Nokia trzęsie światem: Plan przeobrażenia króla komórek

35 - nokia trzesie swiatem

Światowy rynek telefonów komórkowych już należy do Nokii. W tej chwili Tero Ojanperä wprowadza na rynek największy na świecie system oferujący usługi, aplikacje i rozrywkę.

Pośród zgromadzonych w restauracji, na dziedzińcu hotelu Greenwich w Tribece, panuje atmosfera jak na spotkaniu między pięcioma podupadającymi rodzinami Mafii i wschodzącym bałkańskim gangiem szukającym okazji, by wejść do gry. Zamiast bukmacherów, handlarzy narkotyków i aferzystów, mamy tu zagrożone wymarciem gatunki – muzyczne kierownictwo największych wytwórni płytowych, między innymi Warnera i Universal Music, oraz agenta z Beatles Apple Corps. Pomimo wyczuwalnego napięcia, typowego dla branży przeżywającej gwałtowną dekoniunkturę, panuje tu klimat spotkania po latach i wszyscy, sącząc koktajle, witają się ciepło z pozostałymi i przybierają pozę zadufanej wyższości, aby zrobić wrażenie, że są jeszcze w stanie pokazać lwi pazur. Mimo to, nikt z obecnych nie może zaprzeczyć, że dni koncernów płytowych zbijających majątek w przemyśle muzycznym są skończone. Gospodarzami wieczoru są: 43-letni zastępca prezesa Nokii ds. rozrywki i społeczności, Tero Ojanperä oraz założyciel Eurythmics i równocześnie konsultant Nokii, Dave Stewart. Tych dwóch stanowi dziwną parę: Stewart – uosobienie brytyjskiej rock-and-rollowości i Ojanperä z jego fińską, uczoną elektroinżynierskością. Lecz wsłuchując się uważnie w „okrągłe” zdania wypowiadane przez Ojanperä trudno jest oprzeć się jego magnetyzmowi, skrzyżowaniu Andy Warholowskiego mistyka i James Bondowskiego łobuza. Zanim obiad zostanie podany, Ojanperä stuka nożem w swój kieliszek z pinot noir, macha kawałkiem gazety w stronę swoich gości i rzuca parę stwierdzeń. – To jest dawna reklama Nokii. Głosi ona: Opona, której możesz zaufać… z firmy Nokia, – mówi. – Nokia jest wspaniałą firmą z Finlandii, do której dołączyłem w 1990 roku.

W swojej historii produkowała świetne opony samochodowe i równie świetne kalosze. Zebrany tłum jest wyraźnie zmieszany; po chwili niezręcznego śmiechu powraca gwar przy stolikach. Ojanperä jest bliski utraty zainteresowania publiczności, lecz niezrażony kontynuuje: – Od tamtej pory staliśmy się firmą nr 1 w produkcji telefonów komórkowych na świecie, z niemalże 40-procentowym udziałem w rynku i ponad miliardem użytkowników. Obecnie, Nokia produkuje 13 telefonów co sekundę. Więc możecie sobie wyobrazić, ile ich zrobimy podczas waszego posiłku. Te liczby wydają się przemawiać do wyobraźni zebranych gości, którzy ponownie zwracają uwagę na tego ubranego na czarno dziwaka. – Lecz to nie te liczby są istotne – kontynuuje Ojanperä. – Istotne jest to, że świat to tętniące życiem miejsce. My, jako firma jesteśmy obecni w Indiach, Chinach, Afryce, Rosji i Stanach Zjednoczonych. Wyobraźcie sobie młodego chłopaka w Indiach, który dostaje do ręki swój pierwszy telefon: może posłuchać muzyki, zrobić zdjęcie, obejrzeć film lub nawet zrobić film. Na wiele sposobów to – podnosi w górę swój płaski telefon E71 – jest jego pierwszym komputerem, który łączy go z resztą świata po raz pierwszy. Ponieważ zebranie składa się z kierowników wytwórni muzycznych, Ojanperä przechodzi do omówienia usługi Nokia Comes With Music, która oferuje nieograniczone możliwości pobierania ponad 6 milionów utworów (które mogą być przechowywane bez ograniczeń) i której koszt jest wliczony w cenę telefonów Nokii ze średniej i wysokiej półki. – Jeśli będziemy umieli zachęcić ludzi muzyką i konkurować z piratami, wtedy wygramy wojnę. I wierzymy w to, że w ten sposób rewolucjonizujemy sposób korzystania przez ludzi z muzyki. Zebrani rzucają sobie nerwowe spojrzenia. – Nie chodzi tylko o muzykę – dodaje Ojanperä. – Chodzi o płacenie. Ostatnie słowo zawisa w powietrzu… – Chcemy wprowadzić zmianę w sposobie płacenia za muzykę. A Nokia chce nie tylko dokonać rewolucji w obrębie muzyki, lecz śmiem twierdzić, tu, w tym miejscu, że szybko staniemy się największą na świecie siecią mediów rozrywkowych.

Ostatnia uwaga wywołuje uśmieszki przy każdym stole. Ojanperä czeka, aż ostatni chichot umilknie. – Możecie się śmiać i mówić: „O co chodzi? Nokia to przecież firma produkująca telefony komórkowe; nigdy nie wejdzie do przemysłu rozrywkowego.” Nie ma sprawy. Możecie się śmiać. Tak właśnie robili ludzie, gdy oświadczyliśmy, że zamierzamy być największą na świecie firmą produkującą telefony komórkowe – wtedy, gdy produkowaliśmy opony samochodowe i kalosze. W ubiegłym roku Nokia sprzedała 472 miliony telefonów komórkowych, uzyskując 70 miliardów dolarów dochodu i przynosząc 7 miliardów dolarów zysku. Jest 88 największą na świecie firmą pod względem zysków, liczy sobie ponad 1,1 miliarda klientów, sprzedaje swoje produkty w ponad 150 krajach i korzysta z systemu operacyjnego przetłumaczonego na ponad 180 języków. Udział Nokii w światowym rynku telefonów komórkowych jest większy, niż jej trzech następnych konkurentów razem wziętych. Mimo to, gdy proszę dyrektora naczelnego Olli-Pekka Kallasvuo o to, by opisał Nokię, pierwszą rzeczą, którą mówi jest: – Nie jesteśmy firmą produkującą telefony komórkowe. Kontynuując dodaje: – Zaledwie trzy lata temu konkurowaliśmy z Motorolą, Sony Ericssonem i paroma koreańskimi graczami, nawet z Siemensem – opowiada mi w swoim biurze w Espoo, na przedmieściach Helsinek. – Środowisko konkurentów w tej branży na świecie zmieniło się i czasami trudno mi powiedzieć, w jakim przemyśle działamy obecnie i gdzie są granice. Ale proszę pamiętać, że w 2001 roku mówiłem o schowaniu Internetu w kieszeni. I teraz klienci zaczynają sobie zdawać sprawę z tego, że telefon nie służy jedynie do komunikacji za pomocą głosu – tu chodzi o informację. Gdy zacierają się granice, które oddzielają telewizję, komputery i telefony komórkowe, staje się coraz bardziej jasne, że los jakiegokolwiek urządzenia rozstrzygnie się w oparciu o jego zdolność do zbierania i prezentowania informacji na życzenie. I to właśnie telefon komórkowy wyłonił się jako unikatowe urządzenie, najważniejsze obecnie na światowym rynku. Nokii nigdy nie udało się wykorzystać swojej pozycji światowego lidera w sprzedaży telefonów komórkowych, aby osiągnąć podobną pozycję w Stanach Zjednoczonych, gdzie ma zaledwie 7 procent udziałów w rynku.

Przez lata Nokia wydawała się zadowolona obierając za swój cel sprzedaży Europę, Azję i kraje rozwijające się – a nie ma wątpliwości, że potencjał tych regionów jest ogromny. Lecz ukazanie się iPhona z Apple, RIM-ów z BlackBerry, nowego Palm- Pre – w połączeniu ze stale zwiększającym się dostępem do szerokopasmowego Internetu poprzez te urządzenia – zaczęło trząść wygodną grzędą, na której usadowiła się Nokia. iPhone, iTunes i ogromnie popularny App Store (internetowy sklep firmy Apple z aplikacjami dla iPhone’a oraz iPoda Touch), o którym jeden z analityków powiedział, że przyniesie w tym roku 1,2 miliarda dolarów – ustanowiły standard dla tego, co uważa się za doświadczenie mobilnego, dostosowującego się do użytkownika, dostępnego bez przerwy Internetu i zmusiły resztę konkurencji do galopu. Nokia odczuła „ugryzienie” ze strony Apple: w roku 2008 na całym świecie sprzedało się 139 milionów smartphonów, o 14 procent więcej niż w roku poprzednim. Z tej liczby 61 milionów pochodziło od Nokii, a 11,4 miliona zostało sprzedanych przez Apple, dając im odpowiednio 43,7 procent i 8,2 procent rynku. Lecz w pierwszym kwartale roku 2009 udział Nokii w rynku zmalał do 41,2 procent, podczas gdy Apple’a wzrósł do 10,8 procent. Kallasvuo mógł faktycznie mieć wizję tego, jak będzie wyglądała przyszłość stosunkowo wcześnie – Nokia wypuściła telefon, który był w stanie obsługiwać Internet już w 1996 roku – lecz można by się sprzeczać o to, czy jego firma była zadowolona ostro wchodząc w innowacje w kolejnych latach. W 2007 roku ogłoszono wypuszczenie Ovi, konkurenta dla platformy iTunes, lecz praktycznie nie wszedł on na rynek aż do czerwca tego roku. Telefon N97 z ekranem dotykowym, rzucony jako odpowiedź na iPhone’a, spotkał się z dość wstrzemięźliwymi recenzjami, głównie ze względu na to, że opiera się na niezdarnym systemie operacyjnym Symbian (Nokia kupiła Symbiana w 2008 roku). W chwili druku firma wciąż czekała na podpisanie umowy z amerykańskim operatorem. Jednak łatwo byłoby założyć, że ponieważ Apple spisał się najlepiej przy tworzeniu luksusowej platformy cyfrowej (sprzętowej i programowej), która zaspokaja nowoczesne pragnienie na nieprzerwane bycie on-line i treść, przejdzie następnie do podboju świata.

Nokia może i jest wolniejsza i nie tak sexi jak ta, jak ją nazywa Ojanperä „firma owocowa z Cupertino,” lecz ma niewyczerpaną cierpliwość, bardzo daleki zasięg i chęć, by uczyć się od konkurencji. Zapytany o to, jak to jest stawiać czoło Apple, Kallasvuo odpowiada: – Nauczyłem się z tym żyć, ale doceniam też to, co oni zrobili dla branży. Pokazali programistom i wdrożeniowcom, jakie są możliwości biznesowe. W odniesieniu do aplikacji to gra w to, kto przechyli szalę na swoją stronę, a my teraz już mamy sposób na to, aby powstrzymać ich wzrost. Nokia zamierza przechylić szalę na swoją stronę. Wystarczy spojrzeć na ten „sposób”, o którym mówi Kallasvuo: Ovi (po fińsku „drzwi”), centrum dystrybucji muzyki i gier oraz aplikacji w ofercie firmy, które jest jej przeciwwagą dla iTunes i App Store. Ovi jest jak na razie dostępny jedynie nielicznym z klientów Nokii, lecz gdy pojawił się na rynku w maju tego roku, ponad 50 milionów ludzi w 109 krajach natychmiast uzyskało dostęp do 20 000 aplikacji współpracujących z 50 różnymi modelami telefonów (Apple obecnie oferuje ponad 50 000 aplikacji na trzech modelach iPhone’a).

Po uruchomieniu sprzedaży dyrektorzy Nokii stali nad mapą świata, a zielone światełka zapalały się w miejscach, gdzie ludzie zaczynali korzystać z Ovi: baza klientów była tak rozległa, że zobaczyli światła pojawiające się w miejscach, o których myśleli, że znajdują się pod wodą. Firmy działające w obszarze zaawansowanych technologii często mówią o tym, jak ich praca jest w stanie pomóc ludziom wspiąć się po drabinie społecznej. Zbyt często jednak ich produkty są zaprojektowane – i wycenione – z myślą o maleńkim podzbiorze rodzaju ludzkiego. iPhone lub BlackBerry Curve czy PalmPre nie robią zbyt dużo, aby poprawić jakość życia setek milionów użytkowników telefonów komórkowych w Indiach, którzy nie mają dostępu lub środków na plan taryfowy. Nokia zawsze była firmą z przekonaniami. Może chodzi o coś w (lodowatych) wodach socjalno-demokratycznej Finlandii, kraju ojca Ś W I A T otwartego oprogramowania, Linusa Torvaldsa, który stworzył Linuxa. Faktem jest, że Nokia poważnie zainwestowała nie tylko w rozwój i produkcję telefonów, ale także w badanie i analizę zachowań ludzi, którzy ich używają. Nokia wierzy, że istnieją trzy powody, dla których ludzie zaczynają stosować nowe technologie. Pierwszy to przetrwanie, drugi jest towarzyski, a ostatni to rozrywka. Wspólna nić pomiędzy tymi trzema może być z grubsza opisana jako kultura i Nokia włożyła dużo wysiłku, aby osiągnąć głębokie zrozumienie wszystkich kultur, pośród których działa.

35bProwadzi 10 laboratoriów badawczych na całym świecie, każde w oparciu o filozofię Otwartej Innowacji i współpracujące z lokalnym uniwersytetem – Berkley i Stanford w Bay Area, MIT i Cambridge w dwóch Cambridge, jak również ośrodkami w Hollywood, Helsinkach, Nairobi i Pekinie. Analitycy zdobywają wiedzę o tym, jakie są różne ludzkie potrzeby – oraz na co ich stać – poprzez „zanurzenie się” w lokalnym światku, co pozwala objąć i zrozumieć wiele aspektów ludzkiego życia. Tak więc, podczas gdy Apple, RIM i Palm oferują pojedyncze produkty, które są adresowane na elitarny, niszowy rynek, Nokia projektuje urządzenia tak, aby zadowolić każdą kieszeń i każdy apetyt na informację, stając się przy okazji czymś niezbędnym w całej Afryce i Azji. Efektem tych działań jest podział globalnej populacji na cieniutkie warstwy: jej 100-ileś modeli telefonów ma rozpiętość cenową od 10 do 700 dolarów, oferując najbardziej podstawowe funkcje przy niskiej półce aż do pełnego ich bogactwa przy wysokiej. – Dzięki dostarczaniu usług oraz skrojonej na miarę potrzeb i możliwości treści – nawet dla użytkowników z niskiej półki, stajemy się czymś na kształt krwioobiegu – mówi Ojanperä. Gdy spotykam Henry’ego Tirri, głównego analityka Nokii, który nadzoruje jej laboratoria badawczo-rozwojowe, ten wyjaśnia mi, że obecnie jego zespoły pracują nad stworzeniem telefonu, który wyczuwa to, co robi jego użytkownik (niech to będzie na przykład jogging), a następnie wybiera muzykę z osobistej biblioteki plików, tak aby pasowała do tej czynności. Jednym tchem przechodzi do opisu tego, jak jego laboratorium opracowało funkcje, takie jak kompas, który pokazuje muzułmańskim użytkownikom, w której stronie znajduje się Mekka, lub czytaną wersję usługi na wzór Craiglist (największy na świecie darmowy serwis ogłoszeniowy) dla krajów o wysokim poziomie analfabetyzmu. Niedawno, w kwietniu, firma uruchomiła w Indiach program pod nazwą Life Tools. Za 1,30 dolara na miesiąc użytkownicy mogą otrzymywać codziennie informacje z zakresu rolnictwa, edukacji i/lub rozrywki. Oprócz wyników krykieta i plotek z Bollywood, rolnicy dostają aktualną prognozę pogody i bieżące ceny upraw z trzech najbliższych targowisk. Ten pilotowy program został niedawno rozszerzony z jednej indyjskiej prowincji na dziesięć kolejnych, a Nokia jest w trakcie przystosowywania dla potrzeb Afryki i reszty Azji.

Regularne, niewielkie płatności, nawet z małego ułamka dodanych do siebie populacji użytkowników, są w stanie szybko stać się strumieniem dochodów wyrażanym wieloma miliardami dolarów. Jak ujmuje to Nick Jones, czołowy analityk Gartner Group – Indie to miliard ludzi i kraj w dużej mierze rolniczy – jeśli dostaniesz dolara miesięcznie od 200 milionów rolników, to jest to dobry interes. Oczywiście, nie wszyscy oni kupią tę aplikację, lecz trzeba pamiętać, że oferowanie usług jest częścią szerszej wizji Nokii. Wejście na rynek Ovi było dużym krokiem naprzód, powiązanym z wysiłkiem, jaki Nokia podejmuje, aby poznać kulturalny obszar rządzony w tej chwili przez Apple. – Apple odgrywa dominującą rolę w Stanach – przyznaje Tirri. – Lecz w globalnej rozgrywce to zupełnie inny zawodnik. Osobiście, jestem zafascynowany prawem wielkich liczb. Nokia produkuje ponad milion telefonów dziennie, więc gdy opracowujemy jakąś innowację, możemy sprawić, że będzie w rękach ponad 400 milionów ludzi w naprawdę krótkim czasie. Podczas, gdy programiści w Stanach skupiali się dotychczas głównie na Apple, wydaje się to być tylko kwestią czasu, gdy rozmiar możliwości, które oferuje Nokia, stanie się dla nich jasny. – Nokia jest środowiskiem, które oferuje programistom większe możliwości – zauważa Jones z Gartnera. A to stwarza większe możliwości również dla Nokii: – Jeśli jesteś w stanie wyciągnąć choćby tylko kilka dolarów więcej z każdego telefonu – dodaje Jones – to oznacza potężny interes. Ovi to tylko jedno z wielu odgałęzień strategii, która ma na celu ponowne określenie misji i pozycji Nokii. W Trzecim Świecie może to przekładać się na dostarczanie informacji potrzebnych rolnikom; na bogatszych rynkach przekłada się na rozrywkę i media. Ojanperä – jeden z architektów projektu Ovi, który kiedyś prowadził zespół badawczy, a później został szefem ds. strategii – wziął na siebie pokierowanie tymi staraniami. Dwa lata temu przeniósł się z Finlandii do Stanów Zjednoczonych, aby być bliżej najbardziej znanych na świecie twórców treści i mediów. Z siedziby głównej Nokii w Stanach, w burym kompleksie biurowym w White Plains, 30 mil na północ od Manhattanu, po cichu doszedł do współpracy multimedialnej z osobami, takimi jak reżyser filmowy Spike Lee czy twórca „Heroes” Tim Kring. Lecz to współpraca Ojanperä z Davem Stewartem najlepiej ilustruje głębię i skalę ambicji Nokii. Dla większości z nas Stewart kojarzy się z brzydszą połową przebojowego, muzycznego duetu lat 80. Eurythmics.

Firma, taka jak Nokia – spragniona przedstawiciela w świecie pop-kultury – nie mogła lepiej trafić. Na dodatek do pracy z Annie Lennox (która zaowocowała ponad 75 milionami sprzedanych płyt), Stewart jest posiadaczem czarnej karty członkowskiej lobby Cannes/Davos/TED. Nagrywał przeboje z Mickiem Jaggerem, Tomem Pattym, No Doubt, Celine Dion i innymi znakomitościami (w sumie sprzedając ponad 100 milionów albumów). Od dawna jest przyjacielem współzałożyciela Microsoftu, Paula Allena (był on drużbą na ślubie Stewarta, który celebrował Deepak Chopra, a śpiewakami weselnymi byli Bono i Elton John). Pokazuje się z enfant terrible świata sztuki, Damienem Hirstem. (– Damian miał taki pomysł na dzieło, w którym zamierzał usunąć chirurgicznie swoje dłonie, a potem, no wiesz, przyszyć je z powrotem – mówi Stewart. – To było wariactwo, ale był gotów iść na całość. Znaleźliśmy jednego doktora w Meksyku, który zgodził się to zrobić, ale na szczęście w końcu zrezygnował.). W wolnym czasie Stewart prowadzi także firmę konsultingową z Choprą o nazwie DeepStew i jest dyrektorem kreatywnym amerykańskiego oddziału międzynarodowej agencji reklamowej Law Firm. W zeszłym roku otrzymał osobiste podziękowania od prezydenta Baraka Obamy za „American Prayer”, piosenkę, którą napisał z Bono i wykreował na film wideo pełen różnych sław lansujący Obamę. Spotkałem Stewarta pewnego popołudnia, we wrześniu zeszłego roku, w Morisson Hotel Gallery w Nowym Jorku na Bowery, w tym, co kiedyś było znane jako rockowy klub CBGB.

Gdy przychodzę, pomaga właśnie zawieszać kolekcję swoich zdjęć na wystawę, która ma się odbyć wieczorem następnego dnia. Rozwija odbitkę wykonanego przez siebie portretu francuskiej pierwszej damy Carli Bruni. Jest skąpana w słońcu, z rękami złożonymi jak do modlitwy i ręcznie skręconym papierosem w ustach. Mogłaby nosić tytuł „Madonna i skręt”. – Pracuję z nią nad albumem – mówi Stewart, który w lipcu wystąpił z Bruni w Radio City z okazji 91. urodzin Nelsona Mandeli. (W 2003 roku Stewart zorganizował „Koncert 46664” w Kapsztadzie, aby pomóc Mandeli podnieść wśród ludzi świadomość związaną z AIDS w Afryce i powołał do życia telefoniczną kampanię z datkami nawiązującą do numeru więziennego Mandeli.) Zadaniem Stewarta w Nokii jest nawiązywanie kontaktów pomiędzy firmą a ludźmi z talentem i nowymi pomysłami. Nie będąc pracownikiem etatowym, ma swój oficjalny tytuł: przedstawiciel ds. zmian. Stewart i Ojanperä byli sobie przedstawieni na Pokazach Elektroniki Użytkowej w Las Vegas, w 2006 roku i Ojanperä urzekł nieortodoksyjny styl bycia Stewarta. – Odkryliśmy obaj mocne, wzajemne zrozumienie dla idei tego, że telefon komórkowy to tak naprawdę tylko pusta skorupa – mówi Stewart. „I zgodziliśmy się również, że to zawartość jest ziarnem.” Tych dwóch spotkało się następnego dnia na śniadaniu i od tamtej pory nie minął nawet jeden dzień, kiedy by nie byli ze sobą w kontakcie. Tego lata, podczas dorocznego korporacyjnego spotkania Nokii w Helsinkach, Ojanperä zabrał Stewarta ze sobą. – Zapraszamy może 150 osób – mówi dyrektor generalny Kallasvuo. – Zwykle są to mężczyźni w ciemnych garniturach.

A tu Tero wchodzi z facetem w białym garniturze. Zapytałem wtedy: „Kto to jest?” Stewart także wprowadził Ojanperä do swojego wewnętrznego kręgu. – Zabrałem Tero na spotkanie z Bono do jego domu na południu Francji – mówi Stewart. Nie trudno wyobrazić sobie Ojanperä w Chateau Bono, dyskutującego o tym, jak Nokia wykorzystuje technologie do tego, by pomóc podnieść się ludziom z biedy, lub wyobrazić sobie Bono dostrzegającego powab współpracy z Nokią. – Tero myśli w 3D przez cały czas – mówi Stewart. – Jest bardzo kontemplacyjnym typem, a to jest coś, co pociąga Bono. Misją Ojanperä i Stewarta było namówić Bono i U2 do wypuszczenia ostatniego albumu zespołu za pośrednictwem Ovi – plan ten jednak nigdy nie wszedł w życie. Niemniej ta wizyta podkreśla podejście Nokii do rozbudowywania tej części swojej działalności. Tam, gdzie Apple oddaje głos technologii (i potencjalnym zyskom), jak wtedy, gdy chodziło o podpisanie przez zdesperowane wytwórnie płytowe kontraktu z iTunes, lub zachęcenie twórców aplikacji do sprzedaży ich produktów poprzez App Store, Nokia widzi to jako proces przede wszystkim związany z budowaniem relacji z pojedynczymi jednostkami. Jak ujmuje to Stewart – Może to tak właśnie wygląda w związku z socjaldemokratyczną filozofią Finów lub może to po prostu ich humanistyczne podejście, ale Nokia faktycznie troszczy się o artystów. Dość niepoważnie pytam Stewarta o to, czy jego doświadczenie z Ojanperä nie jest mniej fascynujące, niż spędzanie czasu z kumplami, takimi jak Bono. – O nie, nie, nie. Możemy rozmawiać godzinami – odpowiada. – On jest osobą, która potrafi zrozumieć obydwa światy – kreatywności i technologii i tę rozległą, ogromną sieć połączeń między nimi oraz to, jak one są w stanie spotkać się ze sobą. To tak, jakby widział dwa wielkie statki unoszące się w przestrzeni, a jednocześnie poruszające się z prędkością setek mil na godzinę; z pomocą Nokii może doprowadzić do ich spotkania i połączenia.

To, jak skutecznie Ojanperä jest w stanie połączyć kreatywność i technologię, może być najważniejszą kwestią dla Nokii w przyszłości. Lecz nikt nie może mu zarzucić ociągania się przy podejmowaniu decyzji. On i Stewart zaszli już tak daleko, że nawet stworzyli z niczego coś, co – mają nadzieję – stanie się globalnym wielokulturowym wydarzeniem muzyki pop. Stewart siedzi na sofie w swoim studio nagraniowym w Hollywood z piosenkarką, która nazywa się Cindy Gomez. Początkowo występowała ze Stewartem i jego 30-osobową orkiestrą, lecz jej życie zmieniło się w momencie, gdy Ojanperä skontaktował dyrektora ds. gier w Nokii, Marka Ollila ze Stewartem. – Mieliśmy pomysł na grę taneczną, lecz nie mieliśmy do niego jakiejś faktycznej treści, która by ją napędzała – mówi Ollila. – Wiedzieliśmy tylko, że chcemy, aby było to połączenie muzyki i gry oraz dostępne wyłącznie poprzez telefony komórkowe. Stewart zasugerował, aby Nokia zbudowała grę wokół Gomez. – Dave tak szybko to złapał – mówi Ollila. – Zobaczył jasno i wyraźnie, że ona może być gwiazdą, a zarazem użyć tej gry jako platformy do wypromowania siebie jako artystki. Gdy wpadam z wizytą, Stewart i Gomez właśnie nagrywają trzeci z pięciu muzycznych podkładów do gry ostatecznie nazwanej „Dance Fabulous”. W następnym tygodniu Gomez, która jak się okazało śpiewa w ośmiu językach – wliczając w to kantoński, hindi i mandaryński – udaje się do Berlina, aby zająć się pracą nad „przechwytywaniem ruchu”, które zamieni jej (wspaniałą) cielesność w avatara (postać w wirtualnym świecie), który będzie osią gry. – Nie jestem pewien czy bylibyśmy w stanie ją po prostu wymyślić – mówi Ollila. Zanim „Dance Fabulous” trafiła na rynek w czerwcu tego roku – na jakieś 40 milionów telefonów Nokii – Stewart, który jest meneżerem Gomez, podpisał umowę ze swoim dawnym przyjacielem Jimmy Iovine z Universala. Piosenki z gry są obecnie sprzedawane poprzez internetowy sklep muzyczny Nokii (Nokia Music Store – witryna internetowa Nokii, gdzie można kupić pojedyncze piosenki), a także poprzez abonamentową usługę Comes With Music.

Gomez załapała się również na pięciotygodniową europejską trasę koncertową – wspieraną przez Nokię – w salach w Helsinkach, Paryżu i Rzymie, a także zagrała dla 65 000 ludzi w Wiedniu, na koncercie pod nazwą Life Ball, z którego dochody były przeznaczone na cele walki z AIDS. – Niewiele ponad rok temu sprzedawałam meble w Toronto – mówi Gomez. – W tej chwili jestem pierwszą artystką, która debiutuje w grze, gdzie jednocześnie jestem taką jedną zwariowaną postacią. Po Life Ball Stewart i Gomez polecieli do Cannes, aby wziąć udział w festiwalu filmowym i spędzić kilka dni na „Octopus” – łodzi Paula Allena. – Skończyło się na tym, że występowaliśmy tam dla wszystkich – mówi Stewart – Quentina Tarantino, Juliette Binoche, Micka Jaggera. To było niezłe wariactwo. Na początku czerwca Stewart siedzi na pokładzie swojego prywatnego odrzutowca w Londynie w drodze na koncert w Yorkshire. Tydzień wcześniej był w studio razem z Mickiem Jaggerem, piosenkarką Joss Stone, kompozytorem muzyki do „Slumdog” A.R. Rahmanem i latoroślą reggae – Damianem Marleyem, aby nic nie mówiąc nikomu, popracować nad supergrupą, którą tworzy (zresztą to nie pierwsza taka supergrupa w przypadku Stewarta: The Travelling Wilburys powstali w jego ogrodzie, gdy gościł u siebie Boba Dylana i George’a Harrisona). Szczegóły w dalszym ciągu wymagają dopracowania, lecz jeśli plan się powiedzie, Nokia i najwięksi operatorzy komórkowi będą partnerami w zaprezentowaniu światu tego zespołu. Przed odlotem Stewart wspomina o jeszcze jednym projekcie, nad którym pracuje. – Napisałem opowiadanie o indyjskim chłopcu, który znajduje telefon Nokii i zaczyna grać w grę „Dance Fabulous” – mówi. – Jest całkiem niezły, ale także dość biedny. Namawia swoją rodzinę do tego, by pojechać do Bombaju na wielki turniej tańca. Jest tam postać grana przez Cindy, która ma być gospodarzem programu i z tego będzie historia miłosna, jak w „Slumdog”. Tak czy inaczej sprzedałem ten pomysł i to ma być film pod tytułem „Street Dancing”, a A.R. Rahman weźmie piosenki, które napisałem z Cindy i zremiksuje je w stylu Bollywood. Nieźle, nie?

35aKilka dni później siadam z Ojanperä w sali konferencyjnej w White Plains. Wspominam jego przemowę w hotelu Greenwich i to, jak brzmiała wtedy, gdy kierownicy wytwórni wydawali się być tak sceptyczni wobec tego, co wówczas mówił. Dyskutujemy o współpracy z Universalem nad „Dance Fabulous” i o tym, że Nokia pozwala Stewartowi i Gomez sprzedawać ich muzykę na tyle różnych sposobów. Sugeruję, że inna firma mogłaby chcieć ograniczyć prawa do takiego projektu. Ojanperä przypomina mi, co powiedział tamtego wieczoru przy kolacji: – Myślę, że ludzie czują się lepiej, gdy pracują wspólnie i dzielą swoją twórczością. (– Powód, dla którego tak dobrze dogaduję się z Nokią, jest taki, że tak jak ja, oni również są otwartą treścią – zauważa Stewart.) – W Europie – mówi Ojanperä – dobiliśmy targu w kwestii licencji ze wszystkimi wielkimi. Nasz plan to zmienić cały ten rynek oraz to, jak wygląda dystrybucja muzyki i myślę, że to będzie lepsza perspektywa dla wszystkich. Mówi mi także, że podczas, gdy jego ambicją w stosunku do Nokii jest, by stała się największą światową bazą na potrzeby rozrywki, to jest to jedynie część jeszcze większej ambicji – bycia największą siecią na świecie – i kropka. Ponad rozrywką Nokia widzi w swojej bazie, liczącej ponad miliard osób, okazję do włączenia się w każdy rodzaj handlowej wymiany.

Jednym z przykładów, który jest obecnie testowany w laboratoriach Nokii jest oprogramowanie, które rozpoznaje zdjęcia zrobione aparatem telefonu komórkowego; obraz taki jest swego rodzaju wizualnym kodem kreskowym, który następnie łączy użytkownika z listą informacji dostępnych przez Internet – dajmy na to – jaka jest najlepsza cena na parę butów Nike Air Force One, recenzją filmu lub numerem telefonu do rezerwacji w restauracji na wieży Eiffla. – Z naszą technologią „wskaż i znajdź” i usługami nawigacyjnymi jesteśmy zasadniczo w stanie zmienić świat w galerię, w której użytkownicy mogą robić porównania różnych ofert, znaleźć najlepszą cenę, a następnie złożyć zamówienie za pośrednictwem Internetu. Potrzebna technologia jest już dostępna – mówi Ojanperä. – Chcemy być częścią nowego łańcucha wartości, a na końcu chciałbym zarobić procent z każdej transakcji na świecie, która odbywa się za pomocą naszego telefonu. To wydaje się być jeszcze dość odległa przyszłość, jeśli chodzi o Nokię.

Pracujący dla Apple ludzie pokazali, że „schowanie Internetu do kieszeni” w przypadku klientów z najwyższej półki może być niezmiernie lukratywną opcją. Lecz nawet przy wszystkich sukcesach Nokii w dolnych i środkowych warstwach rynku – i wszystkich dobrze ze sobą powiązanych wysiłkach Ojanperä – fińską firmę ciągle jeszcze czeka dużo pracy, zanim stanie się liderem, lub nawet tylko pretendentem w wybrednych umysłach amerykańskiej technoelity. – Nokia ciągle jeszcze nie wprowadziła identyfikacji z marką w rodzaju „Jestem użytkownikiem Nokii”, który mógłby się mierzyć z marką „Jestem użytkownikiem Apple” – mówi Jones, analityk Gartnera. – Nokia jest silniejsza w rozwiązaniach technologicznych, niż w oddziaływaniu na emocje, a one powinny iść ze sobą w parze. Jednak, jak ciągnie Jones, na dłuższą metę to nie będzie miało takiego znaczenia. – Spójrzmy na rzeczywistość: tu nie chodzi o ludzi z górnej półki. Rzeczywistość to ludzie środka i jeśli spojrzeć na liczby – Nokia jest właścicielem tego świata. Może nie zaznaczają się tak w świadomości użytkowników, ale z pewnością mają wiele do powiedzenia. – To gra o długiej perspektywie czasowej – kontynuuje Jones. – Zmienili całą strukturę organizacyjną firmy. Myślę, że są w stanie dopiąć swego. – W kategoriach biznesowych nie wierzę w rewolucję – mówi dyrektor Kallasvuo. Mówi o „ewolucji” Nokii w stronę bycia dostawcą treści: – Myślimy teraz o sobie jako o firmie urządzeń i usług, która jest głęboko zaangażowana w media, muzykę, gry i nawigację. Jednak to ciągle nie oznacza, że rewolucja nie jest w stanie w końcu przynieść czegoś zupełnie innego. Jak Kallasvuo mówi o Ojanperä: – Tero każdego dnia zaczyna coraz bardziej przypominać Dave’a Stewarta.

Tłum. Tomasz Siobowicz, tekst: Marek Borden

admin

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *