśmy w stanie uczynić z komputera członka zespołu, mamy do niego ciągły dostęp i na bieżąco możemy konsultować nasze działania z danymi komputera – dodaje lekarz.

W odpowiedzi na wczesne próby hakowania Kinecta, polegające na pisaniu amatorskiego oprogramowania korzystającego z możliwości urządzenia, Microsoft zatwierdził status quo wydając oficjalny zestaw narzędzi SDK (ang. software development kit), umożliwiających pisanie autorskich aplikacji korzystających z Kinecta.  Owocem „uwolnienia” Kinecta są takie programy jak na przykład Kinemote, pozwalający zastąpić myszkę komputerową dłonią. Powstały również wynalazki mniej praktyczne, jak na przykład zaprojektowana przez Chaotic Labs „Board of Awesomeness”, czyli sterowana za pomocą Kinecta i tabletu „Deskorolka Wspaniałości”, rozwijająca prędkość 50 km/h, czy „Loyal following shopping cart” – wierny wózek sklepowy, podążający wszędzie za klientem. W zakresie stosowania kontrolera w coraz to nowych sferach życia Microsoft nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, a swoim filmem reklamowym „Microsoft in 2019” zapowiada, że już za parę lat każdy pracownik korporacji tworząc prezentację w Power Poincie będzie mógł poczuć się jak Tom Cruise.

Inspektor Facebook

14 aGadżety jednak to nie tylko technologia. Typowo gadżeciarski charakter mają serwisy społecznościowe, które zwłaszcza na początku swojej działalności, traktowane były jak kolejna zabawka dla młodzieży, a w najlepszym razie dla studentów, niedająca faktycznie żadnych nowych możliwości, reorganizując jedynie stare wynalazki takie jak e-mail czy album ze zdjęciami on-line.  Jednak w ciągu kilku lat Facebook, aktualny lider świata społecznościowego, przekształcił się ze strony służącej do oceny urody studentów uniwersytetu Harvarda w ogromną bazę danych skupiającą informacje na temat ponad 900 milionów członków. Bazą tą interesują się nie tylko firmy, chcące jak najlepiej profilować swoje kampanie reklamowe, ale też służby specjalne USA, gorąco kibicujące powstającej właśnie ustawie CISPA (The Cyber Intelligence Sharing and Protect Act), która ma dać im dostęp do danych zgromadzonych m.in. na portalach społecznościowych bez zgody sądu. Obrońcy prywatności nawołują do bojkotu Facebooka, jednak ich apel nie odnosi na razie zamierzonego skutku. Być może rację ma Zuckerberg, kiedy ogłasza koniec prywatności.

Ale jest i druga strona medalu. Serwisy społecznościowe mogą pomóc w rozwiązywaniu poważnych problemów, takich jak odnalezienie pięciu groźnych przestępców, ukrywających się w pięciu różnych miastach Europy i Ameryki, w ciągu dwunastu godzin. 31 marca br. odbył się konkurs Tag Challenge, w którym zespoły z całego świata miały za zadanie odnaleźć i sfotografować pięciu „włamywaczy” przechadzających się tego dnia przez dwanaście godzin po ulicach Waszyngtonu, Nowego Jorku, Londynu, Bratysławy i Sztokholmu. „Przestępców” rozpoznać można było tylko po charakterystycznej koszulce. Konkurs sponsorowany był przez Departament Stanu USA, który chciał sprawdzić skuteczność crowdsourcingu w ściganiu przestępców. CrowdScanner, zwycięski zespół Iyada Rahwana z MIT, zdołał odszukać trzech z pięciu poszukiwanych w ciągu dwunastu godzin. MIT ma doświadczenie w podobnych przedsięwzięciach, gdyż w 2009 roku zespół wywodzący się z tej uczelni zwyciężył w Red Balloon Challange, konkursie zorganizowanym przez Defense Advanced Research Projects Agency (DARPA), w którym celem było odnalezienie dziesięciu czerwonych balonów ukrytych na terytorium USA. W obu konkursach zastosowano tą samą metodę: stworzono społecznościową piramidę, której celem było zaangażowanie w poszukiwania jak największej ilości osób. Nagrodę przeznaczoną dla zwycięzcy zespół obiecał rozdysponować między wszystkie osoby biorące udział w poszukiwaniach. Część nagrody była przeznaczona dla osoby, która zdołała w mediach społecznościowych zrekrutować co najmniej 2 tysiące poszukiwaczy. Ale nagrodę otrzymywała również osoba, która przesłała zdjęcie „przestępcy”, oraz wszyscy inni, którzy przyczynili się do obecność tej osoby w poszukiwaniach, a więc osoba, która zrekrutowała szczęśliwego znalazcę, osoba która zrekrutowała rekrutera…i tak dalej. Zespół napisał również specjalną aplikację na Androida przeznaczoną dla osób biorących udział w poszukiwaniach.

Czas pokarze czy dzięki sieciom społecznościowym swój renesans przeżyje list gończy, przenosząc się z dzikiego zachodu wprost na ekrany komputerów.  Organizatorzy Tag Challenge zapowiadają raport i analizę poszukiwań na koniec maja tego roku.

Oczywista oczywistość

14aWydaje się, że kwestionowanie użyteczności smartphonów byłoby dziś czymś równie niezrozumiałym, co kwestionowanie użyteczności komputerów, choć jeszcze dwa lata temu można było spotkać się z kpinami z tych urządzeń nazywanych czasem „bardzo drogimi poziomicami”. Jednak szerokie możliwości smartphonów, sprawiają, że bronią się same. Niezdecydowanych, jeśli tacy jeszcze istnieją, przekonać powinien rzut oka na wynalazek amerykańskiego startupu Eyenetra. Grupa naukowców z MIT, pod przewodnictwem Davida Schafrana, skonstruowała prostą nasadkę (jej koszt to dwa dolary) umożliwiającą przekształcenie smartphona w przenośne laboratorium okulistyczne. – Naszym celem jest wsparcie milionów ludzi na całym świecie poprzez dostarczenie im opieki okulistycznej w sposób, jaki nigdy wcześniej nie był możliwy – mówi Schafran w wywiadzie dla NPR.org.

Mówiąc „miliony” Schafran ma na myśli 2,5 miliarda ludzi na całym świecie, głównie w krajach rozwijających się, którzy z powodu wysokich kosztów specjalistycznych badań lub braku dostępu do okulisty nie mogą korygować swojej wady wzroku. „Firmy są w stanie wyprodukować okulary kosztujące ćwierć dolara, jednak sprzęt do wykonywania badań jest nieporęczny, drogi i wymaga specjalnego szkolenia – nie pozwala też na digitalizację danych i zdalny dostęp do produktów okulistycznych” czytamy na stronie firmy. Jak wygląda badanie przy pomocy Netry? Otóż wystarczy podłączyć urządzenie do telefonu, zainstalować odpowiednią aplikację, spojrzeć przez wizjer i wcisnąć guzik „Calculate!”. Efekt? Jak zapewnia David Schafran, będzie nim kompletna recepta potrzebna do zakupu okularów.

Co więcej, z receptą nie trzeba będzie udawać się do optyka. Wystarczy połączyć się z zaprojektowaną przez EyeNetrę platformą Test2Connect, która ma być miejscem spotkań pacjentów, lekarzy, producentów i sprzedawców okularów. Tam recepta będzie mogła zostać zinterpretowana przez specjalistów, a okulary – dostarczone pocztą. Na razie urządzenie wykrywa tylko podstawowe wady wzroku (krótko- i dalekowzroczność oraz astygmatyzm), jednak trwają pracę na poszerzeniem możliwości Netry także o wykrywanie zaćmy.

Szkło polepszające

14 dEwolucję technologii można przedstawić jako ciągłą modyfikację sposobów interakcji użytkownika ze sprzętem. Zaczęło się od klawiatury, która z wynalezionych w połowie XIX wieku maszyn do pisania, w wieku XX została zaadaptowana na potrzeby komputerów. W latach osiemdziesiątych popularność zaczęła zdobywać rewolucyjna myszka komputerowa. Do historii przeszedł już artykuł John’a C. Dvoraka, który w 1984 roku opublikował na łamach czasopisma „San Francisco Examiner” listę 15 wad komputerów Apple przesądzających o bliskim końcu firmy. Punkt 7 listy mówi: „Urządzenie jest wyposażone w eksperymentalne urządzenie wskazujące zwane myszką”. W artykule Dvorak stwierdza, że Apple nie potrafi zrozumieć rewolucji komputerowej oraz nie przemyślał dobrze, czy na pewno jego klienci będą chcieli korzystać z tak dziwnych rozwiązań technologicznych. Lawina podobnych artykułów zalała Internet również na krótko po tym, jak Apple wprowadził na rynek iPhona. Statystyki mówią jednak same za siebie – tablety sprzedają się lepiej niż komputery, a smartphony wypierają z rynku tradycyjne komórki. Kluczem do sukcesu tych urządzeń stała się technologia ekranów dotykowych, umożliwiająca sprawną nawigację bez użycia klawiszy, myszki czy klawiatury. I choć dotykowa kontrola urządzeń dopiero nabiera rozpędu, Google wieszczy już jej koniec, proponując jeszcze nowocześniejsze rozwiązanie.

W tajemniczym laboratorium Google X, trwają obecnie prace nad licznymi wynalazkami przyszłości. Z mniej lub bardziej oficjalnych źródeł wiadomo, że na warsztacie jest projekt „Web of things”, mający połączyć rzeczy codziennego użytku z Internetem oraz samochód niewymagający kierowcy (od jakiegoś czasu w fazie testów). Najwięcej kontrowersji budzi jednak Project Glass – pierwszy gadżet laboratorium Google X dostępny w sprzedaży być może już pod koniec tego roku. Ambicją Google jest stworzenie okularów, które w prosty i nieprzerwany sposób umożliwiłyby korzystanie z najnowszych technologii. Potencjalny użytkownik tego gadżetu, zakładając okulary będzie mógł korzystać z rzeczywistości udoskonalonej i rozszerzonej o nowe możliwości. Takiej, w której na wyrażone głosowo pytanie „Jak dojść do najbliższej kawiarni? ” pojawi się przed nim mapka pokazująca trasę, a w polu jego widzenia „zawisną” wirtualne strzałki wskazujące dokładną trasę do celu.

Szczegółowy wygląd produktu, który trafi do sklepów, nie jest jeszcze znany. Z przedstawionych przez firmę projektów można wnioskować, że będzie to dyskretna metalowa opaska z wyświetlaczem wielkości paznokcia, umieszczonym trochę powyżej oka. Faktyczna przydatność produktu rodzi wiele znaków zapytania. Krytycy Projektu Glass zgryźliwie zauważają, że tak skomplikowane urządzenie znajdzie zastosowanie jedynie przy sprawdzaniu pogody za oknem, rozpoznawania przyjaciela przechodzącego druga stroną ulicy czy robieniu zdjęć. Zdaniem zwolenników projektu, rewolucyjność pomysłu Google polega nie tylko na ogromnej zmianie ilościowej (tzn. na możliwości wykonywania codziennych czynności szybciej i łatwiej), ale przede wszystkim na rewolucyjnej zmianie jakościowej, umożliwiającej usunięcie technologii w cień.  – Okulary sprawiają, że technologia przestaje zawadzać. Jeśli chcę zrobić zdjęcie, nie muszę sięgać do kieszeni po telefon. Wciskam tylko guzik znajdujący się na okularach i gotowe. – tłumaczy jeden z testerów urządzenia w wywiadzie dla New York Times.  Potencjalne możliwości produktu można również zobaczyć, oglądając filmik promocyjny produkcji Google „One Day…” (z ang. Pewnego dnia…), w którym bohater spędza cały dzień nosząc nowoczesne okulary. Faktycznie wykorzystuje je, by sprawdzić pogodę za oknem, jednak obywa się bez otwierania okna, używania termometru czy uruchamiania komputera. Pisze widomość do przyjaciela, jednak może to robić podczas śniadania, mając obie ręce zajęte kanapką, ponieważ urządzenie sterowane jest głosowo. Dzięki okularom bez problemu przemieszcza się po mieście, znajdują wszystkie miejsca, do których chciał trafić. Na koniec filmu, korzystając z okularów, łączy się z ukochaną, której transmituje zachód słońca, który sam widzi, akompaniując romantycznej scenerii grą na ukulele. Niestety, jak sugeruje tytuł filmu, nie powinniśmy spodziewać się tych funkcji w okularach, które trafią do sprzedaży w grudniu. Ale kto wie, pewnego dnia…

Dromologia

W 1999 roku francuski filozof i urbanista Paul Virilio, twórca dromologii, czyli „nauki o prędkości” tak pisał o wynalazkach: „Wynajdując statek, wynajdujesz jednocześnie jego wrak; kiedy wynajdujesz samolot, wynajdujesz jednocześnie katastrofę lotniczą; a wynajdując elektryczność, wynajdujesz jednocześnie śmiertelne porażenie prądem… Każda technologia niesie ze sobą swoją własną negatywność, która powstaje w tym samym czasie, co postęp techniczny.”

Podobnie (choć oczywiście w mniejszej skali) jest z gadżetami. Zuckerberg tworząc Facebooka stworzył też skandal, jaki może wybuchnąć w twoim kółku towarzyskim po tym, jak ktoś wrzucił na portal nieodpowiednie zdjęciami. Nieustannie ulepszane nowinki technologiczne narażają nas na coraz to większe wydatki, a ogromna ilość informacji, dostępnych na wyciągnięcie ręki sprawia, że z erudytów przemieniamy się w researcherów, którzy bez dostępu do Internetu nie potrafią napisać linijki tekstu czy wyrazić swojej opinii. Jednak wartościując gadżety nie należy zapominać o ich pozytywnych stronach, zarówno tych, które zostały już odkryte, jak i tych potencjalnych, dopiero eksplorowanych. Portale społecznościowe stwarzają nowe możliwości organizowania się i komunikacji,  smartphone może rozwiązać problemy wzrokowe miliardów ludzi, a kontroler gier może pomóc niepełnosprawnym, dla których pchanie wózka sklepowego stanowi większy kłopot, niż to może się wydawać. Przydatność urządzeń popularnie nazywanych gadżetami zależy przede wszystkim od ich użytkowników.

Piotr Pawlik

admin

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *