Gimby nie znajo*…? – albo być jak Doogie Howser

gal-doogie-jpg

Na początku lat 90. XX w.  dużą popularnością – nie tylko wśród młodzieży – cieszył się amerykański serial telewizyjny „Doogie Howser, lekarz medycyny” (Doogie Howser, M.D.), opowiadający o genialnym chłopcu, który mając ledwie czternaście lat zdobywa dyplom Uniwersytetu Princeton i zostaje najmłodszym lekarzem w historii Stanów Zjednoczonych. Serial to oczywiście fikcja, ale nastoletni geniusze trafiają się naprawdę – i to czasem w najbliższym sąsiedztwie. Tylko czy w polskich warunkach mają szansę być jak ów Doogie Howser?

Zacznijmy od faktów, a te mówią same za siebie –  w prestiżowym raporcie konkurencyjności Światowego Forum Ekonomicznego (WEF) „The Global Competitiveness Report 2013-2014” Polska zajęła miejsce 119 na 148 możliwych w kategorii „zdolność kraju do zatrzymania talentu” natomiast w dziedzinie „jakości systemu edukacji” przypadła nam lokata 87. A przecież z roku na rok przybywa polskich laureatów międzynarodowych olimpiad przedmiotowych – ostatnio przywieźli do kraju sześć złotych medali, sześć srebrnych i jedenaście brązowych. Nie zawiedli też reprezentanci Polski na Międzynarodowych Mistrzostwach w Grach Matematycznych i Logicznych, którzy zdobyli w tym roku w Paryżu siedem medali, w tym trzy złote. A przecież nie tylko imprezy tej miary są wyznacznikiem wyjątkowych zdolności młodych ludzi.

Co prawda mówiąc o geniuszu ma się zwykle na myśli wszelkie wybitne osiągnięcia w nauce i sztuce, niekoniecznie jednorazowe i przełomowe. W filozofii nauki i psychologii geniuszem nazywana jest osoba, posiadająca bardzo wysoki poziom ogólnych zdolności poznawczych, zdolna do tworzenia oryginalnych koncepcji naukowych, nowych form organizacji społecznej, nowych dzieł artystycznych, rewolucyjnych wynalazków technicznych itp. Jak twierdzi dr Michał Chruszczewski, pracownik naukowy Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, osoby o wyjątkowych zdolnościach intelektualnych mogą posiadać odmienny sposób przetwarzania informacji w mózgu, który sprawia, że odbywa się ono nie tylko szybciej ale także wydajniej. Oznacza to, że geniusze szybciej niż przeciętni ludzie rozwiązują zadania i jednocześnie rozwiązywanie zadań wymaga od ich mózgu mniejszych nakładów energetycznych, przez co wolniej się męczą.  Inteligencję często utożsamia się z kreatywnością. Klasyczna definicja mówi, że jest to wymyślanie czegoś nowego, oryginalnego. Natomiast w powszechnym rozumieniu kreatywność jest łączona z twórczością artystyczną. Odwołując się do podstawowego rozumienia kreatywności – jako zdolności do tworzenia nowych idei, wymyślania nowych rzeczy – jest to domena osób wybitnie inteligentnych. W opozycji znajduje się aktywność twórcza – artyści są rzadkością wśród osób wybitnie inteligentnych. Prawdziwie kreatywne osoby, które wymyślają coś absolutnie nowego, to jeszcze mniejszy procent osób inteligentnych. W przeważającej mierze osoby inteligentne nie wymyślają niczego nowego, ale umiejętnie korzystają z wiedzy, którą posiadają i są w stanie połączyć to wszystko w efektywne rozwiązania trudnych problemów. To jest właśnie domena ludzi wybitnie zdolnych.

Mówimy więc o zdolnościach wrodzonych, które – obdarzony nimi człowiek, nosi w sobie i które – w sprzyjających okolicznościach – zostają ujawnione i wykorzystane. Rzecz jednak w tym, by te sprzyjające okoliczności w ogóle miały miejsce.

Self-made man from the USA

Bardzo przychylne warunki dla rozwoju jednostek wybitnych i wyjątkowych stwarzają Stany Zjednoczone. Szczególną uwagę zwraca się tam bowiem na kwestie, w jaki sposób geniusz może przyczynić się do wzbogacenia wspólnego dorobku społeczeństwa, a ludzie obdarzeni niezwykłym umysłem budzą powszechny podziw, stając się często  bohaterami wytworów kultury popularnej. Filmy „Rain Man” „Forrest Gump”,  czy „Piękny umysł”, a także seriale (Wzór, Dr House, czy wspomniany już Doogie Howser lekarz medycyny), odniosły ogromny sukces, nie tylko w Ameryce, ale i na całym świecie. Zainteresowanie amerykańskiej publiczności podobną tematyką potwierdza silne przywiązanie do kultu jednostki i związane z tym szanse dla licznych utalentowanych ludzi z całego świata.

Z pewnością związane jest to z filozofią, dominującą w USA, a obejmującą dwa główne nurty – indywidualizm i transcendentalizm. Jest to istotne o tyle, że właśnie one określały jednostkę celem samym w sobie oraz traktowały o tym, jak powinien wyglądać jej rozwój, także w kwestii intelektualnej.

Jak powszechnie wiadomo to w Stanach Zjednoczonych wykształcił się  i utrwalił wizerunek self-made man’a, propagowano ideał rozwoju jednostki„od pucybuta do milionera”i fenomen american dream. Dlatego ponadprzeciętne umiejętności oraz wiedza stały się tam wymiernymi wartościami. W rezultacie, dziś nietuzinkowy umysł made in the USA w znakomitej większości skazany jest na sukces.

Istotną rolę w wynajdywaniu osób, mających predyspozycje, by w przyszłości zostać wybitnymi uczonymi, pełni amerykański system szkolnictwa, notabene często krytykowany w Europie za niski poziom kształcenia. Mimo, że uczniowie na tle swoich europejskich kolegów wypadają bardzo słabo podczas sprawdzających wiedzę egzaminów, to właśnie tamtejszy system wykształcił wielu znakomitych naukowców. Nie bez znaczenia są tu liczne stypendia federalne i prywatne dla szczególnie uzdolnionych (np. Gates Millenium Scholars Program, Merit–based Scholarship). Jednak – co ważniejsze – system stypendialny w USA wychodzi naprzeciw zdolnym jednostkom z całego niemal świata. Dla wybitnie uzdolnionych w dziedzinie nauki, biznesu czy sztuki stworzona została nawet specjalna wiza – O-1. Dlatego właśnie, obecnie prawie każdy słynny wynalazca i szanowany uczony ma amerykańskie obywatelstwo, mimo że urodzili się poza USA, a pośród laureatów Nagrody Nobla do roku 2004 w dziedzinach takich jak fizyka, chemia, medycyna, najwięcej – aż 225, jest obywateli amerykańskich. Dla porównania Wielka Brytania, plasująca się na drugiej pozycji poszczycić się może 76 noblistami w tych dziedzinach. Widać zatem wyraźnie, że inne kraje pod tym względem dzieli od USA przepaść…

Promowanie wybitnych umysłów wynika również z faktu, że rozwój nauki ściśle powiązany jest z rozwojem cywilizacyjnym oraz technologicznym. Dlatego Amerykanie kładą nacisk na  rozwój zainteresowań, talentów oraz umiejętności nawet u najmłodszych obywateli, wiedząc doskonale, że przyniesie to nie tylko satysfakcję, ale i przeliczalny i bardzo konkretny zysk.

 

SONY DSC

 

Geniusz made in Poland

Ponieważ osoby o wyjątkowych zdolnościach rodzą się w każdej części świata – statystycznie oczywiste jest, że w Polsce również. I choć w ilości przyznanych Nagród Nobla z fizyki, chemii czy medycyny jesteśmy na razie daleko, daleko za USA – międzynarodowe sukcesy młodych polskich naukowców są coraz liczniejsze.

Na początek warto przywołać postaci Joanny Jurek i Jerzego Szuniewicza – laureatów konkursu E(x)plory i festiwalu młodych naukowców Intel ISEF w Los Angeles. Joanna Jurek jest siedemnastolatką i zajmuje się… nanotechnologią w medycynie, a ściślej badaniem, jak nanomateriały mogą pomóc w transporcie leków wewnątrz organizmu. Jej badania skupiły się na doksorubicynie, stosowanej przy leczeniu nowotworów, której zadaniem jest zwalczać komórki – oczywiście głównie nowotworowe. Ale ponieważ doksorubicyna nie jest selektywna – niszczy wszystko wokół. Ideałem byłoby więc dostarczyć lek prosto do nowotworu. Dzięki pracy tej młodej badaczki dziś można już, korzystając z nanorurek, dostarczać lek wprost w miejsce objęte nowotworem i dopiero tam go uwalniać.

 

Jerzy-Szuniewicz

 

Z kolei Jerzy Szuniewicz – rówieśnik Joanny – pracuje nad przesyłaniem informacji tak, by transfer był bezpieczny. W związku z tym opracował metodę, pozwalającą łatwiej wykorzystywać praktycznie tzw. splątanie fotonowe – między innymi dzięki wykorzystaniu algorytmów genetycznych. O swojej pracy opowiada tak: – „Przyjrzałem się pojedynczym fotonom, które są ze sobą splątane. Jeśli określi się stan jednego z nich, to natychmiast pozna się też stan drugiego. I to niezależnie od odległości, w jakiej się znajduje. Połączenie między nimi jest szybsze niż prędkość światła. Dzięki temu możemy sprawdzić zdalnie, czy nikt nie ingerował w nasz klucz, który przy pomocy takich splątanych fotonów został zabezpieczony. Daje nam to całkowitą pewność, że transfer jest bezpieczny. Jednak proces zabezpieczania odbywa się bardzo wolno, głównie dlatego, że trudno jest zmusić pojedyncze fotony, by weszły do światłowodu, którym mają pokonać dużą odległość. I ja, w moim projekcie, skupiłem się właśnie na zwiększeniu wydajności tego wprowadzania elektronów do światłowodu.  Wykorzystałem do tego algorytmy genetyczne i osiągnąłem potężny sukces. Moja metoda jest o 250 procent lepsza od stosowanej powszechnie ręcznej optymalizacji…”

Ale niezaprzeczalny talent Jerzego Szuniewicza, choć jest zjawiskiem wyjątkowym, to jednak nie odosobnionym.

 

chrapko

 

Kolejnym ciekawym przykładem nietuzinkowego umysłu jest także Kasia Chrapko – wszechstronnie uzdolniona 14-letnia gimnazjalistka z Niska na Podkarpaciu. Ta młoda osoba skonstruowała sprzęt, dzięki któremu można usłyszeć ludzkie organy. Użyła do tego znane już od lat wynalazki: oscyloskop, mikrofon i lekarski stetoskop. Urządzenie pozwala wychwycić falę dźwiękową wydawaną np. przez trzustkę czy wątrobę. – Każdy z tych organów pracuje na określonej częstotliwości. Jeśli jest chory, będzie wysyłał inny sygnał – wyjaśnia Kasia. Jak zaznacza, maszyna może go pobudzić do właściwej pracy i w ten sposób wspomagać leczenie. To dopiero pomysł i wstęp do wieloletnich badań. – Dla mnie to cel, bo marzę aby zostać w przyszłości lekarzem – opowiada Kasia Chrapko.

 

błeszyński

 

Bartłomiej Błeszyński siedemnastoletni wynalazca ze Szczecina skonstruował sterowane sygnałami z mięśni szkieletowych mechaniczne ramię, wzmacniające siłę operatora. Tego rodzaju ramię mogłoby być częścią egzoszkieletu czyniącego ze zwykłego człowieka kogoś na kształt Iron Mana. O swoim wynalazku mówi po prostu: – Postanowiłem, że moje urządzenie będzie alternatywą dla urządzeń, które kosztują dziesiątki tysięcy złotych. Udało mi się skonstruować analogiczną rzecz, której koszt wynosi około 50 złotych.

Ciekawym eksperymentem wykazali się Estera Jurczyk i Jakub Pal – uczniowie II LO w Słupsku – którzy zaprojektowali i zbudowali tanią i dostępną dla amatorów sondę stratosferyczną, wyposażoną w aparat cyfrowy. Sonda osiągnęła wysokość 26 kilometrów, cały czas robiąc zdjęcia, po czym na sygnał z ziemi kapsuła sondy z aparatem oddzieliła się i wylądowała na spadochronie. Już w trzy minuty później udało się ją odnaleźć. Autorzy planują dalsze badania.

Dominik Madej z Grabowa nad Pilicą – uczeń II LO w Warszawie – usprawnił reakcje karbonylowania aniliny. Dzięki zastosowaniu palladowego katalizatora udało się nie tylko znacznie obniżyć niezbędną do zajścia reakcji temperaturę oraz ciśnienie, ale także kilkakrotnie skrócić jej czas. Powstające aromatyczne moczniki mają szerokie zastosowanie w przemyśle chemicznym – na przykład do produkcji żywic syntetycznych i lekarstw.

Z kolei Wrocław może poszczycić się nastoletnimi mistrzami matematyki na międzynarodowym poziomie. 19-letni Maciej Dulęba, wielokrotny uczestnik mistrzostw w Paryżu i ich tegoroczny zwycięzca, od najmłodszych lat przejawiał zdolności matematyczne, rozwiązując zadania na wyższym poziomie niż jego koledzy. Rodzice zapisali go także na szachy, by rozwijać u niego zdolność logicznego myślenia.18-letni Tomek Skalski w świat matematyki został wciągnięty przez rodziców. Obaj przyznają, że mają niezwykły talent. Podkreślają jednak, że połączyli go z wytrwałym samodoskonaleniem.  Ale choć obaj mają na swoich kontach sukcesy krajowe i międzynarodowe, podkreślają, że zwycięstwo nie jest najważniejsze. Obaj krzywią się na pytanie, czy nazwaliby siebie geniuszami.

Kreatywność młodych ludzi przejawia się w naprawdę różnych, czasem zupełnie niezwykłych, aspektach. Joanna Olszewska z Korzybia i Adrianna Wąsińska ze Słupska opracowały… tzw. „torbę bezpieczeństwa” – Lucidus saccus v.1.2 – która wyposażona jest w – ładowaną energią słoneczną z zewnętrznej baterii – latarkę oświetlającą wnętrze, lokalizator GPS, alarm przeciwkradzieżowy oraz kieszonkę – klatkę Faradaya, chroniącą zbliżeniowe karty kredytowe czy paszporty biometryczne. Dzięki zaczepom z samozwijaczami maleje ryzyko zagubienia drobnych przedmiotów. Podczas przeprowadzonego w macierzystym liceum oraz na ulicy sondażu torebka spotkała się z dobrym przyjęciem. Podobnie oprzyrządowaną, choć większą i mniej kolorową torbę proponują także mężczyznom.

Równie egzotyczną, ale całkiem odmienną problematyką zajmował się Andrzej Żak z Warszawy, finalista Konkursu Prac Młodych Naukowców UE (EUCYS 2014). To prestiżowy i bardzo trudny konkurs organizowany przez Komisję Europejską dla uczniów, którzy zajmują się nauką naprawdę na poważnie. Ten młody badacz zajmował się wpływem języka polskiego na – zagrożony wymarciem  – zachodniogermański etnolekt „wymysioeryś” – czyli tzw. język wilamowski, używany w jedynej miejscowości na świecie – w Wilamowicach – przez około 50 osób. Po II wojnie zakazano posługiwania się tym językiem, co doprowadziło do przerwania przekazu międzypokoleniowego. Dziś Andrzej Żak, dzięki swojej pracy, usiłuje odkryć ten etnolekt na nowo.

 

falecki_igor2_0

 

W zacnym gronie młodych polskich geniuszy i wynalazców nie może zabraknąć muzyka.  To dwunastoletni dziś Igor Falecki, który zasłynął już jako czteroletni genialny perkusista. Wystąpił w wielu telewizjach świata – m.in. w  CNN, ABC, CBS, MTV, czy CANAL+, obecny jest także w mediach internetowych, dzięki czemu jego talent mogło podziwiać dotychczas ok. 200 milionów ludzi na całym świecie. Igor zdobył  także uznanie środowiska perkusistów. Jego popularność zaowocowała kontraktami z producentami sprzętu muzycznego, a jedna z firm wydała limitowaną wersję pałek do perkusji z autografem Igora. W latach 2006 – 2008 czytelnicy magazynu „Top Drummer” wybierali go Perkusistą Roku w kategorii Nowa Nadzieja.

Miarą sukcesów polskich nastolatków są oczywiście międzynarodowe olimpiady, w których  udział biorą reprezentacje z całego świata. W tym roku jeden z Polaków okazał się w swojej dyscyplinie najlepszym z najlepszych. Był to Miłosz Mazurkiewicz-Dubieński, który nie miał sobie równych w olimpiadzie z lingwistyki matematycznej (dział językoznawstwa, który do swoich badań wykorzystuje metody matematyczne). Inni uczestnicy międzynarodowych olimpiad też dają powody do dumy – w medalowej klasyfikacji wszech czasów młodzi Polacy znajdują się obecnie w ścisłej czołówce – w chemii zajmują już piąte miejsce na świecie, a w informatyce znajdują się w pierwszej czwórce – tuż za plecami Chin, Rosji i USA.

Wszystko to brzmi i wygląda świetnie – genialny umysł, ciekawe pomysły, pasja i zaangażowanie. Co łączy ich wszystkich? Często indywidualny tok nauczania, czasem opieka fundacji… A co na to polska szkoła? Czy system edukacyjny jest gotowy dziś poprowadzić tych utalentowanych młodych ludzi, czy też zdani są na samych siebie?

Szkoła made in Poland

Już kilkadziesiąt lat temu swoją opinię na temat skuteczności edukacji wygłosił Albert Camus, twierdząc że „szkoła przygotowuje dzieci do życia w świecie, który nie istnieje”. Mamy XXI wiek, a to samo można powiedzieć o systemie szkolnictwa w Polsce. Trafnie ujęła to prof. dr hab Dorota Klus-Stańska – specjalistka, zajmująca się badaniem procesów i mechanizmów kształcenia w szkołach podstawowych oraz generowanych przez nie barier w rozwoju uczniów – “szkoła jest skansenem, nie tylko nie zapewniającym nabywania kompetencji do radzenia sobie we współczesności, a wręcz pielęgnującym kompetencje bezużyteczne, autodestrukcyjne wobec jednostki i społeczeństwa.” Istotnie, obecny system edukacji powstał na potrzeby gospodarki industrialnej ubiegłych wieków i zdaje się zupełnie nie zauważać, że świat zmienił się diametralnie i to na wielu płaszczyznach. Michał Pasterski – znany trener rozwoju osobistego – wskazuje liczne błędy w założeniach systemu szkolnictwa, powielane przez kolejne pokolenia pedagogów. Jednym z nich jest niszczenie kreatywności młodego człowieka.

Działania te przejawiają się między innymi w odbieraniu uczniom prawa do popełniania błędów, w myśl zasady – kto popełnia błędy jest złym uczniem, podczas gdy to właśnie błądzenie jest głównym motorem odkrywania świata. Tymczasem piętnowanie błędów – według Pasterskiego –  paraliżuje dzieci przed jakimkolwiek działaniem. Wiąże się z tym oczywiście system oceniania. Staje się ono celem samym w sobie, ucząc dzieci nie współpracy, lecz rywalizacji między sobą.

Uczeń wie zatem, że nie może popełniać błędów, bo zostanie źle oceniony. Dlatego, zamiast samodzielnie myśleć, stara się spełniać oczekiwania innych. Najlepszym przykładem jest matura, podczas której uczeń musi idealnie wpasować się w określony klucz, który określa jaka interpretacja zadania jest prawidłowa, a jaka nie. Twórcze pomysły uczniów są więc krytykowane przez nauczycieli, którzy – w sporej większości – sami od dawna tkwią bezpiecznie w ścisłych schematach. Co oczywiste – takie podejście upośledza umiejętność poszukiwania kreatywnych i oryginalnych rozwiązań, zabija innowacyjność i zdolność do twórczego rozwiązywania codziennych problemów.

Zresztą głosy, że polski system edukacji wymaga gruntownej reformy, jeśli nie rewolucji, słychać już od dawna. O tym, że dzieci faszeruje się zbyt dużą dawką zupełnie niepotrzebnej wiedzy, nieprzydatnymi regułkami, że kanon lektur szkolnych jest nudny i przestarzały, a matematyka za trudna, słyszymy od dekad. Co zabawne – nie brakuje też głosów, że kiedyś to były prawdziwe wymagania, a teraz  programy nauczania równa się w dół i dostosowuje do najsłabszych, a absolwenci i maturzyści wychodzą ze szkoły niedouczeni. Faktem jest, że szkoła pomija kompetencje, które przyszłym dorosłym będą niezbędne do funkcjonowania we współczesnym świecie. Zdaniem Michała Pasterskiego, w obrębie nauczania powinny znaleźć się takie przedmioty jak : inteligencja emocjonalna, inteligencja finansowa, budowanie relacji i związków, komunikacja międzyludzka, przedsiębiorczość, rozwiązywanie problemów, dbanie o ciało, dbanie o zdrowie, medytacja, planowanie przyszłości, zarządzanie czasem i wiele, wiele innych. Być może to słuszna koncepcja, ale trudno poprzeć się wrażeniu, że i w tej propozycji wciąż nie ma miejsca na odkrywanie i szlifowanie przez system wyjątkowych talentów. Bo, co warto zauważyć przede wszystkim, współczesna szkoła zdaje się nie dostrzegać, że każde dziecko – podobnie jak dorosły – ma swój własny sposób uczenia się, rozumienia świata, zapamiętywania informacji, a w związku  z tym każdy uczeń powinien mieć indywidualną ścieżkę rozwoju, zaprojektowaną tak, aby pozwalała ona rozwijać talenty i najważniejsze umiejętności.

Ale zmiana systemu – o ile w ogóle jest możliwa – jest działaniem żmudnym i długotrwałym. Tymczasem wybitne jednostki funkcjonują obok nas – tu i teraz. Czy w kraju nad Wisłą mają szansę być jak Doogie Howser?

Według prof. Krzysztofa Diksa z Uniwersytetu Warszawskiego, to państwo powinno zwracać szczególną uwagę na najzdolniejszych olimpijczyków, bo jego zdaniem to właśnie oni będą odpowiadać za budowanie polskiej przyszłości. Świetnie powiedziane. Ale doświadczenie uczy, że zwrot ‚państwo powinno…’, często pozostaje po prostu semantycznie pusty. Zwłaszcza, że choć Ustawa o szkolnictwie przedszkolnym przewiduje kilka rozwiązań dla uzdolnionych uczniów (konkursy i olimpiady, indywidualny tok nauczania i indywidualny program nauczania), z tych rozwiązań korzysta bardzo mało osób, głównie dlatego, że nie ma o nich żadnej szerszej informacji.

Miast liczyć na owo „państwo” warto przyjrzeć się działalności instytucji powołanych do opieki nad wybitnymi jednostkami. Do takich należy bez wątpienia Stowarzyszenie Mensa Polska, które zainicjowało ogólnopolski program „Zdolne dzieci w szkole”. Alina Rybałtowska – członkini Mensa Polska i koordynatorka tego programu opowiada, że obejmuje on trzy działania. Pierwszym, najbardziej rozwijanym, jest „Akademia Mensy”. Są to zajęcia dla dzieci w piątej klasie szkoły podstawowej. Ten wiek został wybrany ze względu na to, że 80% zdolności ludzi kształtuje się do 12. roku życia. „Akademia Mensy” to cykl ponad 10 zajęć z różnych dziedzin, nie tylko nauki, ale także rozwoju osobistego. Mają one na celu przede wszystkim poszerzanie horyzontów i rozwijanie intelektu, więc skupiają się głównie na inteligencji, a nie na rozwijaniu konkretnych zainteresowań czy wspieraniu uczniów, którzy się dobrze uczą. Drugim działaniem jest wsparcie nauczycieli, polegające na dostarczeniu prostych i efektywnych rozwiązań, które można stosować na lekcji, bez względu na przedmiot czy poziom nauczania. Trzecim działaniem jest prowadzenie strony internetowej, która w przyszłości ma zostać centrum wiedzy o inteligencji i zdolnych dzieciach. Są tam artykuły i książki o zdolnych dzieciach oraz instytucje, które zajmują się dofinansowywaniem i wspieraniem różnych zdolności na poziomach regionalnym i ogólnopolskim. Program Mensy obejmuje także dzieci, które niekoniecznie osiągają bardzo dobre wyniki w nauce, ale w jakiś sposób wyróżniają się konkretnymi cechami.

Program działa, pracują również liczne fundacje, spośród których warto wymienić chociażby Krajowy Fundusz na rzecz Dzieci – działający od ponad 30 lat. Jego hasłem jest przewrotne „Najlepiej pomagać najlepszym!” Przez program przeszło ponad 5000 młodych utalentowanych Polaków, dziś znakomitych naukowców, lekarzy, malarzy, muzyków, pisarzy, poetów. Jego podopiecznymi są także niektórzy bohaterowie niniejszego artykułu. Program pomocy wybitnie zdolnym to całoroczny cykl bezpłatnych zajęć z różnych dziedzin i różnorakie dodatkowe formy pomocy merytorycznej. To zarówno dostęp do laboratorium, jak i pieniądze w postaci grantu, ale przede wszystkim możliwość dostania się do grupy badawczej i pracować pod nadzorem specjalisty.

 

Primum non nocere

Bo prawda jest taka, że w dzisiejszym świecie nawet geniusz niewiele wskóra sam. Jan Gmurczyk – ekonomista, analityk Instytutu Obywatelskiego – wskazuje, że gospodarka innowacyjna to mechanizm nadzwyczaj złożony, a wysoki poziom kapitału ludzkiego to tylko jeden element skomplikowanej układanki. Ważnym spoiwem jest kapitał społeczny, którego w Polsce brakuje. Można spytać, czy w polskich szkołach kształtuje się w zadowalającym stopniu umiejętność współpracy? Bo przecież stworzenie innowacyjnego produktu wymaga połączonego wysiłku wielu osób – inżynierów, marketingowców, menedżerów, logistyków, specjalistów od promocji.

Ważnym problemem jest także to, na ile polska gospodarka jest w ogóle gotowa, by stworzyć miejsca pracy dla osób utalentowanych lub dobrze wykształconych. Skala emigracji młodzieży pośrednio sugeruje, że nie wszyscy mogą znaleźć w Polsce przestrzeń, która odpowiadałaby ich ambicjom lub umiejętnościom. Tymczasem w erze gospodarki opartej na wiedzy oraz w świetle zmian demograficznych, każda decyzja o wyjeździe na stałe jest dla kraju niepowetowaną stratą.

Nasi młodzi geniusze nie mają co do tego złudzeń, ale ich odpowiedzi na pytanie o wybór miejsca studiów i przyszłej pracy wcale nie są jednoznaczne. Joanna Jurek myśli co prawda o wyjeździe do Szkocji, gdzie znalazła kierunek biomedical science – studia medyczne, ale ustawione pod kątem badań klinicznych. Ale rozważa także Warszawę lub Kraków. Jak twierdzi – „wybór będzie trudny. Dla mnie to nie jest kwestia prestiżu miejsca, tylko tego, czego się mogę nauczyć. Jeśli ktoś od dawna myśli o wyjeździe – wyjdzie. Ale w Polsce już otwiera się instytuty, które są lepsze niż te w Stanach. Więc bez problemu można tu zostać i pracować”.

Z kolei Jerzy Szuniewicz swój wybór uzależnia od kierunku studiów. „Medycyna jest tu jedną z najlepszych na świecie. Ale w mojej dziedzinie w innych krajach, na przykład w Niemczech i USA, są lepsze metody kształcenia. Większy nacisk kładzie się praktyczną stronę uczenia, jeszcze w czasie studiów można mieć konkretne wyniki naukowe. Więc nie wiem, jak będzie”. Ale zaraz dodaje „Dziś nauka nie jest lokalna. Nie odbywa się w jednym kraju. Wszystko działa wspólnie, mogę zacząć badania na jednym kontynencie i kontynuować na innym. A potem wrócić tam, gdzie zacząłem”.

Co zatem zrobić, aby rzeczywiście było do czego wracać? Co zrobić, by nie trzeba było wyjeżdżać? Konieczne wydają się reformy zmierzające do większego uwolnienia potencjału obywateli – ich kreatywności, przedsiębiorczości, umiejętności wspólnego działania itp. Trudno o lepszą zachętę do podobnych działań niż znakomite wyniki polskich uczniów na tle zagranicznych rówieśników.

Jaka powinna być więc rola szkoły? Alina Rybałtowska z Mensy Polska, podkreśla że szkoła nie tyle powinna pomagać, co nie przeszkadzać. Niestandardowe zachowania dziecka, które realizuje coś ponad program nauczania albo zadaje dużo pytań, są odbierane jako nieposłuszeństwo, podważanie autorytetu oraz zaburzanie biegu lekcji. Nauczyciele błędnie uważają, że niepedagogiczne byłoby, gdyby jakiś uczeń był traktowany inaczej niż pozostali. Ale prawda jest taka, że jesteśmy różni i niwelowanie tych różnic jest krzywdzeniem. Zatem należy postulować, aby wymagania względem uczniów uzdolnionych były adekwatne do ich możliwości oraz nie powstrzymywały ich twórczego potencjału.

Czy to wystarczy? Z pewnością nie za szkodzi. Ale każdy sukces wymaga dużych nakładów pracy własnej, odwagi, uporu i wielu, wielu cech, które warunkują powodzenie nie tylko rozwoju geniuszu, ale każdego przedsięwzięcia. Jeszcze do niedawna pokutowało powiedzenie „siedź w kącie, a znajdą cię.” To właśnie postawa, przez którą oczekujemy, że to szkoła czy system edukacji, ma obowiązek wyłowić talent i wesprzeć dalszy rozwój. Pewnie tak jest. Ale gdyby nie odwaga i upór, z którymi bohaterowie naszego artykułu walczyli o swoje, nic by nie osiągnęli. Dla Joanny Jurek poszukiwania na własną rękę były podstawą. „Kiedy szukałam recenzji tego, co robię i pomocy u naukowców z zagranicy, potrafiłam wysłać codziennie ponad 20 e-maili do ludzi, których kompletnie nie znałam, ale których profil naukowy odpowiadał moim badaniom. Na drugi dzień zdarzało się, że miałam jedną lub dwie odpowiedzi i byłam bardzo szczęśliwa, bo nie zawsze ktokolwiek odpowiadał. A ci, którzy to zrobili, byli często bardzo zaskoczeni – pracują po 20 czy 30 lat w tym zawodzie i po raz pierwszy zdarzyło się im, by ktoś taki do nich napisał. Czyli trzeba dużo pomysłowości i tego, by zamiast widzieć problemy – dostrzegać okazje” – podsumowuje.

A szkoła? No cóż – „Nigdy nie pozwoliłem mojej szkole stanąć na drodze mojej edukacji” powiedział Mark Twain. I – między nami mówiąc – bardzo dobrze na tym wyszedł.

 

Dominika Bara

* Gimby nie znajo – hasło popularnych memów internetowych, sugerujące, że gimnazjaliści (gimby) są zbyt młodzi, by móc o czymś wiedzieć lub czegoś doświadczyć.

 

Źródła:

http://nauka.newsweek.pl; http://www.mojestany.pl; http://weekend.gazeta.pl; http://michalpasterski.pl/

 

admin

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *