Innowacyjność w Polsce

innovation_ czołówka

Jak „brakiem koncepcji rysował się ogólny bilans białka” – albo o innowacyjności w Polsce

„W warunkach rzeczywistości przedwrześniowej na tle ogólnego regresu, tak ekonomicznego jak społeczno-politycznego i to – zarówno w warstwie pryncypiów merytorycznych, jak i w głęboko zacofanej warstwie sanacyjnej infrastruktury – szczególną nieudolnością i brakiem koncepcji rysował się ogólny bilans białka, który to bilans, jak powszechnie wiadomo, wyznacza tak kompetentność czynników odpowiadających za ekonomikę w każdym społeczeństwie, jak i świadczy w sposób najbardziej widoczny, jak sprawy te są zabezpieczone…” Ten uroczy bełkot ilustrował polską rzeczywistość w komedii Stanisława Barei „Co mi zrobisz , jak mnie złapiesz?”, a mi przypomniał się i w pewnym sensie urealnił, podczas lektury raportu „Ośrodki innowacji w Polsce (z uwzględnieniem inkubatorów przedsiębiorczości). Raport z badania 2014”

 

Dla porządku warto dodać, że publikacja sfinansowana została przez Ministerstwo Gospodarki ze środków budżetu państwa. Wszyscy więc zapłaciliśmy za to, by dowiedzieć się, że „nowa perspektywa finansowa stawia przed ośrodkami innowacyjności nowe wyzwania. Z pewnością należą do nich: podnoszenie standardów zarządzania i świadczenia profesjonalnych, specjalistycznych usług, zwiększenie efektywności wykorzystania zasobów czy stopniowe włączanie mechanizmów rynkowych. Wprowadzenie zmian wymaga między innymi gruntownej diagnozy.” Odtąd wiemy też, że „niniejszy raport jest odpowiedzią na aktualne potrzeby w zakresie niezbędnych zmian w systemie wsparcia przedsiębiorców przy zaangażowaniu Instytucji Otoczenia Biznesu”. Co by jednak nie pisać o łatwości odbioru literatury tego typu, trzeba wiedzieć, że raport ten nie powstał bez celu. A celem tym była diagnoza obecnego stanu infrastruktury wsparcia innowacyjnej przedsiębiorczości w Polsce, uwzględniająca szerokie spektrum informacji zarówno o jej potencjale, jak i rezultatach działalności. Przeanalizowano zatem działalność ośrodków innowacji, takich jak: parki technologiczne, inkubatory technologiczne, akademickie inkubatory technologiczne oraz centra transferu technologii, których działalność z założenia służy przede wszystkim wzmocnieniu współpracy nauki i biznesu. Do analizy włączono także inkubatory przedsiębiorczości, które bardzo często są zaangażowane w procesy innowacyjne na terenach słabo wyposażonych w ośrodki innowacji. Dlaczego powstanie takiego raportu jest zasadne?

 

innovation

 

Na tle ogólnego regresu…

Może dlatego, że – jak donoszą media – przedsiębiorcy w Polsce narzekają na brak warunków do inwestowania w innowacyjność. I trudno się dziwić, wziąwszy pod uwagę fakt, że Polska należy do najmniej innowacyjnych krajów w Europie i w rankingu Global Innovation Index 2014, znalazła się na 45. miejscu, za krajami bałtyckimi, Czechami i Słowacją, a nawet Bułgarią i Mołdawią… Pod względem ogólnej oceny, spośród krajów unijnych gorzej wypada tylko Grecja (50. miejsce na świecie) oraz Rumunia (55.). Pod względem kapitału ludzkiego Polska jest 43. – za Białorusią i Czarnogórą. Jeszcze gorzej jest w obszarze infrastruktury (49. miejsce), tragicznie pod względem produkcji technologicznej i wiedzy (53. miejsce), żenująco w kategorii zaawansowania rynku (70. miejsce) oraz zaawansowania biznesu (64. miejsce). Światowym liderem innowacyjności jest Szwajcaria, a na kolejnych miejscach znalazła się Wielka Brytania, Szwecja, Finlandia i Holandia. Ranking Global Innovation Index podkreśla także, że nawet kraje z regionu, które startowały z podobnego poziomu 25 lat temu, są dziś bardziej innowacyjne. Estonia została sklasyfikowana na 24. miejscu, Czechy na 26., a Łotwa na 34.

Dzisiaj wszyscy w Polsce jesteśmy przekonani, że nie zrobimy skoku cywilizacyjnego na miarę naszych ambicji, jeżeli nie będziemy inwestować w innowacyjność. Wiedzą o tym również przedsiębiorcy. Firmy skarżą się jednak na to, że nie zawsze klimat do inwestycji w innowacyjność w Polsce jest sprzyjający. Tylko 25 proc. badanych mówi, że Polska ma sprzyjające ku temu warunki – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Beata Stelmach, prezes zarządu General Electric w Polsce i krajach nadbałtyckich.

Z Barometru Innowacji GE 2014 wynika, że aż trzy czwarte przedsiębiorców działających w Polsce, krytykuje niekorzystne warunki do inwestowania w innowacje. Podobnego zdania są  firmy z innych rynków, oceniające sytuację w naszym kraju.

A tymczasem, autorzy przywołanego na wstępie raportu z 2014 roku „Ośrodki innowacji w Polsce (z uwzględnieniem inkubatorów przedsiębiorczości)”, wcale nie biją na alarm. Wręcz przeciwnie – choć podobno raport „zawiera diagnozę obecnego stanu infrastruktury wsparcia innowacyjnej przedsiębiorczości w Polsce, uwzględniającą szerokie spektrum informacji zarówno o jej potencjale, jak i rezultatach działalności”, nie ma w nim nic na temat fatalnej pozycji polskiej innowacyjności na tle innych krajów Europy. Mimo, że – jak czytamy – „w latach 2007-2013 potencjał techniczny i merytoryczny ośrodków innowacji podlegał rozwojowi i ciągłej rozbudowie przy wykorzystaniu znaczących inwestycji publicznych”, Polska wciąż ciągnie się w ogonie Europy pod tym względem. Dlaczego? Swoją drogą, ciekawe gdzie wpompowane są wszystkie te „znaczące inwestycje” i kto na nich najbardziej korzysta?

…i to zarówno w warstwie pryncypiów merytorycznych…

Na pewno nie korzystają z nich najbardziej innowacyjne firmy świata, bo te w niemal 50% wywodzą się ze Stanów Zjednoczonych. Raport firmy konsultingowej Boston Consulting Group „50 najbardziej innowacyjnych korporacji świata 2014” wskazuje, że 24 spośród najbardziej innowacyjnych firm świata wywodzą się z USA (największą grupę wśród nich (12) stanowią spółki technologiczne), a tylko 13 z Europy.  Za najbardziej innowacyjną korporację na świecie została uznana firma Apple. Na kolejnych miejscach znalazły się takie firmy jak Google, Samsung, Microsoft, IBM, Amazon, Tesla, Toyota, Facebook. Pierwszą dziesiątkę zamyka firma Sony. Z kolei w Europie to Niemcy są wskazywane przez autorów raportu, jako kraj, z którego pochodzi najwięcej innowacyjnych firm. Z tego kraju wywodzi się 7 firm, a wśród nich dominują firmy motoryzacyjne (5). Łącznie z Europy w raporcie znalazło się 13 firm. Azjatyckie firmy uwzględnione w raporcie pochodzą z Japonii, Chin i Korei Południowej.

Co ciekawe, w raporcie tym znalazły się także zalecenia dla polskich firm jak rozwijać innowacyjność. Tomasz Mrozowski z ekspert BCG podkreślił, że bardzo ważne jest, aby firmy miały opracowane przejrzyste strategie, które zakładałyby m.in. wydzielenie z firmy zespołu zajmującego się szukaniem innowacyjnych pomysłów.  Firmy powinny także akceptować ryzyko związane z szukaniem i testowaniem innowacyjnych pomysłów. Jak zaznaczył Mrozowski – trzeba akceptować, że część pieniędzy nie przyniesie zysku, że zainwestujemy w projekty, które nie przyniosą zysku firmie. Polskie firmy nie doceniają, że nieudane projekty mogą być źródłem wiedzy i kolejnym etapem w dążeniu do rozwoju innowacyjności. To trochę jak z ogrodnikiem, który sieje dużo i nie boi się wycinać tych roślin, które nie rokują, a pielęgnować te, które rokują – podkreślił. Dodał, że dobrym rozwiązanie jest współpraca kilku firm nad realizacją jakiegoś pomysłu.

Skoro najbardziej innowacyjne firmy świata wywodzą się ze Stanów Zjednoczonych, może warto przyjrzeć się tamtejszym metodom wspierania innowacyjności i skorzystać z ich doświadczeń?

Symbolami potęgi USA są jak – powszechnie wiadomo – Apple, Microsoft, IBM, Amazon, ale – co ciekawe – największym motorem wzrostu amerykańskiej gospodarki nie są ci giganci, ale… małe firmy (zdefiniowane w USA jako zatrudniające do 500 pracowników), w tym małe prywatne firmy badawczo-rozwojowe – co jest zjawiskiem wyjątkowym w światowej skali.  Postawiono na nie już pod koniec lat 80. XX w., wspierając finansowo poprzez programy badawczo-rozwojowe. Dziś firmy te, dzięki znikomej biurokracji, doskonałemu dostępowi do informacji technicznej, potrafią konkurować z takimi gigantami jak IBM czy Boeing. O dużym znaczeniu małych firm świadczy chociażby fakt, że zatrudnionych jest w nich aż 36% wszystkich inżynierów. Zysk w tych firmach pochodzi głównie ze sprzedaży produktów w sektorze prywatnym, a także ze sprzedaży licencji i patentów dużym firmom.

Jak finansowane są te firmy? Otóż źródła finansowe dla zakładania i rozwoju tych firm opierają się na funduszach zarówno prywatnych jak i rządowych.

Zdobycie funduszy prywatnych jest trudne nawet w amerykańskich warunkach, ale właściciele małych firm mogą się o nie starać na dwa sposoby – finansowanie typu „venture capital” (VC), czyli przez grupy kapitałowe dużego ryzyka, lub też przez „angel fundin” (AF), czyli bogate osoby prywatne szukające ryzykownego, ale potencjalnie bardzo zyskownego inwestowania (jest to ponad 80% kapitału inwestowanego w nowe firmy). I choć tylko ok. 20% takich inwestycji przynosi zyski, są one dużo wyższe niż straty z tych nieudanych.

Zdobycie finansowania VC lub AF jest niezmiernie trudne, gdyż wymaga przygotowania szczegółowego i przekonującego biznesplanu, opisującego wizję techniczną, finansową, marketingową, czy personalną proponowanej inwestycji. Strona finansująca ma ogromny wpływ na funkcjonowanie nowej firmy i z czasem stara się sprzedać swoje udziały (oczywiście z zyskiem) innym inwestorom.

Nietrudno sobie wyobrazić, jak bardzo opłaca się rządowi USA włączenie kosztów prowadzenia badań w koszty operacyjne firm. Możliwość ta jest ogromną siłą napędową innowacyjności. Dlatego fundusze rządowe dla małych i średnich firm B+R w USA realizowane są dzięki programom oferowanym przez 11 ministerstw i agencji rządowych.

Dwa najważniejsze programy to: SBIR (Small Business Innovative Research) – Program Innowacyjności dla Małych Firm oraz STTR (Small business Technology Transfer) – Program Transferu Technologii poprzez Małe Firmy.

Każda z uczestniczących agencji rządowych przeznacza 2.5% swojego zewnętrznego funduszu badawczego na program SBIR i 0.3% na STTR.

Średnia roczna suma przeznaczona na te programy przekracza 2 mld dolarów. Pomimo że do dofinansowania uprawnione są firmy do 500 pracowników, z programów tych korzystają przede wszystkim firmy zatrudniające poniżej 100 osób, a nawet firmy jednoosobowe.

Co ciekawe, wystąpić o grant można nawet przed założeniem firmy i rozpocząć działalność dopiero po otrzymaniu funduszu. (W polskich warunkach – totalna abstrakcja!)

Opisywane programy mają trzy fazy: pierwsza (grant/kontrakt 50-100 tys. USD), trwająca 6-12 miesięcy, to demonstracja koncepcji. Mniej więcej połowa projektów z fazy pierwszej jest aprobowana do fazy drugiej, dwuletniej (grant/kontrakt 0.4 – 1.0 mln USD) na wytworzenie produktu lub technologii, gotowej do komercjalizacji. (Dla orientacji, koszt zatrudnienia doświadczonego inżyniera czy naukowca przez pół roku  to 70-90 tys. USD.) Trzecia faza, wdrożeniowa, finansowana jest w zasadzie przez fundusze prywatne, np. innych większych firm. Szanse wygrania fazy drugiej znacznie wzrastają, jeśli uzyska się równoległe finansowanie fazy trzeciej w trakcie składania propozycji badawczej na fazę drugą (tzw. Fast Track).

Wszelkie produkty rynkowe, będące wynikiem trzeciej fazy dają zysk państwu w postaci podatków i z naddatkiem rekompensują wcześniejsze nakłady na małe firmy.

Szczególnie interesujący jest także fakt, że to agencje rządowe ogłaszają listę poszukiwanych projektów, z opisem technicznym stawianych wymagań oraz ułatwiają kontakt z osobą reprezentująca stronę rządową, odpowiedzialną za część techniczną projektu. Ale to nie limituje w żaden sposób przedsiębiorców, bo można także proponować własne projekty. Wybór tematów inspirowany jest potrzebami państwa, ale z naciskiem na zastosowania komercyjne. Jednocześnie – pomimo finansowego wsparcia – żadna agencja rządowa nie rości sobie praw współwłasności wyników sponsorowanych badań i to niezależnie od wysokości pozyskanych dzięki nim dochodów (!).

Jednym z licznych przykładów takiej małej firmy naukowo-badawczej jest chociażby CFDRC (Computational Fluid Dynamics Research Corporation), założona przez czteroosobową międzynarodową grupę (w tym Polaka). Firma początkowo bazowała na grantach z NASA i Armii, a jej celem było wytworzenie komputerowego systemu symulacji oraz projektowanie rakiet i samolotów. Następnie, na początku lat 90., gdy amerykański fundusz obronny zaczął się kurczyć, CFDRC ukierunkował się na mikroelektronikę, projektowanie samochodów, inżynierię medyczną itp. W 2005 roku firma zatrudniała 120 osób, a jej roczny obrót sięgał 15 mln dolarów. Prawie cały zysk inwestowany był w rozwój nowych technologii symulacji komputerowych, w takich dziedzinach jak mikro- i nanomaszyny, fizyka ultra-miniaturowych półprzewodników, czy też czujniki mikro-bio-elektroniczne.

 

OpenInnovation_734x260_w734

 

…jak i w głęboko zacofanej warstwie sanacyjnej infrastruktury…

 

Być może amerykański sposób na innowacje postara się zaimplementować na polskim rynku wiceminister gospodarki Grażyna Henclewska, która w listopadzie br. wzięła udział w seminariach biznesowych, konferencjach i wydarzeniach organizowanych w ramach Polsko-Amerykańskiego Tygodnia Innowacyjności (PATI) w stanie Nevada, a także uczestniczyła w otwarciu biura programu Polski Most Krzemowy w Rocket Space, którego zadaniem będzie wzmocnienie powiązań kooperacyjnych polskich firm z sektora nowoczesnych technologii z czołowymi instytucjami inkubacyjno-akceleracyjnymi na terenie Doliny Krzemowej.

Podczas International Trade Summit – poświęconego rozwojowi współpracy gospodarczej ze stanem Nevada – wiceminister Henclewska omówiła sytuację gospodarczą Polski. Wskazała na, trwający od ponad dwudziestu lat wzrost gospodarczy, napędzany w ostatnim czasie rozwojem inwestycji. – Mocnym atutem Polski jest m.in. szybko rozwijający się sektor R&D. Coraz częściej również inwestorzy zagraniczni oraz polskie firmy lokują swe inwestycje właśnie w sektorze badań i rozwoju – podkreśliła.

To na pewno budujące, zwłaszcza że mniej więcej w tym samym czasie, w Krakowie konsul generalna USA Ellen Germain powiedziała – Innowacyjność to ogromna możliwość realnego rozwoju. Polska dostrzegła już swoją wielką szansę na przyszłość, bo przemysł „nowych technologii” jest kluczowy w globalnej gospodarce. Polacy czekają teraz na prawdziwy przełom, na sukces na forum globalnym, który pociągnie za sobą następne. Polska podjęła już bardzo odważną decyzję, by w erze globalizacji zmierzyć się z wyzwaniem, jakim jest konkurowanie w skali światowej. Polacy mają ogromny potencjał, ale potrzebują większej pewności siebie. Podejmijcie ryzyko, spróbujcie, nie bójcie się! – podkreśliła amerykańska dyplomatka w wywiadzie dla Onetu.

Na pytanie – jaką konkretnie rolę odgrywa Konsulat Generalny USA w dziedzinie wspierania innowacyjności w Polsce południowej – pani konsul odpowiada, że stara się stworzyć odpowiedni klimat (nie wie widać, że – „sorry – ale taki już mamy…”) i warunki dla rozwoju środowiska innowacyjnego. Są też konkrety w postaci starań o sprowadzenie do Polski najlepszych ekspertów w tej dziedzinie, którzy mogą pomóc we wprowadzeniu odpowiednich praktyk, służących rozwojowi takiej działalności, także w sensie biznesowym. To realne, zwłaszcza że już w zeszłym roku zorganizowano wspólnie z AGH Polsko-Amerykański Most Innowacji, na który zaproszono ekspertów z Doliny Krzemowej, którzy w czasie spotkań i warsztatów z młodymi naukowcami i studentami pokazali jak skutecznie komercjalizuje się pomysły naukowe na uniwersytetach Stanforda i Berkeley. Z kolei w maju tego roku we Wrocławiu i Warszawie odbyły się liczne spotkania z prezeską Amerykańskiego Stowarzyszenia Transferu Technologii Jane Muir z Uniwersytetu Florydy, poświęcone komercjalizacji nauki i start-up’om. I bardzo dobrze, czerpanie z doświadczeń tych, którym się powiodło, z pewnością przyniesie pozytywny efekt. A póki co pozostaje nam analiza tego, co jest. A jak jest, piszą w raporcie.

…szczególną nieudolnością i brakiem koncepcji..

Raport „Ośrodki innowacji w Polsce (z uwzględnieniem inkubatorów przedsiębiorczości)” w prostych słowach podsumowała Bożena Lublińska-Kasprzak, prezes PARP – Istnieje większa potrzeba działań na rzecz klientów. Chodzi zwłaszcza o to, by instytucje otoczenia biznesu monitorowały rynek, rozpoznawały potrzeby klientów i dostosowywały do nich swoje usługi. Wszystko na temat.

Podczas gdy rządowi USA bardzo opłaca się „wpuszczanie” kosztów prowadzenia badań w koszty operacyjne firm, w Polsce głównie „puszcza się cała parę w gwizdek”, analizując działalność poszczególnych ośrodków innowacyjności. Mimo że – według przywoływanego tu raportu – „nie stwierdzono jednoznacznej zależności pomiędzy ilością ośrodków w poszczególnych województwach a głównymi parametrami mogącymi mieć wpływ na takie zjawiska jak PKB w regionie, liczba studentów, uczelni firm czy mieszkańców” to jednak podkreśla się, że „w gospodarce opartej na wiedzy i innowacjach systematycznie rośnie rola instytucji pośredniczących pomiędzy nauką i gospodarką, tj. Instytucji Otoczenia Biznesu (IOB), w szczególności ośrodków innowacji, które pełnią rolę katalizatora kreatywności, innowacyjności i przedsiębiorczości. Najważniejsze dokumenty strategiczne w kraju podkreślają znaczenie IOB dla efektywnego transferu technologii i komercjalizacji wiedzy”.

Bo właściwie wszystkie wnioski, przedstawione w raporcie – mimo szumnie i efektownie wypowiadanych pseudo-treści – wskazują, że wszelkie działania zmierzające do wzrostu polskiej innowacyjności są pozorne, a większość z nich – poprzez brak zadowalających efektów – jest po prostu pozbawiona sensu. Na pięć głównych wniosków, przedstawionych w raporcie, w czterech motywem przewodnim jest „brak” lub ogólnie rzecz biorąc – negacja („analiza wskazuje brak jasnej koncepcji…”, „brak porównywalności rezultatów…”, „brak dostępności szczegółowych analiz…”, „podjęta próba nie powiodła się…”), co pozwala stawiać pytania o sens podobnych badań. Jednocześnie dowiadujemy się z tegoż raportu o potrzebie tego typu analiz, gdyż „służą one nie tylko zaprezentowaniu potencjału ośrodków i ich możliwości działania, ale również opracowaniu rekomendacji prowadzących do ich efektywniejszego wykorzystania, a co za tym idzie – stałego podnoszenia jakości świadczonych przez nie usług”. I rzeczywiście – rekomendacji tu nie brakuje, zwłaszcza na poziomie rzutkich ogólników – typu „prowadzenie stałej obserwacji rozwoju IOB”, „stymulowanie ośrodków do wdrożenia monitoringu… ”, „ujednolicenie w dokumentach strategicznych i operacyjnych definicji poszczególnych rodzajów ośrodków”, „kształtowanie w zespołach merytorycznych ośrodków nawyków analizy otoczenia…”„zaktywizowanie istniejących jednostek…”. Krótko mówiąc – robić to samo, tylko lepiej. Uboga to konkluzja, zwłaszcza w kontekście przedstawionych wyżej doświadczeń krajów wiodących, z przedstawicielami których spotyka się zresztą chociażby wiceminister Henclewska, a z których to doświadczeń czerpać na razie raczej nie potrafimy.

Taki jest zapewne obraz polskiej innowacyjności, zakłócony jednak szumem, lanych nieustannie wielkich, ale pustych słów i potoków przelewanych pieniędzy – tych drugich, głównie na cel autorów podobnych raportów i badań, a także autorów badań tych badań oraz jeszcze innych twórców badań badań tych badań. A ewentualny przedsiębiorca i – co gorzej – innowator może najwyżej zyskać tytuł beneficjenta i śmieszne – o ile w ogóle – finansowe wsparcie, częściej zaś tzw. wsparcie „miękkie” czyli doradcze (jak podaje raport: „przy czym wraz ze wzrostem specjalizacji usług maleje liczba ośrodków je świadczących – dominuje więc doradztwo podstawowe, związane z podejmowaniem i bieżącym zarządzaniem działalnością gospodarczą”), cudownie zresztą podlane sosem nie najmądrzejszych frazesów.  A wszystko to – zgodnie z obowiązującymi wytycznymi i unijnymi standardami – i to zarówno w warstwie pryncypiów merytorycznych, jak i w głęboko zacofanej warstwie sanacyjnej infrastruktury, gdzie szczególną nieudolnością i brakiem koncepcji wciąż rysuje się ogólny bilans białka…”

 

Dominika Bara

http://www.biznes.newseria.pl; nauka.newsweek.pl; W. Pałosz, A. Przekwas, M. Turowski: Małe są skuteczne. https://www.forumakademickie.pl; www.onet.pl

admin

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *