Inteligencja w różnorodności

Smart-Cities-Cover

Idea inteligentnego miasta staje się w Polsce popularna i coraz więcej grup interesariuszy odkrywa, że doskonale spełnia ona ich oczekiwania. Ale to dopiero początek wprowadzania zmian – miasta muszą przestać powielać rozwiązania stosowane przez innych, a zacząć wprowadzać wdrożenia podkreślające ich własną specyfikę oraz realizujące potrzeby mieszkańców.

 

Świadomi obywatele widzą w koncepcji inteligentnych miast szansę na poprawę jakości życia; elity administracyjne mają nadzieję na poprawę efektywności zarządzania; przed biznesem otwiera się nowy, obiecujący rynek. Dopiero jednak synergia tych strumieni energii spowoduje, że polskie miasta będzie można określać mianem smart.

 

W drodze do inteligentnego celu

Jaki dystans dzieli polskie metropolie i mniejsze ośrodki od tzw. inteligentnego celu? Dobrym punktem odniesienia jest ranking miast średniej wielkości opublikowany w 2007 r. w ramach europejskiego projektu Smart Cities. Badacze z konsorcjum uniwersytetów w Delfcie, Wiedniu i Lublanie porównali 70 ośrodków, wśród nich znalazły się polskie miasta: Białystok, Bydgoszcz, Kielce, Rzeszów i Szczecin. Najwyższą ocenę zdobył Rzeszów, uplasował się na 48. miejscu. Stawkę otwierały miasta zachodnioeuropejskie: Luksemburg, Aarhus, Turku i Aalborg. O miejscu w rankingu decydowała ocena potencjału smart w sześciu kategoriach: gospodarka, mieszkańcy, zarządzanie, mobilność, środowisko i jakość życia. Po rozbiciu oceny Rzeszowa na owych sześć składników okazało się, że podkarpacka metropolia pod względem swojego potencjału gospodarczego znalazła się na przedostatnim, 69. miejscu. Ten niedostatek wyrównał kapitał intelektualny mieszkańców – w tej kategorii miasto uplasowało się na 19. miejscu. Pozostałe parametry oscylowały wokół wyniku zagregowanego. Nie należy się spodziewać, że inne polskie miasta nieuwzględnione w europejskim rankingu radykalnie odbiegały poziomem od analizowanej piątki.

Europejski ranking Smart Cities dotyczy rzeczywistości sprzed dekady, w istocie zupełnie innej epoki. Mieszkańcy bogatego Zachodu nie spodziewali się, że za rok rozpocznie się najgłębszy od końca II wojny światowej kryzys gospodarczy. Z kolei nowi członkowie Unii Europejskiej zacierali ręce wobec wizji zwiększonych inwestycji infrastrukturalnych związanych z napływem pieniędzy europejskich. To one miały zmniejszyć naturalny niejako dystans między Aarhus czy Luksemburgiem a Rzeszowem – trudno być smart, gdy brakuje wszystkiego, co dla mieszkańców Danii lub Niemiec jest oczywistością.

Warto przypomnieć, że to był czas, gdy UEFA decydowała o lokalizacji finałów mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 r. Duże polskie metropolie potraktowały Euro 2012 jako bezprecedensową szansę na przyspieszenie inwestycji i modernizację. Dziś wszakże emocje mistrzostw za nami, a Wrocław, Gdańsk i Poznań muszą amortyzować koszty wydatków na stadiony oraz budować strategię wobec kolejnej perspektywy budżetowej Unii Europejskiej. Ważnym aspektem tego planowania jest świadomość, że nie wystarczy wybudowanie obiektów, które podobają się wyborcom – aquaparków, hal sportowych czy stadionów. Potrzebne są jeszcze bieżące środki na ich utrzymanie.

 

Problem miejskiego budżetu

Wiadomo jednak, że stabilne finansowanie działalności polskich gmin, a więc i miast będzie w nadchodzącej perspektywie nie lada wyzwaniem. Zwraca na to uwagę raport o samorządzie terytorialnym przygotowany przez zespół prof. Jerzego Hausnera. Burmistrzowie i prezydenci zauważają, że mogą nawet pojawić się problemy z wkładem własnym niezbędnym, by ubiegać się o dofinansowanie projektów ze środków unijnych. Na winnego tej sytuacji wskazywany jest minister finansów Jacek Rostowski, który „przykręcił śrubę” samorządom rozporządzeniem zmieniającym zasady obliczania zadłużenia. Zgodnie z prawem gmina może się zadłużyć do poziomu 60 proc. swojego budżetu, wszystko jednak zależy od tego, co w skład tego długu się wlicza. Jeśli także zobowiązania wynikające z projektów partnerstwa publiczno-prywatnego, jak chciałby minister, to wówczas zaczynają się kłopoty. Doskonale widać ten problem np. we Wrocławiu –metropolii, która z długiem 2,3 mld na koniec 2012 r. niebezpiecznie zbliżyła się do ustawowego progu, osiągając 58 proc. Nie ona jedna.

Samo zadłużenie nie musi być problemem, jeśli pieniądze idą na produktywne inwestycje, czyli zwiększają potencjał rozwojowy miast w przyszłości, a przewidywalny strumień finansowy będzie w stanie pokryć koszty obsługi długu. Wiadomo jednak, że stabilne finansowanie działalności polskich gmin, a więc i miast, będzie w nadchodzącej perspektywie nie lada wyzwaniem. Zwraca na to uwagę raport o samorządzie terytorialnym przygotowany przez zespół prof. Jerzego Hausnera. Bez niego jednak wiadomo, że miasta są skrępowane licznymi zadaniami zlecanymi przez państwo. W ślad za kolejnymi obowiązkami nie idzie jednak wystarczające finansowanie z budżetu centralnego, a możliwość generowania lokalnych wpływów jest ograniczona. Klasycznym przykładem jest edukacja pochłaniająca pokaźną część środków – w związku ze zmniejszaniem się liczby uczniów maleje wielkość centralnej dotacji edukacyjnej, koszty jednak nie maleją równie szybko, bo decydują o nich inne przepisy. Coraz słabiej też wyglądają długoterminowe perspektywy wpływów z PIT wobec czekającej wiele polskich miast zapaści demograficznej, a nadzieje na duże pieniądze z CIT okazały się mrzonką.

 

Unia wesprze innowacje

Dlatego idea smart city w polskich warunkach zaczyna jawić się jako jeden z pomysłów na zwiększenie efektywności zarządzania infrastrukturą i kosztami obsługi ośrodków. Obietnica, że systemy inteligentnego transportu (ITS) zwiększą efektywność komunikacji miejskiej, a inteligentne zarządzanie oświetleniem i zużyciem mediów zmniejszy rachunki za prąd i ciepło, jest kusząca.

Tym bardziej że pieniądze z nowej unijnej perspektywy budżetowej na lata 2014–2020 będą dzielone z uwzględnieniem priorytetów, takich jak wzrost innowacyjności i konkurencyjności. Wyrazem tych priorytetów są zaplanowane na kolejną perspektywę budżetową wielomiliardowe programy operacyjne Inteligentny Rozwój oraz Polska Cyfrowa. To oznacza, że „środki unijne, które są przed nami, które preferują rozwój innowacyjny, czyli mniej na drogi, tunele, infrastrukturę twardą, a bardziej na intelekt, stwarzają niepowtarzalną szansę, aby Gdańsk i inne polskie miasta dokonały pewnego skoku, weszły właśnie na etap miast inteligentnych” – jak tłumaczył agencji Newseria prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. Niejako dwa w jednym: nowoczesna, inteligentna infrastruktura zwiększająca zarówno efektywność funkcjonowania miast, jak i szanse pozyskania środków unijnych.

 

Systemy na ulicach

Polskie miasta już realizują strategie smart cities, rozwiązując za ich pomocą najbardziej pilne problemy. Jednym z najdotkliwszych jest niewątpliwie ruch uliczny lub raczej jego coraz mniejsza przepustowość, co doskonale pokazuje coroczny Ranking najwolniejszych miast przygotowany przez serwis internetowy Korkowo.pl. Po Łodzi i Poznaniu, które znalazły się w tym roku na pierwszym miejscu, jeździ się ze średnią prędkością 35,50 km/godz., a po Krakowie, Olsztynie i Wrocławiu o pół kilometra szybciej. Na trzecim miejscu jest stolica (36,5 km/godz.). Najlepiej z ocenianych miast wypadają Katowice, gdzie średnia prędkość podróży po mieście to aż 47,5 km/godz. Przyczyniły się do tego znaczące inwestycje komunikacyjne, realizowane przez samorządy całej konurbacji, przede wszystkim Drogowa Trasa Średnicowa, tworząca śląski szkielet, docelowo łączący Katowice i Gliwice.

Rozwiązanie problemu ruchu aut, jego płynności, a także budowy atrakcyjnej alternatywy w postaci inteligentnego transportu publicznego jest w takiej sytuacji naturalnym priorytetem. Na tyle ważnym, że nawet ośrodki tradycyjnie ze sobą konkurujące i niechętnie kooperujące, jak Gdańsk i Gdynia, wspólnie budują od 2006 r. inteligentny system zarządzania ruchem Tristar (czytaj na str. 59). Ma on skrócić średni czas przejazdu przez Trójmiasto o kilkanaście procent (w tej chwili średnia prędkość jazdy w Gdańsku wynosi 41 km/godz.). Nad podobnymi rozwiązaniami pracują też inne metropolie.

 

Zasób bezcenny i kłopotliwy

Przykłady realizowanych wdrożeń inteligentnych systemów wspomagania zarządzania można mnożyć, ciekawe projekty są w Polsce realizowane nie tylko przez duże metropolie, lecz również przez mniejsze organizmy. Tylko że to wciąż zbyt mało, aby miasta stały się inteligentne. Przypomnijmy, co zdecydowało o pozycji Rzeszowa w europejskim rankingu Smart Cities: kapitał intelektualny mieszkańców. Gdyby dziś powtórzono taką analizę, Rzeszów znalazłby się jeszcze wyżej w zestawieniu, bo dzięki inteligentnym obywatelom, którzy wykreowali klaster przemysłowy (słynną Dolinę Lotniczą), możliwy stał się skok gospodarczy miasta. Jednocześnie modernizacja lokalnej gospodarki i rozwój infrastruktury w oparciu o poszanowanie walorów środowiskowych spowodowały, że poprawić się musiały także inne parametry oceny funkcjonowania stolicy Podkarpacia.

Inteligencja mieszkańców to, jak widać, bezcenny, lecz kłopotliwy zasób. Bo inteligentny, coraz lepiej wykształcony mieszkaniec odkrywa, że dotychczasowe standardy działania władz miasta to dla niego już za mało. Powoli znika społeczeństwo masowe, dla którego najważniejsze było zapewnienie sprawnego transportu przed szóstą rano do fabryk, a przed ósmą rano do urzędów. Dziś coraz więcej osób funkcjonuje w ruchomych systemach czasu pracy, rośnie liczba „teleworkerów” – osób, którym wystarcza do życia zawodowego komputer i łącze internetowe, a rolę ich biurka odgrywa stolik w kawiarni.

W tym coraz bardziej różnicującym się społeczeństwie różnicują się też potrzeby – co dziś bowiem oznacza optymalizacja transportu i komunikacji w mieście? Jaki parametr zastosować: transport samochodowy, który preferują przedstawiciele klasy średniej, transport publiczny, czego oczekują mniej zasobni mieszkańcy, czy może transport pieszy i rowerowy, postulowany coraz częściej przez ruchy ekologów? Jeszcze dekadę temu odpowiedź była prosta – kto inwestował w rozwiązania likwidujące zatory samochodowe, mógł liczyć na wdzięczność wyborców z klasy średniej. Dziś tak prostych recept nie ma. Przypominają o tym coraz częściej inicjatywy niezadowolonych obywateli sięgających po oręż ostateczny – referendum. Lista byłych prezydentów, którzy przekonali się o sile tego instrumentu, się wydłuża.

 

Modernizacja zarządzania

Złożoność zarządzania współczesnym miastem szybko rośnie i nie wystarczy już tylko naśladowanie rozwiązań, jakie zapewniły Aarhus lub Aalborgowi miejsce na czele wielu rankingów. Kryzys, który rozpoczął się w 2008 r., zanegował wiele prostych rozwiązań, a wielowymiarowe procesy społeczne, gospodarcze i kulturowe doprowadziły do wzrostu podmiotowości mieszkańców miast i ich zróżnicowania, a tym samym również do znacznie większego niż dotąd zróżnicowania potrzeb. Rozszerzyła się także paleta sposobów ich zaspokajania.

Obok sektora publicznego świadczącego usługi publiczne i rynku coraz częściej widać samoorganizujących się obywateli. Zamiast tradycyjnych usług domagają się oni partycypacji w decyzjach budżetowych i wpływu na działanie instytucji publicznych, by za ich pomocą samodzielnie tworzyć i wprowadzać potrzebne im usługi publiczne. Inteligentną odpowiedzią na te oczekiwania są nie tylko nowe technologie, lecz przede wszystkim zasadnicza modyfikacja procedur zarządzania. Przykładem może być wprowadzenie partycypacyjnego budżetu obywatelskiego, gdzie część środków gminy alokuje się wspólnie z mieszkańcami. W Sopocie budżet jest już tak dzielony po raz trzeci, a Białystok właśnie zaczyna to robić, przeznaczając do obywatelskiego podziału 10 mln zł.

We współczesnym, złożonym świecie synonimem inteligencji organizacji jest zdolność adaptacji do zmieniającej się rzeczywistości przez innowacje. Muszą się nią wykazywać już nie tylko przedsiębiorstwa konkurujące na rynku, lecz także instytucje publiczne i władze, o ile chcą nadążyć za coraz większym potencjałem kreatywnym coraz lepiej wykształconych i inteligentnych obywateli.

Obserwujemy więc zmianę jakościową o epokowym znaczeniu, dlatego nie należy się dziwić, że źródłem inspiracji są dziś już nie tylko miasta najbardziej rozwinięte i najbogatsze. Inteligencja miast coraz częściej polega na tym, by zrobić więcej i lepiej za mniej, wykorzystując zamiast kapitału finansowego kapitał społeczny i kreatywność mieszkańców. Polskie miasta znajdują się obecnie w centralnym nurcie tych przemian, bo technokratyczny model zarządzania polegający na wdrażaniu systemów technicznych Polakom już nie wystarcza.

 

W poszukiwaniu różnorodności

Niestety, nie ma łatwego przepisu na to, jak należy wzbogacić zestaw technik zarządczych, by obywatele byli zadowoleni ze swego miejsca zamieszkania, a pozycja miasta w rankingach rosła. Widać wszakże wyraźnie, że po etapie nadganiania zapóźnień, a potem kopiowania innowacyjnych rozwiązań, który spowodował, że polskie ośrodki zaczęły się coraz bardziej upodobniać do siebie, weszliśmy w nową fazę odkrywania różnic i szukania wdrożeń najlepiej pasujących do specyfiki danego miasta.

Doskonałym ćwiczeniem szukania i definiowania tego „ducha polskich miast” okazały się starania o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 r. W zmaganiach wystartowała większość metropolii, nominację zyskać mogła tylko jedna. Tytuł ostatecznie przypadł Wrocławiowi, ale wygrali na tym wyścigu także wszyscy pozostali, bo musieli spojrzeć na siebie inaczej – poszukać przewag przez różnice, a nie powtarzać to samo, co mówiły inne miasta.

To właśnie w trakcie takich prób rodzi się i wzmacnia inteligencja miejsc. To ona w połączeniu z nowoczesnymi rozwiązaniami technologicznymi i inteligencją mieszkańców decyduje o tym, czy dane miasto jest naprawdę inteligentne, czy tylko zwyczajnie przeinwestowane.

 

Edwin Bendyk

Autor jest publicystą tygodnika „Polityka”, członkiem rady ekspertów ośrodka analitycznego THINKTANK

źródło: Raport „Miasta przyszłości – przyszłość miast” ośrodek analityczny THINKTANK.

 

Ryzyka związane z realizacją wizji inteligentnego miasta

PROBLEMY INNOWACJI

Wprowadzanie innowacyjnych rozwiązań do miast przyszłości może kreować powstawanie wielu osi konfliktów. Dlatego działania te wymagają od rządzących dużej finezji. Przestrzeń podwyższonego ryzyka to:

Wzrost gospodarczy a uczestnictwo obywateli w rządzeniu. Konflikt między „zamkniętymi” koncepcjami rozwoju smart city promowanymi przez przedstawicieli biznesu a „otwartymi” promowanymi przez obywateli.

Prywatność a dobro publiczne. Zbieranie i analiza danych generowanych przez inteligentne systemy pomiarowe i zarządcze znacząco przyczyni się do podniesienia jakości życia, ale zagraża prywatności.

Współpraca a przerzucanie odpowiedzialności. Organizacje, które zaczną dostarczać usługi uprzednio dostarczane przez administrację publiczną, mogą doprowadzić do zmniejszenia jej efektywności.

Dostęp a działanie. Internet będzie dzielił się na wiele mniejszych sieci. Wyzwaniem będzie zapewnienie każdemu równego biernego i czynnego dostępu do tych sieci.

Różnice gospodarcze a różnice w wiedzy. Pomoc biednym nie zawsze była udana, bo nie brano pod uwagę wiedzy zebranej przez biedne społeczności. Slumsy to „organizacje”, które pojawiły się, aby wspierać biednych, i można brać przykład ze sposobu, w jaki funkcjonują.

Źródło: Raport The Future of Cities, Information, and Inclusion, Institute for the Future

admin

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *