Nanotechnologia. Nie ma i jest

14 nanotechnologia

Nanomateriały, które pojawiły się w naszych butach, rakietach tenisowych, produktach spożywczych czy nawet skarpetkach, nie mają dla nas takiego znaczenia, co słowo „nano” oraz to, co w naszym mniemaniu ono symbolizuje.

Nanotechnologia opisywana jest jako ogólny zbiór technik, sposobów lub algorytmów tworzenia dowolnych struktur o wielkościach od 0,1 do 100 nanometrów. Chodzi więc o operowanie materią na poziomie pojedynczych atomów i cząsteczek, w skali miliardowych części metra. Brzmi to niewiarygodnie i bardzo nowocześnie. Do tego stopnia, że „nano” znalazło już swoją niszę w naszej kulturze, gospodarce i wielu innych obszarach, z wyjątkiem faktycznego zainteresowania zagadnieniem.

14cPrzedrostek ten stał się już niemal wszechobecny, niezależnie od tego, czy mówimy o nauce, nazwie przenośnego odtwarzacza multimediów albo elementach wyposażenia łazienek. „Nano” dopadło już motoryzację, gry komputerowe, przemysł spożywczy, rozrywkę, budownictwo, sport czy renowacje dzieł sztuki. W zasadzie trudno wskazać dziedzinę, w której nie można by umieścić jakiegoś „nano” – synonimu postępu nauki i miniaturyzacji. A wszystko przez nanotechnologię, która jak donoszą media, świeci triumfy i rozwija się w zawrotnym tempie. Paradoksalnie, w świadomości społecznej jest jej raczej niewiele. Z jednej strony jest to bardzo dziwne, a z drugiej typowe dla dziedzin interdyscyplinarnych.

Przy okazji można pokusić się o uszczypliwość i powiedzieć, że innowacyjność w świecie nano polega na tym, że sprawą zainteresował się człowiek. Trudno bowiem zaprzeczyć, że „nanotechnologię” już od miliardów lat wykorzystują organizmy żywe i nie tylko. Wiele tworów i struktur, które możemy zaobserwować w komórkach żywych, z powodzeniem możemy uznać za niewielkie maszyny. To właśnie dzięki nim rośliny i zwierzęta mogą wpływać na strukturę kości, łodygi, skóry i wszelkiego rodzaju błon – na poziomie pojedynczych cząsteczek.

Mamy więc przed sobą dział nauki o materiałach, który staje się coraz bardziej modny i z którym wiążemy olbrzymie nadzieje. Złośliwi twierdzą jednak, że jest to bardziej gra słów, którymi naukowcy próbują opisać w zasadzie wszystkie badania związane z technologią materiałową.

Jeszcze kilkanaście lat temu, w telewizyjnych programach popularno-naukowych widzowie mieli okazję zderzyć się wizją nanorobotów, czyli maleńkich urządzeń, które miały zrewolucjonizować współczesną medycynę i robić porządki w organizmie człowieka. Dziś wizja taka stała się nieco bardziej odległa i na „nano-robo-leki” przyjdzie nam jeszcze poczekać.

Dlaczego? To już wiedzą naukowcy i ci, którzy interesują się tematem. Przeciętnego obywatela nie zajmuje to, co może mu zaoferować dzisiejsza nanotechnologia. I nie ważne czy chodzi o wykorzystanie materiałów i „nanosubstancji” w przemyśle spożywczym, diagnostyce medycznej i terapii raka, czy elektronice.

Od czasu do czasu zdarzy się, że ktoś powiąże nanoskalę z postępem miniaturyzacji. Rzadziej zwrócimy uwagę na informacje o tym, że naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego znaleźli ciekawy sposób np. na kaca. Jaki? Wystarczy, że wspomnimy słowo „nano” i w zasadzie wszystko jasne. Reszta pozostaje już romantyczną wizją tego, co czasem pokażą nam interesujące animacje komputerowe w wiadomościach i popularnych programach o nauce.

Tymczasem o wiele łatwiej jest posłużyć się nanotechnologią, jako pojęciem, które może być pewną ideą i drogowskazem dla racjonalnych postaw i nadawania tonu różnym aspektom życia społecznego. Dobrym przykładem mogą być słowa Krzysztofa Styka, które zamieścił w swoim artykule pt. „Rozrywamy iluzję”:

„Ktoś sprawił, że ludzie zasnęli. Zamknął im oczy. Ogłupił i oślepił. Pogrążył w mrokach niewiedzy. Ktoś sprawił, że w dobie nanotechnologii ludzie wciąż, niczym małe dzieci, tkwią w oparach iluzji. (…) Człowiek stworzył sobie trzy małe kłamstewka, którymi zatruł rzeczywistość: bogów, zaświaty i nieśmiertelną duszę. Stworzył je ze zwykłej zemsty i zazdrości. Ze zwykłej niewiedzy.”

Jakkolwiek takie podejście może wydawać się niektórym zbyt wydumane i dostrzegą w nim chybiony kontrast, to inne przykłady z trudem przebijają się do społecznego dyskursu. Fakt, że nanotechnologia to nie tylko chwytliwy frazes, ale działania na styku nauki, biznesu i spraw społecznych, wciąż wydaje się mało przekonujący. Ot, przykład ze świata medycyny. Zespoły badawcze na całym świecie pracują nad rozwiązaniami, dzięki którym możliwe będzie przeniesienie medycyny na wyższy stopień zaawansowania. Chodzi głównie o dozowanie leku dokładnie w tych miejscach, gdzie jest niezbędny. Ponadto celem jest szybsza, wygodniejsza i tańsza diagnostyka chorób.

14bJak podkreśla James Heath, profesor chemii prowadzący badania w amerykańskim Caltechu, test na albuminę, wykonywany przy podejrzeniu np. raka prostaty, kosztuje 50 dolarów. W chwili obecnej powstał już mikroprocesor, który wykonuje test w kilka minut – za 10 centów – a na podstawie badania zawartości albuminy generuje dużo więcej informacji, niż przy typowym badaniu. Może być także sprzężony z dozownikiem określonego „nano-leku”. Dzięki temu powoli zaciera się granica między diagnostyką a leczeniem.

Co więcej, przy tego typu badaniach specjaliści starają się kreować takie modele biznesowe, w których nanotechnologia – obok dostarczania samych medykamentów i diagnozowania – ma sprawić, że chory będzie nie tylko pacjentem, ale także klientem.

Niestety, nawet taka argumentacja nie jest w stanie sprawić, że nanotechnologia zadomowi się w społecznej świadomości. Wydaje się to wielce zaskakujące, jeśli porównać problematykę nano z innymi głośnymi technologiami, jak GMO. O ile jednak w ostatnim przypadku głosy są już podzielone, o tyle w odniesieniu do pierwszej, wciąż niewiele wiadomo. Co więcej, dotychczasowe zastosowania nano-produktów w przemyśle spożywczym, zarówno do produkcji żywności, jak i opakowań – przeszły praktycznie bez echa wśród opinii publicznej. Przypomnijmy, że w artykułach spożywczych wprowadzano odpowiednie zmiany na poziomie molekularnym, celem poprawienia ich smaku, koloru oraz wartości odżywczych. Na przykład nano-mleko o smaku coli, lub nano-majonez o obniżonej zawartości tłuszczu. Ponadto, nanomateriały wykorzystywane do produkcji tzw. inteligentnych opakowań, pozwalały na dłuższe przechowywanie określonych produktów.

Nagle ktoś zauważył, że nowa żywność, którą stopniowo wprowadzano na rynek, nie jest opisana przez żadne, rzetelne badania na temat wpływu nanocząsteczek na zdrowie człowieka. Wkrótce wywołało to międzynarodowy dyskurs, głównie wśród fachowców. W końcu Parlament Europejski zmienił regulacje dotyczące wprowadzania na rynek nowej żywności. I choć w różnych krajach głośno było w tym czasie o GMO, to o nanotechnologii w naszym jedzeniu nikt głośno nie rozprawiał.

Sprawę (nie)świadomości społecznej komplikuje także fakt, że nanotechnologia pojawiła się w kulturze masowej na długo przed tym, jak rzeczywiste osiągnięcia naukowe zaczęły wkradać się w medialną i biznesową rzeczywistość. Stało się tak za sprawą literatury fantastyczno-naukowej a także telewizji i kina. Dla przykładu, fani Star Trek doskonale pamiętają rasę Borg i sposób w jaki asymilowała nowe organizmy żywe i nanotechnologie. Drony Borg wstrzykiwały nanomaszyny swoim ofiarom, które dokonywały odpowiednich zmian na poziomie cząsteczkowym, ułatwiając tym samym zaadoptowanie nowego organizmu do kolektywu. Mało tego, fani do dziś spekulują na temat powstania Borg w wyniku eksperymentu nanotechnologicznego.

A zatem nanotechnologia funkcjonuje od dawna w wyobraźni społecznej. Pozostaje jednak odległym, technologicznym cudem, na który trzeba jeszcze poczekać. Tymczasem wiele dzieje się na naszych oczach, a badacze z różnych dziedzin już zastanawiają się, jak nanotechnologia zmieni sposób naszego myślenia w szerszej skali. Co więcej, pojawiają się pierwsze badania, dzięki którym nauka stara się przewidzieć, w jaki sposób społeczeństwa będą postrzegać nano w aspekcie technologicznym, zdrowotnym, sportowym czy żywieniowym. Rozważa się także, jaki będzie stosunek do osiągnięć naukowych na tym polu, w zależności od płci, wieku, rasy, uwarunkowań kulturalnych itp. Jak zauważa Barbara Herr Harthorn, feministka i profesorka antropologii i socjologii na Uniwersytecie Kalifornijskim w Santa Barbara, nanotechnologia oraz jej specyfika praktycznie nie funkcjonują w przestrzeni społecznej a tym samym nie podlegają ocenie obywatelskiej czy moralnej.

Słowa profesor Harthorn zdają się także potwierdzać sondy uliczne, przeprowadzane także w Polsce. Niektóre z nich można obejrzeć w serwisie YouTube. Na pytanie „czym jest nanotechnologia?” najczęściej odpowiadamy, że nie wiemy, nie mamy pojęcia, albo że to coś, co ma nam pomóc ekonomicznie i technologiczne lepiej żyć.

Paradoksem pozostaje więc, że nanotechnologia, na którą często można natknąć się w największych portalach, stronach internetowych czy filmach w serwisach społecznościowych, wciąż umyka uwadze obywateli i rozwija się w zasadzie obok społeczeństw. Tymczasem w Europie, Stanach Zjednoczonych i Azji na badania przeznacza się już miliardy dolarów i zawczasu liczy zyski.

14aWydaje się także, że nanomateriały, które pojawiły się w naszych butach, rakietach tenisowych, produktach spożywczych czy nawet skarpetkach, nie mają dla nas takiego znaczenia, co słowo „nano” oraz to, co w naszym mniemaniu ono symbolizuje.

Jeśli wziąć pod uwagę skomplikowaną teorię i praktykę, która wiąże się z tą wciąż nową i interdyscyplinarną gałęzią nauki – trudno się temu dziwić. Z drugiej jednak strony, postawa, która ignoruje podstawową wiedzę na ten temat, na rzecz jedynie romantycznej wizji postępu technologicznego, może budzić uzasadniony niepokój.

Wojciech Andryszek

admin

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *