Innowacyjność buduje markę

22 - innowacyjnosc buduje

IBM to jeden z najbardziej znanych i najdłużej funkcjonujących na rynku koncernów informatycznych. Do przedrostka „naj” można by dodać jeszcze kilka określeń. Po pierwsze, największy. Firma zatrudnia na całym świecie ponad 380 tys. pracowników i jest największym pracodawcą wśród firm IT. Po drugie, najbardziej innowacyjny, jeśli mierzyć to liczbą patentów. Każdego roku IBM patentuje ok. 3 tys. nowych rozwiązań. Początki firmy sięgają 1911 r., ale dopiero rozwój komputerów osobistych wywindował ją na szczyty. Premiera komputera osobistego firmy IBM miała miejsce 12 sierpnia 1981 roku w nowojorskim hotelu Astoria, pięć lat po premierze komputera Apple I firmy Apple Computer. Komputer posiadał 16 kB pamięci RAM, zamiast twardego dysku stację dyskietek 5,25” o pojemności 180 kB i kosztował ponad 2,5 tys. dolarów.

22a - innowacyjnosc budujeJego wyprodukowanie zajęło firmie rok. Za ojca obecnego peceta uważa się Philipa Estridge’a, szefa laboratorium IBM, który przy opracowywaniu prototypu postanowił skorzystać z podzespołów ogólnodostępnych na rynku – dotychczas przy konstrukcji dużych maszyn IBM zawsze korzystał z własnych części. Napisanie systemu operacyjnego do nowego komputera zlecono maleńkiej wówczas firmie Microsoft z Seattle, której właścicielem był 25-letni Bill Gates. W 2005 roku IBM sprzedał dział komputerów osobistych chińskiemu Lenovo za 1,25 mld dol. Koncern skupił się na usługach doradczych i informatycznych oraz tworzeniu oprogramowania. Zmiana wiązała się z przyjściem w 2002 r. do IBM obecnego CEO, Samuela J. Palmisano. IBM wraz ze swoimi innowacyjnymi rozwiązaniami wchodzi coraz mocniej w obszary życia społecznego. W ubiegłym roku koncern zaprezentował drugą odsłonę „IBM Next Five in Five” – pięciu innowacji w rozwoju technologii, które odmienią nasze życie w ciągu najbliższych 5 lat. Wybór konkretnych obszarów innowacyjności podyktowany jest rynkowymi i społecznymi badaniami oraz kształtem i charakterem projektów, nad którymi firma IBM pracuje na całym świecie. Zdaniem specjalistów IBM, rozwój technologii w ciągu najbliższych pięciu lat i będące jego owocem innowacje wpłyną na następujące obszary naszego życia: Redukcja problemów związanych z komunikacją miejską, transportem i zanieczyszczeniem środowiska. Sposób prowadzenia samochodów i podróżowania zmieni się nie do poznania. Wprowadzenie rewolucyjnych ułatwień w codziennych czynnościach dzięki nowym funkcjom telefonów komórkowych i eksploracji środowisk mobilnych (mCommerce – handel i popularyzacja komercyjnych zastosowań Internetu w oparciu o technologie mobilne).

Telefon komórkowy będzie Twoim portfelem, brokerem biletowym, osobistym asystentem, bankierem, a także doradcą w zakupach. Efektywne wykorzystanie źródeł energii. Będziemy ekologiczni i zaoszczędzimy. Skuteczniejsze metody diagnostyki i leczenia schorzeń oraz postępy w medycynie. Lekarze będą sprawniej i precyzyjniej diagnozować pacjentów w trójwymiarowym Internecie. Kontrola źródeł pochodzenia żywności i jej składu. Dzięki opisowi Twoich nawyków żywieniowych, można dowiedzieć się wiele na temat tego, kim jesteś. W najbliższym czasie sam dowiesz się więcej o pochodzeniu Twoich posiłków. W Polsce IBM jest obecny od 1991 roku. W Warszawie w 1996 roku rozpoczęło działalność Centrum Edukacyjne IBM, a w 2000 roku powstało jedno z pierwszych w Polsce Centrów Obliczeniowych (Data Center) na potrzeby świadczenia usług outsourcingowych. Od 2003 roku działa IBM Innovation Center, którego podstawowym zadaniem jest wspieranie rozwoju aplikacji dla produktów IBM. W Krakowie powstał ośrodek świadczący usługi outsourcingu procesów biznesowych – Business Transformation Outsourcing (BTO), a w grudniu 2005 roku swoją działalność zainaugurowało Laboratorium Oprogramowania IBM. Jest to pierwsze tego typu centrum w Europie Środkowo-Wschodniej. Do głównych zadań centrum należy projektowanie i implementowanie produktów software’owych. Krakowskie laboratorium dołączyło do sieci 40 placówek programistycznych IBM zajmujących się rozwojem najbardziej innowacyjnych produktów firmy. Przy wrocławskim oddziale firmy działa Centrum Tłumaczeniowe IBM. Według doniesień prasowych IBM już wkrótce zamierza otworzyć we Wrocławiu centrum informatyczno-usługowe, w którym zatrudni aż 3 tys. osób z wyższym wykształceniem. O centrum IBM walczyły Katowice i Wrocław, ale także Kair i Bukareszt. Nikt jednak w IBM Polska nie potwierdza tych doniesień prasowych.

Rozmowa z Anną Sieńko, dyrektor generalną IBM Polska

Dojeżdża Pani do pracy samochodem?
Dojeżdżam, ale wstyd się przyznać, że dystans, jaki dzieli mnie z pracy do domu, to zaledwie kilka ulic. To nie tyle kwestia wygody, co mobilności i bezpieczeństwa.

Ale zdarza się Pani podczas tych krótkich dojazdów stać czasami w korkach.
Na szczęście bardzo rzadko. Gorzej mają moi współpracownicy. Niektórzy z nich dojeżdżają do pracy nawet półtorej godziny. To jakiś koszmar.

W tej sytuacji wierzy Pani, że nasza codzienność może być inteligentniej poukładana?
Wierzę w to, bo są miejsca na świecie, gdzie tak naprawdę jest. Szkoda, że nie da się zaprojektować miasta w ten sposób, by wyeliminować z niego ruch samochodowy.
Ale można go ograniczyć inwestując w nowoczesny transport publiczny. U nas w firmie wiele osób przestawiło się z samochodu na kolejkę podmiejską i zredukowali czas
dojazdu do pracy z półtorej godziny do dwudziestu minut.
„IBM Next Five In Five” to pięć innowacyjnych rozwiązań proponowanych przez IBM, które mają odmienić nasze życie w ciągu najbliższych pięciu lat.
Brzmi ekscytująco, ale na czym konkretnie to panaceum na nasze bolączki cywilizacyjne miałoby polegać?
Weźmy tylko poruszony problem – możemy pochwalić się inteligentnym systemem ruchu drogowego w Sztokholmie, który doprowadził do obniżenia natężenia
cyrkulacji pojazdów o 20 proc., emisji spalin o 12 proc., a 40 tysięcy ludzi więcej niż dotychczas codziennie korzysta z transportu publicznego. Za pomocą systemu kamer prowadzona
jest bardzo efektywna rejestracja samochodów wjeżdżających do centrum, co wiąże się z opłatami. W ten sposób wiele osób porzuciło podróż samochodem na
rzecz transportu publicznego. Wspomniane opłaty, już nie tyle za samo parkowanie, co za wjazd do centrum miasta, są inwestowane w rozwój transportu publicznego.
Dzięki temu zbudowano w Sztokholmie dodatkową linię metra.

Dlaczego tak nie miałoby być w Warszawie lub w Krakowie?
Mam nadzieję, że tak będzie. Liczę, że pomoże nam w tym Euro 2012, choć niestety uciekło nam trochę czasu. Jeżeli do rozpoczęcia europejskich finałów zostanie zrealizowana tylko część inwestycji, to i tak będzie dużo lepiej niż obecnie. Dotyczy to oczywiście miast, w których zostaną rozegrane mistrzostwa, ale sądzę, że za dobrymi przykładami pójdą inni.

W niejednym polskim mieście gospodarze zaraz zaprotestują, że przecież dzięki funduszom strukturalnym wszędzie już coś się dzieje.
Nie zaprzeczam temu. Tyle, że efektywnego systemu zarządzania ruchem nie da się zrobić półśrodkami, nie wystarczy na przykład skierować samochody na inne ulice.
To wymaga zamodelowania takiego organizmu, jakim jest miasto, tym bardziej, że każde miasto ma własne reguły, które odpowiadają za powstawanie korków ulicznych.
Nieraz zastanawiamy się, dlaczego stoimy w korku w miejscu, w którym nigdy wcześniej nie staliśmy? Pierwsze, co przychodzi nam na myśl, to wypadek.
Po czym okazuje się, że nic się nie stało. Mijamy jakiś krytyczny odcinek i dalej swobodnie się poruszamy. Zatem, żeby stworzyć efektywny system zarządzania ruchem,
trzeba najpierw poznać wszystkie wewnętrzne reguły. A że można stworzyć w Polsce inteligentny system zarządzania ruchem, choćby i pasażerskim, dowodzi nowy terminal
na lotnisku Okęcie w Warszawie. Przy budowie tego systemu wzięto pod uwagę rozkład lotów, wielkość samolotów itd. Powstał model, na podstawie którego zbudowano nowy terminal. I to działa. Przez półtora roku nigdy nie stałam w większej kolejce, a latam dość sporo.

Jak miałoby wyglądać wprowadzenie w Warszawie inteligentnego systemu ruchu drogowego?
Jesteśmy w o tyle dobrej sytuacji, że w większości dużych aglomeracji polskich działają już cząstkowe systemy monitoringu, na których można oprzeć zintegrowany system zarządzania ruchem. W Singapurze, które nie posiadało systemu kamer, budowano system w oparciu o przekaźniki GPS montowane w taksówkach. W ten sposób zbierano informacje o natężeniu ruchu drogowego.

Problem w tym, że jest to kosztowne przedsięwzięcie.
Oczywiście! Jednak koszty są niewspółmierne do oszczędności.

Mówimy cały czas o inteligentnym ruchu drogowym, podczas gdy przeciętnemu Polakowi firma IBM kojarzy się z komputerem PC. Jaką ewolucję przeszedł IBM i dokąd zmierza?
Jeśli mówimy o rynku polskim – który szczególnie nie odbiega od globalnego – obecnym kierunkiem rozwoju firmy IBM jest wspomniany program „Five Next in Five”.
Mówiliśmy o ruchu drogowym, ale innym ważnym filarem tego programu jest służba zdrowia. Proponujemy innowacyjne rozwiązania, które sprawią, że leczenie pacjentów
będzie bardziej skuteczne i mniej kosztowne. Dla przykładu wspólnie z warszawskim ICM pracujemy nad trójwymiatrójwymiarowym obrazem serca. Dzięki temu rozwiązaniu lekarz pogotowia ratunkowego trafiając w nagłym przypadku do pacjenta będzie miał zdecydowanie większą wiedzę na jego temat. Korzystając z nowoczesnych narzędzi, przy pomocy internetu, lekarz już podczas pierwszego kontaktu będzie w stanie dokonać trafnej diagnozy. Pracujemy także nad bardziej efektywnym przesyłem energii czy systemem pracy. Nie ma chyba dziedziny gospodarki, w której nie byłoby IBM.

Tam, gdzie można zarobić…
Również tam, gdzie można pomóc. Pracujemy ciągle nad tym, by usprawniać procesy biznesowe, co również ma wymiar społeczny.

Na czym polegają rozwiązania IBM? Oferujecie doskonałe oprogramowanie, które rozwiązuje wszystkie problemy w mgnieniu oka?
To nie tylko software, ale także specjalistyczny sprzęt, jak i dopasowane do tego usługi konsultingowe. Przykładem jest koncepcja SOA. Dzięki niej nie trzeba wymieniać stosowanych dotąd rozwiązań informatycznych, by uzyskać jednolite dane. A wszystko to dzięki tzw. szynie danych, do której podpina się przeróżne rozwiązania informatyczne. To duża oszczędność dla administracji i firm. Proponujemy także systemy, które umożliwiają wykorzystanie pełnego potencjału obliczeniowego sprzętu w rozproszonej infrastrukturze, dzięki czemu można oszczędzić energię elektryczną.
Jeśli już o tym mowa, produkujemy maszyny, które mają najniższe zużycie energii elektrycznej. Zbudowany przez nas na Uniwersytecie Warszawskim superkomputer Nautilius jest najbardziej energooszczędny na świecie. W ten sposób wychodzimy naprzeciw potrzebom współczesnego świata.
Tymczasem jedną z potrzeb współczesnej Polski jest budowa innowacyjnej gospodarki. Polska do tej pory uchodzi za kraj, w którym inwestycje światowych koncernów ograniczają się do budowy montowni sprzętu. IBM był jednym z pierwszych koncernów światowych, które postawiły na innowacyjność swoich inwestycji w Polsce.
Inwestując w Polsce IBM postawił głównie na centra serwisowe, które zatrudniają wielu młodych ludzi po studiach. Przykładowo, centrum finansowo-księgowe w Krakowie zatrudnia ok. 1,5 tys. w większości młodych ludzi, którzy dzięki pracy w IBM nabierają doświadczenia korporacyjnego, uczą się określonych standardów jakościowych pracy w globalnej gospodarce. W ten sposób pracujemy np. dla firm z sektora paliwowego. Drugim filarem IBM w Polsce jest funkcjonujące również w Krakowie Laboratorium Oprogramowania. Jesteśmy bardzo dumni z niego, bo na całym świecie jest tylko kilka tego rodzaju jednostek. Pracuje tam blisko 300 osób, które tworzą oprogramowanie z rodziny Tivoli, służące m.in. do monitorowania infrastruktury informatycznej. Informatycy u nas zatrudnieni mają okazję do współpracy z informatykami z całego świata, przez co transfer wiedzy do Polski jest ogromny.

Skoro mówimy o młodych ludziach, proszę zdradzić, jak wygląda typowa ścieżka kariery w IBM? Czy nie jest aby tak, że odbywa się tu ogromna rotacja zatrudnienia? Dość powszechnie uważa się, że praca w dużych korporacjach to drenaż potencjału intelektualnego zatrudnionych ludzi.
Mamy stosunkowo niski wskaźnik rotacji, co dowodzi, że zatrudnienie w IBM jest stabilne. Typowa ścieżka kariery w IBM wygląda w ten sposób, że pracę inicjuje 12-miesięczny okres edukacji. Nierzadko bywa tak, że zatrudniamy młodych ludzi jeszcze przed ukończeniem studiów. Systematycznie co trzy miesiące wyjeżdżają na zagraniczne szkolenia. Uwieńczeniem tego okresu dla najlepszych jest etat w IBM. Dalsza ścieżka kariery zależy od wykonywanej profesji, pracują u nas np. sprzedawcy, konsultanci, menedżerowie czy też architekci rozwiązań aplikacyjnych bądź strukturalnych. W tym ostatnim przypadku ścieżka rozwoju zawodowego prowadzi od junior IT po distinguished engineer, a takich osób jest zaledwie kilkaset na całym świecie. Są oni swoistymi guru od konkretnych rozwiązań. Bywa jednak często i tak, że ludzie zatrudnieni w IBM zmieniają działy, gdyż praca przy jednym i tym samym przez lata może stać się nużąca.

IBM to firma, która ma na swoim koncie najwięcej patentów, szacowanych na ok. 3 tys. rocznie. Jaki jest wkład polskiego IBM do tego dorobku?
Trudno to zmierzyć dorobkiem poszczególnych oddziałów krajowych, ponieważ w prace koncernu włączona jest cała międzynarodowa społeczność IBM. To ponad 350 tys. ludzi, którzy swoje pomysły mogą cyklicznie zgłaszać w specjalnie uruchamianym, nazwijmy umownie, portalu idei.

Rozumiem zatem, że nad pewnymi rozwiązaniami mogą pracować wspólnie informatycy z Polski, Stanów Zjednoczonych, Indii i Brazylii?
Jak najbardziej. Informatycy z Polski zajmują wysokie stanowiska w laboratoriach rozsianych na całym świecie, co jest potwierdzeniem wysokiego wkładu polskiej myśli w dorobek IBM. Nie przypadkiem polscy studenci informatyki wygrywają rok w rok międzynarodowe konkursy. Mamy w Polsce naprawdę świetnych informatyków.

Dla firm o dużym potencjale innowacyjności nieodzowną potrzebą jest współpraca z jednostkami naukowymi. Jak wygląda Państwa kooperacja z wyższymi uczelniami technicznymi?
Staramy się włączać świat nauki w to, co robimy, chcemy budować model współpracy podobny do tego, jaki prowadzimy z uczelniami na świecie. Pierwsza taka inicjatywa powstała we Wrocławiu, gdzie podpisaliśmy porozumienie z campusem wrocławskim na prowadzenie prac badawczych w obszarach zleconych przez jednostki administracji państwowej, samorządowej lub przez biznes. W Stanach Zjednoczonych współpraca pomiędzy firmami a uczelniami jest czymś naturalnym. Jeśli pojawia się problem w danej firmie, jego rozwiązanie zleca się uczelni wyższej na zasadach komercyjnych. W Polsce wciąż te mechanizmy nie są dostatecznie ukształtowane.

Od dłuższego czasu słyszymy, że w tym kierunku powinna zmierzać nasza gospodarka, jest duża pula środków na ten cel z funduszy strukturalnych, a w tym kierunku podobno podąża też reforma szkolnictwa wyższego. Czy z punktu widzenia korporacji to wystarczające działania?
My jakoś sobie z tym radzimy. Zawarliśmy umowy z kilkoma uczelniami wyższymi (m.in. z AGH i Uniwersytetem Jagiellońskim) dotyczące profilu kształcenia studentów na potrzeby naszej firmy.

Czyli ma Pani możliwość zamówienia u rektorów AGH i UJ, weźmy na to, pięćdziesięciu absolwentów o takiej, a nie innej specjalności?
Zdziwiłby się Pan, jak chętnie rozmawiają z nami na ten temat. Większość rektorów deklaruje, że jest w stanie tak dopasować program studiów, by takie firmy, jak IBM mogły pozyskiwać ich absolwentów dziesiątkami. I w tym obszarze współpraca z wyższymi uczelniami kwitnie.

Jest Pani zadowolona ze sposobów kształcenia informatyków na polskich uczelniach?
I tak, i nie. Absolwenci wydziału informatyki są świetnie wykształceni w zakresie programowania, a to moim zdaniem za mało. Muszą posiadać wiedzę merytoryczną na temat określonej gałęzi biznesu bądź z zakresu zarządzania bądź produkcji, po to, by odpowiednio wykorzystywać wiedzę informatyczną. Same języki programowania to za mało.

Czy to znaczy, że studenci informatyki w Stanach Zjednoczonych czy Europie Zachodniej taką wiedzę posiadają?
Tak, bo jest tam inaczej układany program studiów. Czysta nauka informatyki na uczelniach zachodnich jest rzadkością. Informatyka jest uzupełniana wiedzą ekonomiczną bądź inną, w zależności od potrzeb.

Powróćmy jednak do wspomnianej współpracy komercyjnej firm z uczelniami.
No cóż, nie ukrywam, iż życzylibyśmy sobie stałych umów z uczelniami, by korzystać z możliwości, jakie dają fundusze strukturalne.

Miała Pani ostatnio możliwość rozmawiać z minister Barbarą Kudrycką przy okazji podpisania porozumienia IBM z wrocławskim Centrum Badań EIT Plus. Można było zasugerować pewne kierunki działań.
Pani minister Kudryckiej nie trzeba nic sugerować. Sama jest orędowniczką takiej współpracy. Jeśli mówimy o naszej współpracy z wrocławskim Centrum, to przyznam, że inicjatywa zrodziła się przypadkiem. Jeden z przemysłowców wrocławskich podczas pobytu w Laboratorium IBM w Zurichu wspomniał przy okazji, czym zajmują się wrocławskie uczelnie i w ten sposób przedstawiciele naszego szwajcarskiego laboratorium zainteresowali się wrocławskim campusem. I tak rozpoczęły się rozmowy o współpracy.

W takim razie może już nie zapytam, czy to właśnie we Wrocławiu powstanie planowane centrum informatyczno-usługowe, o którym niedawno rozpisywano się w prasie?
Pozwoli pan, że nie będę komentowała tychże spekulacji.

IBM, o czym była już mowa, przoduje w statystyce patentowej. A jeśli zgłosiłbym się do Państwa z ciekawym rozwiązaniem, to czy kupicie mój pomysł?
Każde zgłoszenie pomysłu jest traktowane bardzo poważnie przez centralę firmy. Sama otrzymałam kilka zleceń z biura prezesa Palmisano na lokalne rozpoznanie pomysłów, które wpłynęły do amerykańskiej centrali. Były wśród nich i takie, które opisane były wyłącznie w języku polskim. Centrala chce wiedzieć, czy pomysł jest ciekawy i możliwy do zrealizowania, kim jest firma czy wynalazca zgłaszający. Z początku byłam zaskoczona liczbą pytań na temat zgłoszenia oraz ich szczegółowością. A jeśli pomysł okaże się ciekawy? Wtedy rusza cała maszyna weryfikująca zgłoszenie, rozpoczynamy rozmowy ze zgłoszeniodawcą i negocjacje handlowe.

Gdy zgłoszeniodawcą jest firma, to… może warto ją przejąć?
IBM dokonuje wielu akwizycji firm softwarowych na całym świecie. W ten sposób staliśmy się właścicielem m.in. oprogramowania Tivoli.

W Polsce również dokonaliście Państwo jakiejś akwizycji?
Póki co, nie, choć pamiętam, że byliśmy blisko finału przejęcia firmy z Krakowa.

Skąd Pani zdaniem bierze się wynalazczość?
Przede wszystkim z pasji, z której rodzą się ciekawe pomysły.

A pieniądze, chęć zarobku?
Rachunek ekonomiczny jest zawsze na końcu. Wiadomo, że wynalazek musi być przydatny, a koszt jego wdrożenia nie może przekroczyć przychodów z jego zastosowania.

Myśli Pani, że w tak dużej korporacji to pasja dominuje nad wszystkim innym?
Nie sądzę, by ludzka kreatywność była tłumiona przez reguły korporacyjne. Dyscyplina wcale nie musi niszczyć kreatywności. Dbamy o to należycie, bowiem na początku drogi jest kreatywność, na końcu zaś innowacyjność. A to właśnie innowacyjność buduje naszą markę.

Jednak największe wynalazki w dziejach ludzkości powstawały poza wielkimi korporacjami.
Tak było kiedyś, teraz większość wynalazków rodzi się w wielkich laboratoriach.

Ale takie, jak system Windows, wyszukiwarka Google czy portal Facebook nie powstały przecież w laboratoriach…
Owszem, także poza laboratoriami korporacyjnymi powstają wielkie wynalazki. Zrodziła je pasja młodych ludzi. Paradoks polega jednak na tym, że wokół tych pomysłów powstały ogromne korporacje. Większość wynalazków rodzi się jednak z potrzeby. W naszym przypadku z potrzeby naszych klientów. To u nas w IBM Polska powstały tzw. handheldy dla polskiej policji. Dzięki połączeniu z centralną bazą danych policjant od razu wie, ile kierowca ma punktów karnych, czy jest notowany. I co ciekawe, stworzyliśmy to urządzenie z komponentów. Po prostu zintegrowaliśmy urządzenia w jeden system. Niby to niewielki wynalazek, a jednak jak wielce pożyteczny.

Powiedziała Pani, że dyscyplina nie musi niszczyć kreatywności pracowników.
Myślę, że pod warunkiem, iż w firmie panują właściwe relacje interpersonalne. Zwracamy na to szczególną uwagę. Nasz management przechodzi wiele szkoleń, prowadzonych jest wiele badań na temat relacji pomiędzy pracownikami. Dwa razy do roku mierzony jest tzw. klimat, czyli atmosfera w firmie, podczas którego pracownicy odpowiadają anonimowo na szereg pytań. Dodatkowo każdy menedżer otrzymuje raz w roku tzw. feedback, czyli zwrotną odpowiedź od swoich pracowników. Na podstawie tej ankiety dokonuje się oceny menedżera.

Czego zatem musi unikać menedżer w IBM, żeby nie wypaść źle w ankiecie?
Powiem raczej, na co powinien zwracać uwagę w relacjach z pracownikami. Musi przede wszystkim klarownie przedstawiać wizję, musi odpowiednio powiązać strategię IBM z codzienną pracą swoich pracowników, musi udzielać pracownikom jasnych odpowiedzi, tak by pracownik wiedział, czy zrobił coś dobrze czy źle i musi nade wszystko wykazywać się pasją.

Kim jest dla Pani idealny menedżer?
To ktoś, kto potrafi motywować zespół, zarażać pasją i nie tłumić oddolnych inicjatyw.

Rozmawiał Jacek Srokowski.

—-

22b - innowacyjnosc budujeAnna Sieńko jest pierwszą kobietą, która kieruje polskim oddziałem IBM. Dołączyła do zespołu IBM Polska w 1999 r. jako menedżer ds. outsourcingu strategicznego, odpowiadając za stworzenie od podstaw i rozwój działu outsourcingu spółki. W swojej karierze pełniła również szereg funkcji handlowych i menedżerskich. Po odejściu z IBM wróciła do firmy w 2003 roku awansując na dyrektora Integrated Technology Services IBM GTS na region Europy Środkowo- -Wschodniej. Anna Sieńko jest absolwentką Akademii Górniczo-Hutniczej. Jest mężatką, ma trójkę dzieci.

admin

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *