Od odpadów do i-padów i odwrotnie – o recyklingu słów kilka

odpady

Według encyklopedii odpady to wszystkie nieprzydatne przedmioty i substancje, których posiadacz pozbywa się, zamierza pozbyć się lub do ich pozbycia się jest obowiązany. Ta krótka encyklopedyczna definicja, zawiera przynajmniej 2 punkty sporne – mowa po pierwsze o nieprzydatności przedmiotów, a po drugie o ich pozbywaniu się. A ponieważ każdy mieszkaniec Polski wytwarza w ciągu roku 300 kg śmieci, co w skali kraju daje rocznie ok. 12 mln ton odpadów, punkty te zaczynają się niebezpiecznie mnożyć.

Krótka historia segregacji odpadów

Śmieci pojawiły się na naszej planecie wraz z… człowiekiem, który dostosowując zastany świat do swoich potrzeb, zaczął go upiększać, ale również zanieczyszczać i niszczyć. A im bardziej był w swojej działalności aktywny, tym więcej odpadów zostawiał. W końcu nabrudził tak bardzo, że zaczął ten bałagan zauważać.

Oczywiście, kiedy człowiek prowadził jeszcze koczowniczy tryb życia, nie bardzo się wytworzonym przez siebie śmietniskiem przejmował – opuszczał po prostu miejsce pełne odpadów i przenosił się dalej. Były to zresztą głównie odpady naturalne, które szybko rozkładały się i nie stanowiły zagrożenia dla środowiska. Problem zaczął krystalizować się wraz z rozwojem osad i wiosek, a później miast. Śmieci zazwyczaj wyrzucano za… dom i przykrywano ziemią, albo zwyczajnie,  pozostawiano na ulicy. W efekcie na terenach, gdzie osiedlił się człowiek zaobserwowano wzrost poziomu gruntów – w przypadku Troi poziom ten podnosił się o 1 m w ciągu 100 lat. W 320 r. p.n.e. w Atenach wydano rozporządzenie zakazujące zasypywania ulic odpadami i jednocześnie nakazujące ich zakopywanie lub wywożenie poza miasto do specjalnie przygotowanych do tego składowisk. W III w. n.e. Rzymianie utworzyli pierwsze służby odpowiedzialne za oczyszczanie miasta.  Jednak zwyczaj wyrzucania śmieci na ulicę zakorzenił się tak bardzo, że przetrwał także w okresie średniowiecza. Rolę „sprzątaczy” pełniły wówczas zwierzęta, głównie świnie, a także ptaki, które zjadały większość z odpadków. Doprowadziło to oczywiście do wzrostu populacji myszy i szczurów w miastach, a w konsekwencji do gwałtownego rozprzestrzeniania się chorób. Taki stan trwał właściwie w Europie do XIX w. Mieszczańskie kamienice, ale i dwory, pałace, czy wystawne rezydencje, najpewniej otaczało wszechobecne śmietnisko, bo pierwszy kosz na śmieci pojawił się dopiero w 1883 roku we Francji.

Tymczasem w Japonii już w XI w. powtórnie wykorzystywano zużyty papier oraz odpady przy produkcji różnego rodzaju broni i amunicji. Praktyka ta stanowiła początki recyklingu, który do Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych Ameryki dotarł dopiero w wieku XIX, wraz z rozwojem przemysłu. Na wysypiska zaczęło trafiać wtedy coraz więcej różnego rodzaju odpadów, zapełniały je także kolejne wynalazki – w 1810 r. opatentowano pierwsze metalowe puszki, a od 1869 r. zaczęto wykorzystywać opakowania z tworzyw sztucznych. Odkryto wówczas, że niektóre z odpadów  można powtórnie wykorzystać. Pierwsze centrum recyklingu powstało w Nowym Jorku w 1895 r., jego pomysłodawcą był pułkownik George E. Waring, zwany „apostołem czystości”. Z czasem jego pomysł zaczęto powielać i rozwijać na całym świecie, jednak z przetwarzaniem odpadów na szeroką skalę poczekano aż do lat 70-tych XX wieku. Tyle czasu potrzebowano bowiem na regulacje prawne i edukacje społeczeństwa, a i tak działania te zaczęły przynosić rzeczywiste efekty dopiero 20 lat później.

Na pierwszą połowę lat 90-tych XX wieku przypadają także początki segregacji śmieci w Polsce. Jednym z pierwszych miast, w którym pojawiły się pojemniki do selektywnej zbiórki odpadów, była Warszawa. Stanęły one w 1994 r., ale dopiero w 2006 r. wprowadzono obowiązek segregowania śmieci przez mieszkańców stolicy. Dziś obowiązkowi temu podlegają wszyscy, na mocy tzw. ustawy śmieciowej.

Recykling w liczbach

Śmieci, czyli właściwie co? Pytanie to oddaje istotę recyklingu, bowiem to od rodzaju problemu, który stanowią, zależy ich klasyfikacja. W związku z tym odpady dzieli się na wiele różnych grup i podgrup, w zależności od ich pochodzenia, możliwości przetworzenia, utylizacji, bezpieczeństwa dla środowiska itd.  Można by tym z pewnością zapełnić tysiące stron papieru, ale nie o wytwarzanie kolejnych makulaturowych śmieci nam idzie. Ogólnie i najprościej odpady klasyfikuje się jako przemysłowe (wygenerowane przez przemysł) i komunalne (wygenerowane w wyniku pozaprzemysłowej działalności człowieka, czyli po prostu „w domu”). Te pierwsze zawierają na ogół szeroką grupę odpadów niebezpiecznych, te drugie dzieli się zaś na bioodpady (odpady organiczne, a zatem biodegradowalne), szkło, papier, metale oraz także odpady niebezpieczne.

Ilość odpadów w Polsce i w Europie

Jak wynika ze statystyk prowadzonych przez Główny Urząd Statystyczny w roku 2011 liczba wytworzonych odpadów pozakomunalnych w Polsce wyniosła 123,5 mln tony (zanotowano wzrost względem roku poprzedniego o 10 mln ton czyli 8,5 %). Najwięcej odpadów powstało w wyniku oczyszczania kopalin oraz z flotacyjnego wzbogacania rud metali nieżelaznych. Aż 72% odpadów niekomunalnych poddano w roku 2011 procesowi odzysku, a kolejne 25% zostało unieszkodliwione. W tym samym roku Polacy wytworzyli około12 mln ton śmieci komunalnych. W związku z tym, średnio każdy mieszkaniec naszego kraju produkuje ok. 315 kg śmieci rocznie. Dla porównania wszystkie odpady wytworzone przez mieszkańców Unii Europejskiej ważą 218,5 mln ton, z czego 36 mln generują Niemcy, Brytyjczycy 30 mln,  Hiszpanie 23 mln, Grecy 5,1 mln.

Miliony ton śmieci rocznie, a mimo to spokojnie egzystujemy. Dzieje się tak tylko dlatego, że odpady poddawane są recyklingowi. Zasadą działania recyklingu jest maksymalizacja ponownego wykorzystania tych samych materiałów, z uwzględnieniem minimalizacji nakładów na ich przetworzenie, przez co chronione są surowce naturalne, które służą do ich wytworzenia oraz surowce służące do ich późniejszego przetworzenia. Recykling odbywa się w dwóch obszarach: produkowania dóbr oraz późniejszego powstawania z nich odpadów.

W 2011 r. w Polsce recyklingowi poddano 41,3 % odpadów. Dla porównania, poziom recyklingu odpadów w Unii Europejskiej wyniósł 63,3%, z czego najwyższy poziom odnotowano w Belgii (80%), następnie w Niemczech 72,7%, w Wielkiej Brytanii 68%,  w Hiszpanii 61%, w Grecji 58%. Daleko nam więc do najlepszych, ale przecież nie jest tak, że nic się w tej kwestii w Polsce nie dzieje. Być może w 2013 roku odsetek recyklingu będzie większy, choćby za sprawą wprowadzonej tzw. ustawy śmieciowej, może wesprze ten proces polska myśl techniczna. Bo niewątpliwie wiele się dzieje w tym kierunku.

Recykling w nauce

Fotokatalizator z PAN-u

Szczególnie ważny ze względu na ochronę środowiska jest recykling odpadów przemysłowych. Nad ciekawym rozwiązaniem pracują na przykład naukowcy z Instytutu Chemii Fizycznej Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. Chodzi mianowicie o opracowanie substancji, która umożliwi ponowne wykorzystanie wody, zanieczyszczonej związkami organicznymi z odpadów przemysłowych. Doświadczenia przeprowadzone w Instytucie udowadniają, że substancje te można z powodzeniem przekształcać w użyteczne związki chemiczne i paliwo. Ten recykling możliwy jest dzięki odpowiednio dobranym fotokatalizatorom. Oczyszczenie wody nie wymaga specjalistycznych instalacji – reakcje zachodzą przy dobrym nasłonecznieniu, w temperaturze ok. 30 stopni Celsjusza i w zwykłym ciśnieniu atmosferycznym, a więc w warunkach występujących naturalnie przez cały rok w wielu krajach równikowych. Badane w IChF PAN fotokatalizatory to substancje stałe, których podstawą jest dwutlenek tytanu TiO2. Katalizowana reakcja zachodzi w cieczy zawierającej zanieczyszczenia organiczne. Po zakończeniu reakcji katalizator można odseparować niemal bez strat i użyć ponownie.

– Moja praca przypomina trochę alchemię. Biorę „magiczny” proszek, wsypuję do brudnej wody, mieszam i wystawiam na słońce. Po paru godzinach mam czystą wodę plus substancje, z których można robić użyteczne rzeczy, na przykład leki – mówi autor badań dr inż. Juan Carlos Colmenares z IChF PAN.

Za pomocą fotokatalizy z udziałem dwutlenku tytanu badaczom udało się już wyprodukować kwasy karboksylowe, stosowane m.in. w farmacji i przemyśle spożywczym. Możliwe jest również spreparowanie fotokatalizatora w taki sposób, aby reakcja dobiegała do końca i powstawały substancje o najprostszej budowie, jak wodór czy dwutlenek węgla. Ostatni związek nie jest pożądany i wymagałyby zagospodarowania, wodór ma jednak doskonałe perspektywy jako paliwo przyszłości.

Badania nad fotochemiczną degradacją zanieczyszczeń były prowadzone na świecie już w końcu lat 60. ubiegłego wieku. W wyniku intensywnego naświetlania promieniowaniem ultrafioletowym otrzymywano wtedy substancje chemiczne o prostej budowie. Obecne badania są bardzo obiecujące, ale dr Colmenares zastrzega, że zanim nowa technologia będzie mogła się upowszechnić, trzeba przeprowadzić jeszcze wiele testów i badań.

Reaktor mikrofalowy walczy z azbestem

Choć w latach 60. XX wieku azbest stosowany był w polskim budownictwie na szeroką skalę, dwadzieścia lat później uznano go za materiał rakotwórczy. Był bowiem źródłem niebezpiecznych włókien, których wdychanie i gromadzenie się w płucach powodowało poważne choroby układu oddechowego, w tym nowotwory. Dziś usuwanie materiałów z azbestem wynika z unormowań unijnych. Zgodnie z dyrektywą UE Polska ma na to czas do 2032 r. Dzięki programowi Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska oraz funduszy wojewódzkich, od 2011 roku udało się usunąć w kraju już ponad 84 tys. ton azbestu. Według szacunków funduszu, w Polsce może zalegać jeszcze 15 mln ton materiałów zawierających ten materiał.

Do skutecznej utylizacji azbestu bez wątpienia przyczyniło się nowatorskie i unikalne na skalę światową rozwiązanie technologiczne pod nazwą MTT (Microwave Thermal Treatment). Opracowała je i wdrożyła polska firma ATON-HT S.A. Pozwala ono na unieszkodliwianie szerokiej gamy odpadów niebezpiecznych, w tym odpadów zawierających włókna azbestowe głównie w postaci materiału azbestowo – cementowego. Proces ten odbywa się w reaktorze mikrofalowym ATON 200.
W metodzie tej odpady zawierające azbest, po wstępnym skruszeniu w kruszarce są mieszane z substancją wspomagającą i wprowadzane do komory reaktora mikrofalowego. W wyniku nagrzewania tej mieszaniny do temperatury, około 1100°C. włókna azbestowe ulegają rozpadowi. Azbest traci swoją włóknistą strukturę i powstały w ten sposób materiał traci swoje szkodliwe właściwości. Cechą charakterystyczną opracowanej metody jest nagrzewanie odpadów azbestowych za pomocą skoncentrowanego pola mikrofalowego, które wnikając głęboko w materiał ogrzewa jednocześnie całą jego objętość. Technologia ta jest w pełni bezodpadowa, a powstały w jej wyniku produkt pod handlową nazwą ATONIT jest bardzo dobrym dodatkiem do betonów, do produkcji kostek betonowych, w technologiach budowy dróg itp. Warto tu podkreślić, że ATONIT posiada wymagane aprobaty Instytutu Techniki Budowlanej, Instytutu Higieny Pracy oraz Państwowego Zakładu Higieny. Proponowane rozwiązanie umożliwia budowę reaktorów, w których unieszkodliwiać można w bardzo wysokich temperaturach nie tylko azbest, ale szeroką gamę niebezpiecznych odpadów  (biologicznych, uciążliwych zapachów, tworzyw sztucznych, zanieczyszczeń ropopochodnych). Praca tych urządzeń nie stanowi zagrożenia dla środowiska naturalnego i co równie ważne – koszt eksploatacji jest mniejszy od kosztów eksploatacji znanych urządzeń i instalacji.

 

Recykling w praktyce

O zaletach recyklingu  napisano już wiele i kwestia ta nie budzi wątpliwości. Ale i tak warto  powiedzieć jeszcze, że przetworzenie jednego komputera pozwala na zaoszczędzenie 5,6 kg CO2, przetworzony telefon komórkowy daje oszczędność 1,7 kg CO2, jeden metr kabla to oszczędność 2,0 kg CO2. A ponieważ szacuje się, że na świecie każdego roku 20 do 50 milionów ton sprzętu elektrycznego i elektronicznego zamienia się w odpady, o praktykach związanych z tzw. e-odpadami warto jeszcze opowiedzieć.  Recykling e-odpadów jest trochę inny, bo mimo że uważa się go za opłacalny, nie wszyscy chcą to robić u siebie.

Problem e-śmieci

W 1990 r. w Stanach Zjednoczonych wycofano z użytku sprzęt o masie 250 tys. ton. Dziesięć lat później było to już 1,2 mln ton, a w 2010 r. – 2,4 mln ton, przy czym najwięcej ważyły telewizory (1,1 mln ton), monitory (0,6 mln ton) i pecety (0,4 mln t). W 2010 r. – jak wynika z danych zebranych przez amerykańską Agencję Ochrony Środowiska – Amerykanie kupili 52 mln komputerów osobistych, 28,5 mln telewizorów i 152 mln telefonów komórkowych. W 2020 r. liczba sprzedanych komputerów ma w USA przekroczyć 90 mln. Cały ten sprzęt zawiera w sobie wiele cennych pierwiastków. Jakch?
Według wyliczeń pochodzących z najnowszego raportu przygotowanego przez naukowców z międzynarodowego programu StEP (ang. Solving the E-Waste Problem) realizowanego wspólnie przez kilkadziesiąt uczelni, globalnych firm i agend ONZ, do produkcji komputerów, monitorów, telefonów komórkowych, tabletów i innych elektronicznych gadżetów zużyto w 2011 r. około 320 kg złota i 7500 kg srebra wartych łącznie ponad 21 mld dolarów. Ale to nie wszystko – jest tam również: platyna, pallad, rod, ruten, iryd, ind, selen, gal, tantal i kilkanaście innych. Odzysk tych surowców to zaledwie 15%, ale i tak w jednej tonie zużytego sprzętu elektronicznego znajduje się tyle cennych pierwiastków, ile w 40-50 tonach średnio bogatej rudy.

Większość zużytego sprzętu dociera w końcu do Azji. Tu odbywa się prymitywny recykling, groźny dla ludzi i środowiska. Aż około 70% e-odpadów  generowanych na świecie trafia do Chin. Trudno oczywiście spodziewać się tam europejskich standardów, ale decydują zdecydowanie niższe niż w Europie czy Stanach, koszty. Istotą problemu jest to, że recykling e-odpadów musi być w dużym stopniu przeprowadzany manualnie, gdyż tylko człowiek jest w stanie dokładnie i efektywnie je posortować. Na przykład płytka z obwodem drukowanym zawiera 16% miedzi, 4% cyny, około 3% żelaza i ferrytu oraz 2% niklu i odrobinę srebra. To wystarczająca motywacja, aby oddzielić ją od elementów, które nie są tyle warte.

Recykling e-odpadów to jednocześnie rynek pracy dla wielu tysięcy Chińczyków, ale nikt o nich nie dba i nie martwi się na przykład o to, czy pracownicy rozbierają sprzęt elektroniczny w rękawiczkach. Dlatego w ich krwi znajduje się do 200 razy więcej eterów dwufenylowych niż przewiduje norma. Również noworodki w regionach prowadzących intensywny recykling e-odpadów, narażone są na dwukrotnie wyższe dzienne spożycie dioksyn, niż ma to miejsce w innych regionach. Znacznie wzrosło także stężenie ołowiu we krwi dzieci w wieku 1-6 lat. Składowanie, sortowanie i przetwarzanie zużytego sprzętu elektronicznego odbywa się tu bez żadnych zabezpieczeń przed działaniem czynników atmosferycznych. Substancje takie jak  difenyle, dioksyny, metale ciężkie oraz trwałe związki chlorowcowane przenikają nie tylko do ludzkiego krwiobiegu, ale także do gleby, powietrza czy wody c Niektóre tereny są już na tyle skażone, że nie ma na nich możliwości hodowli trzody chlewnej czy bydła przez wiele lat.

Zautomatyzowanie procesów w tej dziedzinie jest więc nie lada wyzwaniem. Jedyny sposób to zaprojektowanie i zbudowanie maszyn i robotów, które potrafiłyby przerobić setki tysięcy ton elektrośmieci rocznie.

Mrzonki? Wcale nie. Jeden z pierwszych takich zakładów otwarto niedawno pod Eindhoven w Holandii. Zbudowała go firma Sims Recycling Solutions, a większość sprzętu zaprojektowano w norweskiej firmie Titech. W zakładzie dominują naprawdę nowatorskie rozwiązania. Jeden z jej automatów o nazwie X-tract prześwietla promieniami rentgenowskimi tradycyjne telewizory i monitory komputerowe. Składają się one z dwóch rodzajów szkła: ekranowego i kineskopowego. Pierwsze nie zawiera ołowiu, drugie ma go mnóstwo. Trzeba je więc rozdzielić, by osobno poddać recyklingowi. Robot dokonuje tego, określając gęstość atomów w obu rodzajach szkła.

Z kolei do oddzielania miedzi od pozostałego e-złomu wykorzystuje się technologię zwaną fluorescencją rentgenowską. Robot prześwietla złom strumieniem fotonów wzbudzając w nim emisję promieniowania rentgenowskiego, czyli właśnie fluorescencji, która z kolei jest rejestrowana przez specjalny spektrometr. Ten na podstawie pomiaru określa skład pierwiastkowy materiału, łatwo identyfikując miedziane elementy.

Kolejną nowinką jest automat, który ogląda świat wyłącznie w podczerwieni. Jego zadaniem jest oddzielenie plastiku, nadającego się do dalszego recyklingu od tego, który ze względu na dużą zawartość szkodliwych substancji może być już tylko spalony. Z kolei obwody drukowane zawierają wiele metali szlachetnych i strategicznych. Ta zdobycz wędruje potem do specjalnych pieców, w których zostaje poddana rafinacji, w wyniku czego wytrącają się cenne pierwiastki, ze złotem na czele.

Ponadto w holenderskim zakładzie znajduje się także maszyna, wyławiająca z rozdrobnionego sprzętu metale nieżelazne, takie jak miedź, czy aluminium. Działa ona w ten sposób, że wzbudza w metalach prąd wirowy za pomocą zmiennego pola magnetycznego, a następnie oddziela je od reszty złomu.

Naukowcy nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa i projektują już kolejne, bardziej zaawansowane wersje robotów do e-recyklingu, szczególnie do przetwarzania obwodów drukowanych – cennych, lecz toksycznych.

Produkcja sprzętu elektronicznego w XXI roku będzie gwałtowanie rosła, gwałtowanie też będzie przybywać e-odpadów. Dlatego tego typu badania i inwestycje są konieczne.
Recykling w inicjatywach społecznych

Śląski Klaster Gospodarki Odpadami

Wychodząc z inicjatywą wykorzystania śmieci jako źródła pozyskiwania energii w regionie, w lipcu 2013 r., powołano w Katowicach Śląski Klaster Gospodarki Odpadami. W skład klastra wchodzi około 20 przedsiębiorstw związanych z tą branżą, a także uczelnie wyższe i instytucje związane z ochroną środowiska. Inicjatywa ta daje większe możliwości w zakresie realizacji projektów, dotyczących energetycznego wykorzystania odpadów i ścieków. Projekty finansowane są m.in. z unijnego programu operacyjnego „Infrastruktura i Środowisko”. Ich łączna wartość przekracza 737 mln złotych, w ramach tych środków do 2015 r. powstaną w regionie m.in. dwa nowoczesne zakłady zagospodarowania odpadów, kompostownia, sortownia, a także składowisko odpadów. Tworzenie klastrów na Śląsku to element Regionalnej Strategii Innowacji.

A może upcykling?

Idea upcyklingu narodziła się w głowach Williama McDonougha oraz Michaela Braungarta, autorów książki Cradle to Cradle: Remaking the Way We Make Things. Polega ona na takim przetwarzaniu odpadów, w wyniku którego powstają produkty o wartości wyższej niż przetwarzane surowce. Proces ten pozwala zmniejszyć zarówno ilość odpadów, jak i ilość materiałów wykorzystywanych w produkcji pierwotnej.

Co można zrobić? Właściwie wszystko –  ubranie z worka na śmieci, kolczyki z gazety, meble z plastikowych butelek, latawce z opakowań po ciastkach, torby na komputer z plakatu i samochodowego pasa bezpieczeństwa, ramki z płytek obwodu drukowanego, plecaki z folii po napojach, zegary z płyt winylowych, doniczki z pojemników po jogurcie czy ołówki z gazet. Współcześni designerzy nie mają ograniczeń. Interesująco prezentują się także przedmioty z makulatury. Najczęściej wykorzystywaną techniką w tym rodzaju recyklingu jest wyplatanie z wikliny papierowej.

Upcykling to nie tylko uduchowione pomysły ekstrawaganckich artystów, ale całkiem konkretne realizacje dla ciała. W Kijowie na przykład znajduje się siłownia, w której cały sprzęt wykonany jest ze złomu. Masę mięśniową buduje się przy pomocy sprzętu z metalowych łańcuchów, prętów, haków a nawet opon samochodowych.

Z idei upcyclingu czerpie także świat mody. Trend ten obecny jest tam pod nazwą trashion (od angielskiego trash – śmieci i fashion – moda). Poza odzieżą obejmuje on sztukę, biżuterię i wyposażenie wnętrz. A to wszystko oczywiście z materiałów, które zamiast na wysypisku śmieci zalazły się w pracowni artysty. I choć pierwsze projekty zaprezentowane na pokazach mody, nie nadawały się do codziennego użytku,  z czasem, również za sprawą rosnącej popularności eko trendów „śmieciowa moda” stała się bardziej dostępna.

Recykling po polsku, czyli jak zawsze

W Unii Europejskiej gospodarka odpadami opiera się na trzech zasadach: zapobiegania powstawaniu odpadów, powtórnego wykorzystywania odpadów na drodze recyklingu oraz optymalizacji ostatecznego usuwania odpadów dzięki działaniom monitorującym. Polska stara się dorównać tym wytycznym. Stąd inicjatywy, badania naukowe, dotacje unijne, regulacje prawne – wszystko wydaje się zmierzać w dobrym kierunku. Oczywiście do czasu, kiedy nie zderzy się z twardą ścianą przepisów i z twardszymi jeszcze głowami włodarzy.  Bo jak to zwykle bywa, wszystko rozbija się o nieprecyzyjne wytyczne, cwaniactwo i kolesiostwo. Ustawa śmieciowa, pełna trafnych skądinąd założeń, oparta na szczytnej idei segregacji odpadów rozbiła się o dno przepisów wykonawczych. Chodzi oczywiście o przetargi – w większości gmin jedynym kryterium przetargowym, zgodnie z ustawą śmieciową 2013, była cena, ponieważ ustawodawca nie narzucił odgórnych wytycznych, a samorządowcy nie chcieli narazić się wyborcom. A ponieważ najtańsze firmy nie gwarantują wywozu śmieci do przetwórni, więc większość z nich wywozi odpady na wysypiska. Wiele firm wygrało przetargi kwotami poniżej kosztów dowozu na wysypiska i składowania, co otwiera furtkę tanim, degradującym środowisko, dzikim wysypiskom np. w żwirowniach. Teoretycznie kontrole nad tym gdzie trafiają śmieci powinny sprawować gminy, w rzeczywistości nie mają do tego narzędzi. Poza tym najtańsze firmy często nie posiadają także odpowiedniego sprzętu, taboru, kontenerów – a posegregowane przez mieszkańców odpady mieszane są w jednym samochodzie. A ponieważ Polak potrafi – mimo, że od wprowadzenia nowej ustawy nie minęły jeszcze 3 miesiące – już funkcjonuje na przykład czarny rynek kodów klasyfikujących śmieci. Nielegalne kupienie odpowiedniego kodu pozwala na składowanie nieodpowiednich odpadów jako mineralne, nadające się do na nowo zagospodarowanych żwirowni. Powszechne jest także prowadzenie wirtualnych sortowni, co ułatwia zmianę klasyfikacji odpadów –  w ten sposób wszystko może zostać odpadem mineralnym…

Ustawa ustawą, a i kombinatorów, jak Polska długa i szeroka, nigdy nie brakowało (trzeba przecież nagiąć prawo i jeszcze zarobić „na lewo”). A jednak powoli coś się zmienia. Wsparcie unijne, programy badawcze to oczywiście ważne rzeczy. Ale najważniejsza jest mentalność przeciętnego mieszkańca, który wraz z wprowadzeniem ustawy zaczął baczniej przyglądać się temu co kupuje, co wyrzuca i może powoli zaczął wierzyć, że ma bezpośredni i realny wpływ na jakość swojego środowiska.

Dominika Bara

Źródła:

http://segreguj.pl; www.stolicaczystosci.pl; www.stat.gov.pl, http://ichf.edu.pl/;

www.e-odpady.com; http://ise.pl; www.cire.pl; http://srebrnaagrafka.pl

admin

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *