Płynie gaz w płynie

lng-21

Kryzys na Ukrainie i konflikt z Rosją w sprawie cen pompowanego ze wschodu gazu zelektryzował opinię publiczną i polityków. Pytanie o bezpieczeństwo energetyczne Polski wróciło do mediów i pojawiło się na salonach politycznych w postaci tzw. unii energetycznej. Tymczasem prace nad ważnym ogniwem tego bezpieczeństwa dobiegają powoli końca – już za kilka miesięcy nasz pierwszy gazoport ma być gotowy do odbioru transportów gazu znad Zatoki Perskiej.

Gaz w Polsce

Problem bezpieczeństwa energetycznego Polski zawsze należał do zagadnień ważnych, wymienianych jednym tchem z obecnością Polski w NATO i Unii Europejskiej. Mimo transformacji politycznej uzależnienie Polskiego importu surowców energetycznych od sąsiada ze wschodu pozostało bolesnym reliktem socjalistycznej przeszłości i oznaką dominacji Związku Radzieckiego nad krajami Europy Środkowej.

 

Jednak rosyjski gaz nie jest aż tak ważny, a uzależnienie Polski tak duże, jak mogłoby się wydawać. Polska zużywa niemal 16 mld m3 gazu ziemnego rocznie i zajmuje pod tym względem 38 pozycję na świecie. Z samej pozycji w rankingu trudno jest jednak wyciągnąć rzeczowe wnioski, gdyż na ilość konsumowanego gazu wpływa wiele czynników takich jak ilość przedsiębiorstw, wydajność energetyczna gospodarki, a także sposób wykorzystywania gazu. Czechy, kraj o wiele mniejszy od Polski zużywa dwa razy mniej gazu; Ukrainy, kraj większy, ale gorzej rozwinięty pochłania ponad 53 mld m3 błękitnego paliwa rocznie.

 

W Polsce gazu potrzebuje przemysł (60% konsumpcji) – przede wszystkim zakłady chemiczne – oraz gospodarstwa domowe (30% konsumpcji). Elektrownie gazowe produkują śladową ilość energii elektrycznej – niewiele ponad 3%. Jednak ten stan rzeczy ma się stopniowo zmieniać, ze względu na zobowiązania klimatyczne nałożone na Polskę w ramach pakietu klimatyczno-energetycznego. Zgodnie z jego postanowieniami, do 2020 roku Polska powinna zmniejszyć, w porównaniu z rokiem 1990, emisję CO2 o 20%, zwiększyć o 20% efektywność wykorzystania energii i zwiększyć udział energii wytwarzanej z odnawialnych źródeł do 20%. Ponieważ podstawowym źródłem energii elektrycznej w Polsce są elektrownie węglowe, to w zrealizowaniu celów pakietu ma pomóc stopniowe zastępowanie ich elektrowniami gazowymi. Energia elektryczna produkowana z gazu jest czystsza od węglowej, a same elektrownie – bardziej wydajne. Dokument „Polityka energetyczna Polski do 2030 roku”, przyjęty pięć lat temu przez Radę Ministrów przewiduje, że w ciągu najbliższych piętnastu lat zapotrzebowanie Polski na gaz ziemny wzrośnie do ok. 20 mld m3 rocznie. Niestety, gazu ziemnego, w odróżnienia od węgla, jest w Polsce niewiele. Ze wspomnianych 16 mld m3 w kraju wydobywa się ok. 4,5 mld m3 i ilość ta – o ile nie dojedzie u nas do „rewolucji łupkowej” – raczej się nie zwiększy. Zwiększone zapotrzebowanie będzie więc musiało być zaspokojone gazem z importu.

http://www.dreamstime.com/royalty-free-stock-photography-construction-lpg-terminal-swinoujscie-image26757427

 

Gazoport

Choć uzależnienie od gazu ze wschodu jest od dawna strategicznym problemem polskiego bezpieczeństwa, to całkowite uzależnienie energetyczne Polski od importowanych surowców energetycznych nie jest duże, bo wynosi ok. 30%. Niemcy uzależnione są od zewnętrznych dostaw w ponad 60%, a Włochy czy Hiszpania – w prawie 90%. Problemem Polski jest uzależnienie od jednego dostawcy, który dyktuje ceny i jest gotów posługiwać się dostawami gazu i ropy w celach politycznych. Jednym ze sposobów na dywersyfikacja dostaw ma być terminal LNG, którego budowa w Świnoujściu ma niebawem zostać zakończona.

 

Budowa gazoportu rozpoczęła się w 2011 roku, a jego koszt ma wynieść ok. 2 mld złotych – czyli mniej więcej tyle, ile kosztowała budowa Stadionu Narodowego w Warszawie. Prawdopodobnie świnoujski gazoport rozpocznie pracę w przyszłym roku, jednak pełną operatywność osiągnie dopiero w czerwcu, choć pierwotnie prace miały zostać zakończone pół roku wcześniej. Konsorcjum odpowiedzialne za budowę terminala walczy o zakończenie prac zgodnie z harmonogramem. Według ostatniej informacji spółki Polskie LNG, budowa zakończona jest niemal w 90 procentach. Codziennie na placu budowy pracuje 1500 osób, zakończono instalowanie dwóch zbiorników na skroplony gaz, każdy o pojemności po 160 tyś. m3 i wysokości 52 m, zbudowane zostały również wszystkie estakady rurociągowe, w tym główna, mierząca 1,5 km estakada łącząca część morską z częścią lądową terminala. Budowę można na bieżąco obserwować na stronie spółki Polskie LNG.

 

Terminal LNG to pierwszy taki projekt w Polsce – za jego pośrednictwem będzie można importować maksymalnie 7,5 mld m3 gazu ziemnego rocznie, czyli prawie połowę ilości konsumowanej obecnie w Polsce. Początkowo gazoport będzie miał możliwość odbierania 5 mld m3 gazu, a dalsza rozbudowa ma zwiększyć jego przepustowość do 7,5 mld m3. Dla porównania, Hiszpania importuje, za pośrednictwem sześciu terminali gazowych, niemal 30 mld m3 gazu. Zainteresowanie terminalem wyraziły polskie i zagraniczne firmy, które chciałyby za jego pośrednictwem sprowadzać gaz do Polski i dystrybuować go w kraju i w regionie. Gaz dostarczany do Świnoujścia będzie mógł być wykorzystany zarówno w krajowej sieci gazowej, jak też przeładowywany do cystern czy używany do bunkrowania (tankowania) statków.

 

Zwłaszcza ta ostatnia możliwości może się okazać żyłą złota dla terminala, a wszystko to za sprawą tzw. „dyrektywy siarkowej”. Dyrektywa, która weszła w życie dwa lata temu, przewiduje redukcję maksymalnej zawartości siarki w paliwach żeglugowych do 0,5%, a na Morzu Bałtyckim nawet do 0,1%. Armatorzy statków, które do tej pory korzystały z paliwa żeglugowego będą musieli albo zainstalować na nich specjalne urządzenia do odsiarczania, albo zastąpić je czystszymi jednostkami napędzanymi LNG. W rejonie Morza Bałtyckiego usługę bunkrowania statków gazem oferują jak na razie jedynie porty w Szwecji – kolejny będzie terminal w Świnoujściu, oferujący uniwersalny wachlarz usług, zarówno dla małych jak i dużych jednostek.

L.N.G-Ship

Kto nam sprzeda gaz?

Nie wiadomo jeszcze, skąd będzie pochodził gaz sprowadzany za pomocą gazoportu. Jak na razie podpisany został jeden kontrakt z Katarską firmą Qatargas – umowa zobowiązuje do dostarczania przez 20 lat 1,6 mld m3 gazu rocznie. Wiadomo już jednak, że umowa będzie renegocjowana. Po pierwsze, cena katarskiego gazu jest wysoka, wyższa nawet od tej, jaką płacimy obecnie Rosjanom. Po drugie, formuła kontraktu zobowiązuje odbiorcę do zapłaty za zamówiony gaz nawet wtedy, jeśli nie będzie w stanie go odebrać, a ze względu na półroczne opóźnienie w budowie gazoportu istnieje ryzyko, że terminal w Świnoujściu nie będzie do tego gotowy.

 

Cały czas badane są alternatywne kierunki importu gazu. Wiele nadziei wiąże się w Europie ze Stanami Zjednoczonymi, które są już największym producentem gazu ziemnego na świecie. Mariusz Zawisza, prezes spółki PGNiG odwiedził niedawno USA i jego zdaniem import gazu z tego kierunku mógłby się rozpocząć za około 3-4 lata. Termin ten wynika z jednej strony z konieczności przebudowy amerykańskich gazoportów, które powstawały z myślą o imporcie, a nie eksporcie błękitnego paliwa, z drugiej zaś od decyzji amerykańskiego regulatora rynku energetycznego, który musi wyrazić zgodę na eksport. Zdaniem Zawiszy, ceny gazu z USA mogą okazać się atrakcyjniejsze nie tylko od cen katarskich, ale nawet od tych, które Polska płaci w ramach kontraktu jamalskiego. Wciąż nie wiadomo, czy USA zdecydują się wesprzeć Europę eksportem taniego gazu, bo tematyka paliwowa jest miejscem starcia polityki wewnętrznej i zagranicznej: z jednej strony amerykanie chcieliby osłabić gazowy oręż Rosji, z drugiej potrzebują taniego gazu dla własnego przemysłu i reindustrializacji kraju. Poza USA i Katarem PGNiG prowadzi także rozmowy z Kanadą. Niezależnie od tego, kto będzie ostatecznie dostarczał gaz do Polski, niewykorzystany potencjał terminala będzie dostępny dla stron trzecich, chcących za jego pomocą importować błękitne paliwo.

Tańszy gaz z Rosji

Powstanie gazoportu nie będzie jednak oznaczało ani uniezależnienia się od dostaw z Rosji, ani też zmiany dostawcy. Jak na razie gaz z Rosji jest najtańszy – nawet wziąwszy pod uwagę fakt, że Polska płaci za metr sześcienny gazu drożej niż Niemcy czy Austria. Ale pojawienie się alternatywnego kanału importu może spowodować dalszą obniżkę cen. Kontrakt jamalski obowiązuje do 2022 roku, a już w 2017 strony mają rozpocząć negocjacje w sprawie jego przedłużenia. Gazoport może być w tych negocjacjach ważną kartą przetargową.

 

Polska nie zrezygnuje z importu gazu ze wschodu również dlatego, że potrzeby naszego kraju w ciągu kolejnych piętnastu lat wydatnie wzrosną. Według wspomnianego już dokumentu „Polityka energetyczna Polski do 2030 roku”, w 2030 roku zużycie gazu w Polsce osiągnie poziom 20 mld m3 – terminal i jego możliwości posłużą więc raczej zaspokojeniu tej potrzeby, a nie wybiciu się na energetyczną niezależność.

 

Przykładem skutecznego wykorzystania gazoportu w walce o niższe ceny jest Litwa, która dzięki ukończeniu budowy swojego terminala LNG uzyskała od Gazpromu 20% obniżkę. Litwa chce początkowo importować za pośrednictwem gazoportu 0,5 mld m3 gazu, by zapewnić mu funkcjonowanie. Pozostały wolumen będzie dostępny dla stron trzecich, które będą chciały sprowadzać za jego pośrednictwem gaz. W razie ewentualnego kryzysu w relacjach Wilna z Moskwą gaz sprowadzany za pomocą pływającego terminala w Kłajpedzie wystarczy na pokrycie całego zapotrzebowania Litwy.

Unia Energetyczna

Innym sposobem na wysokie ceny gazu może być zrezygnowanie z kontraktów długoterminowych albo ograniczenie surowca kupowanego za ich pośrednictwem. Ceny surowców energetycznych w wielu kontraktach długoterminowych są nierynkowe. Dotyczy to zwłaszcza tych zawartych przed kryzysem, kiedy oczekiwano, że ceny gazu będą rosnąć. Alternatywą dla takich kontraktów może być tzw. rynek spot, czyli rynek kontraktów krótkoterminowych, gdzie gaz kupuje się w mniejszych ilościach i po cenach będących wynikiem aktualnej sytuacji gospodarczej.

 

Elementem walki o gazowo-naftowe bezpieczeństwo Polski i niskie ceny jest lansowana obecnie idea tzw. unii energetycznej. Jej trzonem miałyby być wspólne zakupy surowców energetycznych od zewnętrznych dostawców (głównie od Rosji) i dzielenie się nimi w ramach UE – cena gazu dla tak dużego odbiorcy musiałaby być niższa, co doprowadziłoby do wzrostu konkurencyjności europejskiej gospodarki i uodporniło niektóre państwa Unii na szantaż gazowy. Niestety, wiele wskazuje na to, że tej części planu nie uda się przeprowadzić. Wiele firm w Niemczech i Austrii, zwłaszcza z sektora chemicznego, korzysta z tego, że ich Polscy konkurenci muszą kupować droższy gaz. Los projektu unii energetycznej rozstrzygnie się być może już w czerwcu, na szczycie Rady Europejskiej.

 

Do zwiększenia bezpieczeństwa może się jednak przyczynić inny element unii energetycznej – rozbudowa wewnątrzunijnej infrastruktury i ujednolicenie rynku gazu. Rozbudowa interkonektorów łączących systemy gazowe poszczególnych krajów oraz dobudowanie nowych gazociągów pomogłoby również świnoujskiemu gazoportowi: dzięki temu importowany za jego pośrednictwem gaz mógłby być sprzedawany do różnych miejsc w Europie. Interkonektory łączą już Polskę z Niemcami i Czechami, planowane są dalsze połączenia ze Słowacją i Litwą. W sejmie trwają też prace nad nowelizacją tzw. specustawy o terminalu LNG. Poszerzona ma zostać lista inwestycji objętych uproszczeniem procedur, przede wszystkim gazociągów o długości ponad 3,500 km. Nowe gazociągi na terenie Polski są potrzebne do tego, by w przypadku zaprzestania dostaw ze wschodu można było rozprowadzić gaz importowany ze Świnoujścia po całym terytorium kraju.

Perski gaz?

Świnoujski gazoport, choć budowany z opóźnieniem, to zdecydowanie strategiczna inwestycja dla bezpieczeństwa Polski. Krytycy budowy terminala wskazują na wysoką cenę katarskiego gazu i brak alternatywnego źródła dostaw. Jednak nawet jeśli terminal w Świnoujściu nie będzie w pełni wykorzystany albo cena sprowadzanego za jego pomocą gazu wyższa, to sam fakt jego istnienia może spowodować obniżkę ceny gazu dostarczanego do Polski z Rosji. Ponadto terminal będzie eksploatowany przez wiele lat, a sytuację na rynku błękitnego paliwa trudno przewidzieć, bo w najbliższym czasie może się na nim pojawić nie tylko gaz z USA. Jeśli negocjacje z Iranem doprowadzą do zniesienia embarga nałożonego na ten kraj, którego terytorium obejmuje 15% światowych złóż gazu, to wyczerpana sankcjami gospodarka może szukać chłonnych rynków zbytu – takich jak Polska.

Piotr Pawlik

admin

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *