Kiedy orłowi wyrosną kły

kiedy orłowi

Podczas gdy cięcia budżetowe nie wychodzą w Europie z mody, polski rząd decyduje się na największy w historii kraju program modernizacji i dozbrajania sił zbrojnych. Inwestycje mają poprawić zdolność bojową armii i jednocześnie stanowić bodziec do rozwoju gospodarki – bo polska broń w pierwszej kolejności zaatakuje zagraniczne rynki.

Złote Kły

W ciągu najbliższych dziesięciu lat Polska wyda na zbrojenia ponad 130 mld złotych. Budowa „Polskich Kłów”, czyli program „Priorytetowe zadania modernizacji technicznej Sił Zbrojnych RP w ramach programów operacyjnych” ma obejmować wszystkie podstawowe elementy armii: od budowy tzw. tarczy, czyli systemu obrony powietrznej, przez modernizację wojsk lądowych i marynarki aż po zakup latających bezzałgowców. Nie chodzi przy tym jedynie o realizację „doktryny Komorowskiego”, czyli budowania polskiego potencjału odstraszania i obrony. W odróżnieniu od poprzednich programów modernizacyjnych nacisk położony ma zostać na polską zbrojeniówkę i polskie projekty. – Dziesięcioletni program zbrojeniowy ma być nie tylko skokiem modernizacyjnym dla armii, ale też kołem zamachowym dla całej gałęzi przemysłu, tak aby w przyszłych latach mógł z powodzeniem eksportować swoje produkty. Bo bez eksportu polski przemysł zbrojeniowy nie przetrwa – mówi Tomasz Siemoniak, minister ON „Gazecie Wyborczej”.

Z tego też względu w przetargu na zakup śmigłowców, na które przeznaczono 11 mld złotych, preferowani mają być dostawcy, którzy posiadają fabrykę w Polsce lub zobowiążą się do jej kupienia lub wybudowania. Drugim warunkiem ma być transfer technologii i zaangażowanie polskich naukowców w badania rozwojowe. W przetargu biorą udział trzy podmioty: Eurocopter, Agusta-Westland, właściciel zakładów w Świdniku oraz amerykański Sikorsky Aircraft, do którego należą PZL Mielec. Do zmiany stanowiska ministerstwa przyczyniły się przede wszystkim złe doświadczenia związane z umową offsetową na myśliwce F-16. Teraz zamiast obietnicy reinwestowania środków po zakupie sprzętu MON stawia na bezpośrednie powiązanie zakupów z korzyściami dla polskiej gospodarki.

Radon z Radomia

Jednym z ciekawszych i leżących w zasięgu polskiej zbrojeniówki projektów jest Indywidualny System Walki „Tytan”. Będzie to zestaw kompatybilnych i współpracujących ze sobą urządzeń stanowiący w niedalekiej przyszłości podstawę uzbrojenia żołnierzy piechoty. Projekt realizowany jest przez konsorcjum kilkunastu podmiotów, m.in. przez Polski Holding Obronny pod auspicjami resortu obrony. Docelowo Tytan obejmować ma wszystkie elementy podstawowego ekwipunku żołnierza, zintegrowane z kamizelką i wspólnym źródłem zasilania. System ma być modułowy, dzięki czemu łatwo da się go dostosować do konkretnych wymagań środowiska i pola walki. Drugim paradygmatem określającym Tytana ma być otwartość i elastyczność jego elementów, zapewniająca łatwą modernizację i stopniowe ulepszanie całej konstrukcji wraz z pojawianiem się nowych komponentów. Podstawowymi elementami wyposażenia Tytana ma być system obserwacji i rozpoznania (celownik i inne przyrządy optyczne), system ochrony i przenoszenia (hełm, kamizelka taktyczna, maska gazowa), moduł monitorowania życia i komunikacji i last but not least, karabin.

Karabin, który ma zostać następcą używanego obecnie przez wojsko Beryla istnieje już w postaci demonstratorów i przechodzi testy. MSBS 5,56 Radon, czyli Modułowy System Broni Strzeleckiej, został zaprojektowany przez Wojskową Akademię Techniczną we współpracy z Fabryką Broni Łucznik.  Ma to być broń elastyczna, uniwersalna i prosta w obsłudze – przy jego budowie postawiono przede wszystkim na rozwiązania ergonomiczne, ułatwiające i upraszczające obsługę broni, takie jak łatwa wymiana magazynka czy pełna oburęczność.  – MSBS to w porównaniu do aktualnie używanej przez wojsko polskie broni duży krok w przód – mówi Łukasz Cichy, przedstawiciel radomskiej Fabryki Broni Łucznik. – Wcześniej żołnierze nie stawiali na takie rzeczy jak ergonomia, nie było to tak istotne. W tej chwili na współczesnym polu walki, kiedy od szybkość manipulowania bronią może zależeć życie, te wszystkie zagadnienia, choćby jak prostoliniowe podpinanie magazynka czy łatwość operowania przełącznikiem rodzaju ognia mają bardzo duże znaczenie – dodaje. Sam karabin składa się z „bazy”, na której można instalować poszczególne komponenty: lufy o różnych długościach, podwieszany granatnik, kolbę, nóż-bagnet czy dowolne urządzenia optyczne. W prezentowanej obecnie wersji Tytana Radon wyposażony jest w celownik polskiej produkcji SCT Rubin, który dzięki połączeniu z wyświetlaczem umieszczonym w okularze montowanym na hełmie umożliwia celne strzelanie w dowolnej praktycznie pozycji, np. poprzez wystawienie samej tylko broni „zza węgła”. – Tytana należy traktować jako system ewoluujący. Nie wdrożymy go 1 stycznia 2015 roku i będziemy się nim posługiwać przez 20 lat w niezmienionej konfiguracji. Będzie on doskonalony tak długo, jak długo istnieć będą Wojska Lądowe – mówi „Polsce Zbrojnej” gen. bryg. Andrzej Danielewski. — Nie możemy w Tytanie zastosować technologii, które mamy dziś i zakończyć pracy. W firmach naszego konsorcjum chcemy opracować perspektywiczne i nowatorskie technologie, które powinny następnie przenikać do użytku cywilnego – dodaje.

Jedną z modyfikacji, która na pewno znajdzie szereg zastosowań w cywilu jest egzoszkielet, którego projekt budowy ma się zakończyć w 2016 roku. W badaniach bierze udział Przemysłowy Instytut Automatyki i Pomiarów, znany z produkcji robotów, oraz Maskpol, wchodzący w skład Polskiego Holdingu Obronnego. – Egzoszkielet to obecnie najważniejszy i najbardziej perspektywiczny projekt. Będzie z niego korzystała nie tylko polska armia, ale również ludzie z dysfunkcją dolnych kończyn, z niewydolnością stawów kolanowych – mówi „Naszej Armii” Krzysztof Dębek, Prezes Zarządu Maskpolu. – Ze względu na fakt, iż na obecnym polu walki żołnierz wyposażony jest w coraz więcej elementów, pojawił się pomysł opracowania egzoszkieletu, to jest szkieletu zewnętrznego, który miałby go wspomóc. Nasz egzoszkielet będzie oparty o napęd hydrauliczny, musimy dobrać jeszcze do niego źródło zasilania, znaleźć optimum między możliwością wzmocnienia żołnierza a odległością, jaką może on przebyć w określonym czasie. Następnym elementem układu jest tzw. Alpha Dog. Miałby to być sztuczny pies, sterowany głosem ludzkim i przenoszący cały ekwipunek na polu walki, zamiast żołnierza – dodaje Janusz Strzelczyk, główny konstruktor egzoszkieletu.

Zapach miny

Podczas gdy pomysł stworzenia polskiego robota przenoszącego ekwipunek jest jeszcze w powijakach, amerykanie testują już swoje urządzenia. W Polsce powstaje jednak inny „pies”, który ma szansę na międzynarodową karierę. Polski „pies”, a właściwie jego sztuczny nos, stanowiący serce wynalazku, służy do zwalczania min niemetalowych, to znaczy wykonanych z tworzyw sztucznych lub ceramiki. Miny takie stanowią poważne zagrożenie i stosowane są w konfliktach w ubożysz częściach świata, takich jak Czad czy Afganistan. – Robot jest autonomiczną platformą do wykrywania i niszczenia min niemetalowych. Użyto tutaj naszego oryginalnego pomysłu podwójnej analizy ultradźwiękowej i analizy zapachowej min znajdujących się w ziemi, które nie posiadają elementów metalowych – mówi „Naszej Armii” dr Robert Głębocki z Zakładu Automatyki i Osprzętu Lotniczego Politechniki Warszawskiej. Robotem można sterować ręcznie, ale jego głównym trybem pracy ma być autonomiczne wykonywanie zadań. Robot podąża wytyczoną trasą, kierując się zaprogramowanymi danymi i systemem nawigacji. W trakcie skanowania terenu porusza się z prędkością 2 km/h, omiatając drogę przed sobą wysięgnikiem, na którym zainstalowany jest „nos”. Najpierw robot przeszukuje drogę przed sobą za pomocą ultradźwięków i bardzo czułego mikrofonu, przy pomocy których szuka obiektów ukrytych pod powierzchnią ziemi. Znalazłszy podejrzany przedmiot „nos” pochyla się i przystępuje do analizy zapachowej. Powietrze trafia do komputera, który porównuje woń wydzielającą się z miejsca ukrycia obiektu z bazą danych zapachów i z zapachem otoczenia. Jeśli robot utwierdzi się w podejrzeniach, że ma do czynienia z miną, zainstaluje na niej specjalnie w tym celu opracowany ładunek termitowy, który spala minę w bardzo wysokiej temperaturze uniemożliwiając jej eksplozję. – Min niemetalowych są na świecie miliony. Są to zazwyczaj miny, które nie zabijają, ale okaleczają. Jest problem z ich wykrywaniem, ponieważ klasyczne metody oparte na zjawiskach elektromagnetycznych niestety w tym przypadku nie działają. „Nos” jest polskim oryginalnym rozwiązaniem, wykrywamy zapach, a nie obecność danego związku chemicznego. Tym się różni sztuczny nos od urządzeń takich jak spektrometry mobilności jonów, które potrafią wykryć dany typ materiału wybuchowego. Stworzenie takiego „nosa” to duże osiągnięcie naszych chemików, oparte na własnych, oryginalnych rozwiązaniach, w oparciu o naszą, polską myśl techniczną – dodaje dr Robert Głębocki. Nos jest obecnie w fazie poprawiania parametrów poszczególnych elementów, jeśli uda się uruchomić produkcję seryjną, cena maszyny powinna oscylować w okolicach 50 – 100 tysięcy złotych.

Walka o rynki

Zgodnie z nową polityką zbrojeniową polska ma się stać nie tylko konsumentem uzbrojenia, ale również jego eksporterem. Kandydatów do „polskiego hitu” jest wielu, a jednym z nich ma być „polski czołg podstawowy”, który odnosiłby sukcesy nie tylko na polu bitwy, ale i w halach wystawowych branżowych targów. Polska od dawna nie miała własnego czołgu: produkowany w Gliwicach PT-91 Twardy to właściwie modyfikacja radzieckiego T-72, a kolejne próby stworzenia krajowej maszyny kończyły się fiaskiem. Złą passę ma zakończyć Polski Holding Obronny, który nawiązał w tym celu współpracę z firmą BAE Systems, jednym ze światowych liderów produkcji broni. – Współpraca z BAE Systems ma doprowadzić do zaprojektowania i zbudowania nowej rodziny pojazdów gąsiennicowych, czyli zarówno czołgu średniego, czołgu lekkiego, wozu wsparcia ogniowego, wozów dowodzenia. Będzie to również szansa na wyprodukowanie niepływającego bojowego wozu piechoty – wszystko na podwoziach gąsiennicowych – mówi Agencji Informacyjnej „Newseria” Krzysztof Krystowski, prezes zarządu Polskiego Holdingu Obronnego. – Chcemy połączyć doświadczenia polskie z doświadczeniem międzynarodowym i stworzyć wspólnie produkt, który będzie oferowany na rynek polski oraz na rynki międzynarodowe, chcemy stworzyć produkt, który od razu będzie konkurencyjny międzynarodowo. Mówimy o kontraktach opiewających na miliardy złotych na samym rynku polskim, a jeśli dodamy do tego rynki zagraniczne to możemy mówić o kilkunastu miliardach złotych na przestrzeni dziesięciu lat – dodaje. Nowy czołg ma wejść do produkcji seryjnej ok. roku 2018.

Na Międzynarodowym Salonie Przemysłu Obronnego w Kielcach, który odbył się w na początku września, zakłady OBRUM wchodzące w skład Polskiego Holdingu Obronnego zaprezentowały prototyp tej maszyny pod niezbyt romantycznym kryptonimem Pl-01 Concept. – Pl-01 Concept rozwijany wspólnie z armią jest systemem nowoczesnym we wszystkich aspektach, które są istotne w programach pancernych. Po pierwsze, ma on zapewnioną, ze względu na swoją niską wagę, wysoką manewrowość i mobilność. Po drugie, niezbędna siła ognia, zapewniona przez nowoczesną armatę i aspekt trzeci: bezpieczeństwo załogi – tłumaczy „Naszej Armii” Andrzej Szortyka, Prezes Zarządu spółki Obrum. – Siły zbrojne ciągle powtarzają nam, że ten nowy czołg musi być czołgiem nowoczesnym, na miarę XXI wieku, sięgającym nie tylko po systemy, które są w tej chwili znane, ale też takie, które zostaną w najbliższych latach rozwinięte. I dopiero taki czołg będzie mógł być przedmiotem produkcji. Współpracując z firmami krajowymi i zagranicznymi chcemy sobie zagwarantować wszystkie prawa własności, dzięki czemu będziemy mieli swobodę eksportu tego czołgu na rynki światowe – dodaje.

Pożyteczne trutnie

W ramach modernizacji i nadrabiania różnic technologicznych armia dostanie również kilkadziesiąt samolotów bezzałogowych. Polska armia korzysta już z dronów, zwłaszcza na misjach zagranicznych, ale kolejne zakupy są konieczne z punktu widzenia realizacji lansowanej przez szefa BBN, gen. Stanisława Kozieja koncepcji „przeskoku cywilizacyjnego”. Przeskok miałby polegać na przejściu od razu od aktualnie używanych samolotów bojowych prosto do floty opartej na bezzałogowych dronach – bez rozwijania własnej produkcji samolotów załogowych. Liderem produkcji dronów na polskim rynku jest grupa WB, której flagowy produkt, Bezzałogowa Platforma Latająca FlyEye, produkowana przez spółkę Flytronic jest już wykorzystywana przez armię polską w celach zwiadowczych. Niewątpliwą zaletą dronów jest ich uniwersalność: można je wykorzystywać w celach militarnych, ale również cywilnych, do patrolowania dróg i autostrad czy wykrywania pożarów. Atutem polskiego bezzałogowca są jego niewielkie rozmiary, umożliwiające spakowanie platformy podstawowej do dwóch plecaków. Samolot do startu nie potrzebuje pasa startowego ani dodatkowej wyrzutni – by poderwać go w powietrze wystarczy siła ludzkich mięśni. Obsługa samolotu jest bardzo prosta, zarówno start jak i lądowanie wykonywane są za pomocą kilku przycisków. Proces jest w pełni kontrolowany przez komputer w samolocie, operator daje tylko dyspozycję do startu i lądowania w oznaczonym uprzednio miejscu, a samolot sam wykonuje manewry. Maszyna dostosowana jest do operowania w trudnym terenie: przed rozpoczęciem właściwego lądowania zrzuca na spadochronie zasobnik z głowicą obserwacyjną i głównym akumulatorem, na które przypada ponad połowa masy samolotu. Odchudzona maszyna może lądować w trudnym terenie bez ryzyka uszkodzenia zrzuconego w zasobniku sprzętu. – Głównym przeznaczeniem samolotu jest obserwacja terenu. Gwarantowany czas lotu to dwie godziny, rzeczywiste możliwości są jednak nawet dwukrotnie większe. Na pokładzie znajduje się głowica obserwacyjna wyposażona w dwa rdzenie optyczne. Jeden to jest kamera kolorowa, natomiast drugi to jest kamera termowizyjna – mówi „Naszej Armii” Wojciech Szumiński, konstruktor samolotu FlyEye. – Większość czasu samolot lata bez załączonego silnika, a co za tym idzie jest absolutnie cichy. Konstrukcję mechaniczną stanowią w większości tworzywa sztuczne, dzięki czemu jest niewykrywalny dla wielu radarów – dodaje.

Wiedza z tłumu

Pogoń polskiej armii za straconym czasem nie ogranicza się jednak tylko do zakupów. W tym roku rozpoczął działalność Inspektorat Implementacji Innowacyjnych Technologii Obronnych (3ITO), wyodrębniona komórka Ministerstwa Obrony Narodowej skupiająca naukowców i wojskowych. Do jej zadań należeć ewaluacja programów badawczych finansowanych z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju oraz wspieranie wdrażania technologii w praktyce. Jak zapowiedział Minister Obrony Narodowej Tomasz Siemoniak podczas konferencji Nowoczesne Technologie dla bezpieczeństwa kraju i jego granic „Inspektorat Implementacji Innowacyjnych Technologii Obronnych ma w sposób nierutynowy, odbiegający od dotychczasowego modelu, wymyślać zupełnie nowe pomysły, pozyskiwać partnerów. Mogą to być studenci czy osoby, które nie są związane zawodowo z działalnością naukową czy naukowo-technologiczną”. Wzorem dla 3ITO ma być słynna amerykańska DARPA (Defense Advanced Research Projects Agency) znana z konkursów, których uczestnicy próbują w niekonwencjonalny sposób rozwiązać problemy, a których owoce często znajdują zastosowanie w wojsku i przemyśle cywilnym. Pierwsze konkursy zorganizowane przez 3ITO mają dotyczyć m.in. systemu pozycjonowania nieopartego na GPS czy paliwa do silników rakietowych. – W konkursach będzie mógł uczestniczyć każdy. Ten sposób pozyskiwania informacji po angielsku nazywamy crowdsourcing, czyli źródło z tłumu. Mamy wiele tysięcy specjalistów, ale także entuzjastów, którzy mogą stworzyć projekt. Po jego wdrożeniu może się on przyczynić do wzrostu obronności granic Polski – mówi „Rzeczpospolitej” gen. dyw. dr Leszek Cwojdziński, twórca i szef 3ITO.

 

„Polskie Kły” mają rosnąć szybciej niż do tej pory, choć jak przyznają wojskowi, nawet one, bez pomocy sojuszników z NATO nie pozwolą Polsce samodzielnie odeprzeć ataku. Na pewno za to wygenerują miejsca pracy i przyczynią się do rozwoju rodzimych technologii, choć można się spierać o to, czy wydawanie państwowych pieniędzy na państwowe firmy jest najlepszą metodą osiągnięcia tego celu. Pozostaje mieć nadzieję, że jeśli „Kły” nie będą w stanie ani zagryźć, ani choćby pokąsać przeciwnika, to może przynajmniej będą się nieźle sprzedawać.

 

Piotr Pawlik

admin

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *