Jedzeniowa tuba

11 jedzeniowa tuba

Autorzy projektu „Foodtubes Project”: fizyk, prof. Fred Taylor z University of Oxford i matematyk, dr Jonathan Carter z Imperial College of London proponują, by żywność transportować rurociągami zamiast ciężarówkami. Ich zdaniem system przyniesie niewyobrażalnie duże korzyści: Zmaleje ruch na drogach i szlakach kolejowych, zaoszczędzone zostaną gigantyczne ilości paliwa i energii elektrycznej (lokomotywy), do atmosfery nie zostaną wyemitowane miliony ton spalin. Rura, w której sprężone powietrze przesuwa jakiś przedmiot – takie pneumatyczne tuby już kilkadziesiąt lat temu używane były do przekazywania poczty między piętrami wielkich amerykańskich biurowców, a nawet między budynkami w obrębie miasta. W Europie także, w Londynie i Paryżu stosowano takie rozwiązanie w latach 80. ubiegłego stulecia. Co ciekawe, o takim rozwiązaniu wspominają antyczne greckie teksty przed naszą erą, mimo że starożytna technologia jeszcze nie pozwalała na zastosowanie w praktyce tego pomysłu. W porównaniu z dzisiejszą pocztą elektroniczną, którą poprzedzała, poczta pneumatyczna umożliwiała przesyłanie materialnych przedmiotów, oryginalnych papierowych dokumentów, faktur itp. Żartownisie posyłali pocztą pneumatyczną w obrębie biurowca również inne obiekty, na przykład kanapki. Jednak ta technologia umarła śmiercią naturalną. Czy odżyje? Czy da się zbudować pod miastem sieć przeznaczoną do dystrybucji produktów, przede wszystkim spożywczych, do transportu z hurtowni prosto do punktów sprzedaży? Twórcy „Foodtubes Project” uważają, że wcale nie jest on dziwaczny, a już na pewno nie śmieszny, jest także w pełni wykonalny. Sieć wyposażona w komputerowe stacje rozdzielcze wyeliminowałaby w większości uciążliwy, drogi i niepunktualny transport ciężarówkami i pociągami. – Jedna czwarta przewozów drogowych to transport żywności. Tymczasem ciężarówka zużywa 92 proc. energii na poruszanie samej siebie. W skali Wielkiej Brytanii taka sieć pozwoliłaby zaoszczędzić pięć miliardów litrów paliwa rocznie – podkreśla Jonathan Carter. „Foodtubes Project” nie przewiduje doprowadzenia sieci aż do indywidualnych mieszkań. Rurociągi łączyłyby zakłady spożywcze, hurtownie, sklepy i miejsca recyklingu opakowań. Wizjonerzy transportu wyobrażają sobie różne rodzaje rurociągów, w zależności od gęstości zaludnienia i specyfiki danego regionu, inne w miastach, inne na terenach rolniczych, a jeszcze inne na leśnych, nadmorskich, pustynnych, w rejonie wiecznej zmarzliny itp. Typowa sieć miejska miałaby 150 km długości i około 400 terminali w magazynach, supermarketach, szkołach, fi rmach itd. Jej zbudowanie kosztowałoby równowartość 500 milionów dolarów. Utrzymanie sieci w dobrym stanie technicznym byłoby tańsze niż utrzymanie 150 kilometrów ulic. Rurociągami transportowane byłyby kontenery o wymiarach 2 x 1 x 1 m lub 1 x 1 x 1 m. Do ich przesuwania nie służyłoby sprężone powietrze, lecz indukcja magnetyczna (w Japonii i Europie od wielu lat trwają zaawansowane eksperymenty z koleją magnetyczną). 45 takich kontenerów zawierałoby tyle towarów ile ogromny 44-tonowy tir Mogłyby przesuwać się z prędkością, w zależności od potrzeb, od 5 do 100 km/godz. – I nigdy ich ruch nie byłby zakłócony przez korki czy złe warunki atmosferyczne – zauważa Fred Taylor.

Źródło: tekst „Jadło prosto z rury” Krzysztof Kowalski, Rzeczpospolita

admin

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *