Nauka techniczna upada

Rozmowa z Jarosławem Urbańskim, socjologiem

Z roku na rok maleje zainteresowanie studiami technicznymi i naukami ścisłymi. Czym to wytłumaczyć?

Przyczyn zapewne jest kilka. Jedną z nich jest niż demograficzny z początku lat 90., który ma wpływ nie tylko na spadek liczby studentów na kierunkach ścisłych i technicznych. Przez ostatnie lata problem ten był niwelowany przez wzrost skolaryzacji, czyli odsetka osób z wyższym wykształceniem w danym przedziale wiekowym, co wynikało z ogólnego przekonania, że wyższe wykształcenie jest przepustką do lepszej pracy. Jednak wzrost skolaryzacji osiągnął już raczej maksymalny pułap, bo pod tym względem jesteśmy w czołówce europejskiej. A zatem obecnie górę biorą procesy demograficzne, co skutkuje zmniejszeniem ogólnej liczby osób podejmujących studia. Okazało się też, że studia wyższe nie gwarantują automatycznie ciekawej kariery zawodowej.

24 nauka technicznaDemografia chyba nie wszystko tłumaczy, skoro studia humanistyczne wciąż cieszą się dużym zainteresowaniem wśród młodzieży.

Zainteresowanie studiami humanistycznymi zawsze było większe niż studiami technicznymi czy ścisłymi, ale w ostatnich kilku latach te proporcje jeszcze bardziej zostały zachwiane. W jakiejś mierze problem ten tłumaczy odwrót od industrializacji gospodarki. Od początku lat 90. sukcesywnie malało znaczenie przemysłu w gospodarce krajowej, a zatem zawód inżyniera stawał się coraz mniej atrakcyjny. Wbrew pozorom ten proces wciąż postępuje. W Zakładach im. Cegielskiego w Poznaniu planowana jest redukcja ponad 500 etatów. Wśród likwidowanych jest wiele stanowisk kadry technicznej, proporcjonalnie zdecydowanie więcej niż stanowisk bezpośrednio produkcyjnych. Dodatkowo mamy do czynienia ze zjawiskiem „importu” kadry inżynieryjnej. Przed kilku laty miałem okazję obserwować to zjawisko w zakładach ceramiki budowlanej Röben w Środzie Śląskiej. Włoską linię technologiczną do produkcji dachówki uruchamiali w większości specjaliści z Włoch. Podobnie jest w wielu innych firmach zagranicznych, które w ostatnich latach ulokowały swoje montownie w Polsce. To jest szeroko występujące zjawisko, o którym głośno się nie mówi. Zaryzykuję twierdzeniem, że wraz ze spadkiem znaczenia polskiej myśli innowacyjnej i technicznej spadło zapotrzebowanie na polskich inżynierów. To zaś przekłada się na powolny upadek polskiej nauki technicznej, co wskazują niskie notowania w rankingach światowych.

Wydaje się jednak, że w tym względzie osiągnęliśmy już dno, bo w niektórych branżach przemysłowych, jak górnictwo, hutnictwo czy energetyka młody inżynier jest na wagę złota.

Owszem, jest to prawda. Tyle, że moim zdaniem, nie jest to całkowite odwrócenie tendencji. Przemysł poszukuje ściśle określonych fachowców, których faktycznie zaczęło brakować. Dobrym przykładem jest górnictwo i hutnictwo. Koniunktura surowcowa spowodowała, że branże te skazywane na upadek „odżyły”, zaczęły inwestować w nowoczesny, bardziej wydajny sprzęt, do obsługi którego niejednokrotnie potrzeba ludzi z nowoczesnym wykształceniem. Ale to wciąż, moim zdaniem, jest zjawisko bardziej mikro, niż makro.

Czy tych trudności nie tłumaczy także problem natury mentalnej. Mówi się, że młodzież staje się coraz bardziej wygodna, więc większości w niesmak jest podejmowanie nauki na trudnych studiach technicznych i ścisłych.

Podchodziłbym ostrożnie do tego rodzaju ocen, bowiem studia medyczne, które uchodzą za równie trudne, a może i trudniejsze, wciąż cieszą się ogromnym zainteresowaniem wśród młodzieży. Jeżeli faktycznie byłoby tak, że mamy obecnie do czynienia z problemem mentalnym, to tylko dlatego, że został on wygenerowany przez „chory” system edukacyjny. Mianowicie wraz ze wzrostem skolaryzacji nie podążał wzrost jakości nauczania, bowiem łatwiej jest wykształcić studenta na takich kierunkach, jak zarządzanie czy marketing, niż na kierunkach politechnicznych. W ten sposób mieliśmy do czynienia z niesłychaną promocją kierunków ekonomicznych. To zaś, w jakiś sposób, zrodziło przekonanie wśród młodzieży, że wystarczy mieć „papier”, żeby ustawić się w życiu. Niewątpliwie trzeba to zmienić.

Tylko jak? Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego wprowadziło program „zamawiane kierunki”. Specjalny system stypendialny ma zachęcić młodzież do nauki na kierunkach technicznych i ścisłych. To dobry sposób?

Być może dobry, ale zapewne jeden program nie rozwiąże tego złożonego problemu. Oby tylko nie było tak, że młody człowiek, zachęcony spotami reklamowymi wymyśli sobie, że chce zostać wybitnym inżynierem, a zatem zamówi sobie taki a nie inny kierunek, po czym okaże się, że nie ma żadnych predyspozycji intelektualnych do tychże studiów. Fakt, że za studentem „idą” pieniądze nie gwarantuje sukcesu, ponieważ mamy do czynienia z bardzo złą strukturą edukacyjną. Uczelnie nie zawsze mają dobre rozpoznanie rynku pracy, „produkują” studentów, którzy nie mają szans na znalezienie pracy zgodnej z wykształceniem. I na tym nie kończą się problemy. Jakość infrastruktury naukowej pozostawia wiele do życzenia, jakość kadry dydaktycznej również, bowiem większość wykładowców porusza się pomiędzy kilkoma różnymi uczelniami: publicznymi i prywatnymi. Nie da się zatem ukryć, że bez kompleksowych działań nie uda się rozwiązać wspomnianego problemu.

Rozmawiał: Konrad Markowski

admin

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *