Podręczna biblioteka

26 podreczna

Druk na papierze – wynalazek Jana Gutenberga – przez pięć i pół wieku miał się dobrze. Ani rewolucja przemysłowa, ani inne zawieruchy dziejowe nie wysłały go do lamusa. Wydawało się, że nie zgładzi go nawet wszechpanoszący się od kilku lat Internet. Obity, poraniony musi teraz stanąć do boju z elektronicznym papierem. Tej walki może jednak nie przetrwać. Kindle oraz podobne urządzenia, wykorzystujące technologie elektronicznego papieru, szturmują rynek książki i prasy. Wkrótce na naszym rynku pojawi się pierwszy polski e-czytnik: eClicto.

Za projektem eClicto stoi kielecki Kolporter, największy obok Ruchu dystrybutor prasy w Polsce. Historia właściciela firmy, Krzysztofa Klickiego to klasyczny „american dream” w polskim wydaniu. Zaczynał w 1990 r. od rozwożenia „Gazety Wyborczej” do kilkunastu sklepów „Społem” w Kielcach Oplem Kadettem swojego ojca. Zarobione pieniądze inwestował w budowę firmy kolportażowej. Dziś zaopatruje ponad 28,5 tys. punktów sprzedaży, należy do 100 najbogatszych Polaków (36 miejsce) – jego majątek w 2008 r. wynosił 850 mln zł.

Klicki zawczasu zdał sobie sprawę, że jego podstawowy biznes – dystrybucja prasy drukowanej, jest poważnie zagrożony, bowiem z roku na rok spada w Polsce sprzedaż gazet. Tylko w tym roku większość tytułów prasowych zanotowała dwucyfrowe spadki sprzedaży.

Klicki zaczął inwestować w sprawdzone, ale rzec by można, mało innowacyjne gałęzie biznesu. W Sosnowcu otworzył centrum targowe Expo Silesia. Wiadomo, Kielce, z których pochodzi, to wielki ośrodek targowy. Próbuje także wejść na rynek handlu detalicznego – na terenie Polski funkcjonuje 900 saloników prasowych Kolportera, trwa tworzenie sieci osiedlowych sklepów „Meta”. Nomen omen profil sklepów będzie spożywczo-monopolowy. Inny kierunek dywersyfikacji to spedycja. Wykorzystując doświadczenia logistyczne (dystrybucja prasy to jeden wielki mechanizm logistyczny), kielecki holding wprowadził na rynek usługę kurierską pod marką Kolporter Express.

Kto wie, czy „oklepane” biznesy nie powstały po to, by Klicki mógł jedną nogę oprzeć na twardym gruncie, wchodząc drugą na grząskie, innowacyjne pole, ale kto wie, czy w przyszłości nie bardziej dochodowe. Jest nim rynek e-wydań, zarówno cyfrowych książek, jak i czasopism.

Nie tak dawno w Ameryce

W Stanach Zjednoczonych od niespełna dwóch lat systematycznie podbija rynek księgarnia internetowa Amazon ze swoim elektronicznym czytnikiem Kindle. Do tej pory znalazł on 700 tys. nabywców. A to dopiero początek jego ekspansji. W czerwcu tego roku na rynku pojawiła się najnowsza wersja czytnika z ekranem o rozmiarze zbliżonym do formatu A4. Choć Amazon nie ujawnia motywów swoich planów, według analityków cel wdrożenia tej wersji czytnika wydaje się jasny. Amazon chce sobie w ten sposób zapewnić niemały kawałek tortu, jakim jest rynek e-podręczników. Według statystyk National Association of College Stores wartość rynku podręczników akademickich w USA wynosi 5,5 miliarda dolarów, z rosnącym udziałem sprzedaży ich wersji elektronicznych.

Większość globalnych wydawców tego segmentu rynku oferuje już wersje cyfrowe podręczników. Grupa wydawnicza McGraw-Hill Education, która w wyniku digitalizacji swoich tytułów zmniejszyła w minionym roku zatrudnienie o 300 pracowników, oferuje obecnie 95 % swoich tytułów w wersji cyfrowej. Kwitną również portale, takie jak CourseSmart.com, który oferuje już 5000 e-podręczników od kilku największych wydawnictw oświatowych w USA. E-tytuły są tam przeciętnie o połowę tańsze, niż ich odpowiedniki papierowe.

Stanowy sejmik Kalifornii rozważa właśnie projekt ustawy dopuszczający Kindle’a do nauki w szkołach publicznych na równi z papierowymi podręcznikami.

Śląski eksperyment

Pierwsze eksperymenty z e-podręcznikami mamy także w Polsce. Od ubiegłego roku uczniowie dawnej trzeciej, a obecnie już czwartej klasy Szkoły Podstawowej nr 33 w Katowicach na zajęciach nie korzystają już z tradycyjnych podręczników. Te zostały wgrane w netbooki.

– Na początku pomysł spotkał się ze sceptycznym przyjęciem, ale nie w przypadku dzieci. Te i tak żyją już w świecie pełnym komputerów, toteż na ten projekt zareagowały z entuzjazmem – wspomina Anna Wietrzyk, rzecznik Śląskiego Kuratorium Oświaty.

I eksperyment się powiódł. Urządzenie formatu A4, do którego można wgrać nawet kilkaset e-podręczników, stało się podstawą programu „Multimedialna szafka dla ucznia = lekki tornister”, wdrażanego przez śląskie kuratorium. Szkolny netbook może mieć jednak jeszcze szersze zastosowanie – mogą w nim znaleźć się nie tylko podręczniki, ale też tablice matematyczne, atlasy, słowniki, gry edukacyjne, a także programy autorskie opracowane przez nauczycieli. W tej roli sprawdziły się już minikomputery Classmate PC, których pierwszą partię przekazał Intel. Ważą raptem półtora kilograma, mają ekran od 7 do 9 cali, a co ważne w szkole – odporne są na upadek (sprawdzał to sam śląski kurator oświaty, Stanisław Faber rzucając sprzętem o… podłogę). Warto też wspomnieć, że podczas zajęć nauczyciel dzięki swojemu netbookowi i technologiom bezprzewodowym może kontrolować to, w jaki sposób dzieci wykorzystują swoje komputery. W katowickiej szkole uczniowie korzystają z nich zresztą tylko na zajęciach.

Śląsk jest pierwszym regionem w Polsce, gdzie wprowadza się pilotażowo taki program, ale podobne rozwiązania od lat są stosowane w wielu krajach Europy: w Finlandii, Wielkiej Brytanii, czy od niedawna w Portugalii, która zakupiła notebooki Intela do nauki matematyki.

Aby jednak program nie pozostał na poziomie edukacyjnej ciekawostki, potrzebne są pieniądze na zakup sprzętu i przegranie podręczników (akurat w tym przypadku problemem jest nie tylko koszt, ale i ile niewielka ich liczba dostępna w wersji elektronicznej).

– Już jesienią dzięki środkom wojewody śląskiego uda się uruchomić program w wybranych klasach co najmniej sześciu szkół w różnych miejscowościach, od dużych miast, jak Częstochowa, czy Sosnowiec, po małe wioski – opowiada Anna Wietrzyk.

W kuratorium mają nadzieję, że uda się też uzyskać wsparcie samorządów lokalnych, dla których zaplanowano Multimedialne Targi Edukacyjne w Katowicach, aby przybliżyć ten na pierwszy rzut oka futurystyczny projekt.

Eink dobry dla wzroku

Doświadczeniom Śląskiego Kuratorium z uwagą przypatruje się Kolporter.

– Wydaje się, że eClicto jest idealnym projektem dla szkół. Monitorujemy rynek podręczników szkolnych, rozmawiamy z wydawcami. Problem jest jednak bardziej złożony, niż nam się wydawało, począwszy od metodologii nauczania po technologię, która nie jest jeszcze dziś na tyle tania, żeby wprowadzić ją masowo do szkół – mówi Grzegorz Maciągowski, wiceprezes zarządu Kolporter Holding, odpowiedzialny za rozwój i strategię firmy.

Dopiero niedawno pierwszej próby digitalizacji podręczników podjęło się Gdańskie Wydawnictwo Naukowe wraz z firmą NetPress Digital, polskim liderem na rynku cyfrowych publikacji.

Leszek Gołuchowski, koordynator projektu eClicto w firmie Kolporter Info, która stworzyła ten nowatorski system, nie ma wątpliwości, że e-book zdecydowanie lepiej sprawdziłby się w szkołach, niż minilaptop.

– Z całą pewnością edukacji dzieci lepiej służyłby papier elektroniczny niż monitor LCD. Pomijając kwestie finansowe, bez porównania większy jest komfort czytania, a przede wszystkim jest to technologia bardzo bezpieczna dla wzroku. Papier jest pozbawiony wszystkich defektów elektroniki, pola elektromagnetycznego.

Wyświetlacz zbudowany jest z mikroskopijnej wielkości kapsułek wypełnionych bezbarwną cieczą, w której pływają naładowane elektrycznie drobiny (białe i czarne). Pod każdą kapsułką znajdują się dwie elektrody, które w zależności od potrzeb wyciągają na powierzchnię białe lub czarne drobinki. Zawiesina, w której się one poruszają, jest na tyle gęsta, że po odłączeniu prądu elementy pozostaną na swoim miejscu. Prąd pobierany jest więc tylko w trakcie baterii. Zastosowana w eClicto technologia EInk powoduje, że wyświetlacz nie męczy wzroku, a jednocześnie zachowuje wysoki kontrast.

Projekt eClicto po raz pierwszy został zaprezentowany 20 maja w Warszawie na Międzynarodowych Targach Książki. Kolejna prezentacja nastąpiła w czerwcu bieżącego roku na pierwszym polskim „Bookcampie” – nieformalnym spotkaniu miłośników książek, Internetu, e-marketingu i nowych technologii.

O zainteresowaniu urządzeniem świadczą wyniki wyszukiwania w googlu. Bez żadnej kampanii promocyjnej po dwóch dniach od prezentacji pojawiło się ok. 12 tys. wyników.

Przekonać wydawców

Na pytanie, kiedy urządzenie pojawi się na rynku wiceprezes Maciągowski odpowiada: jeżeli kolejna faza testów wewnętrznych zakończy się pozytywnie, pilotażowy start projektu przygotowywanego przez spółkę Kolporter Info nastąpi już grudniu bieżącego roku.

Autorzy projektu podkreślają, że eClicto to nie tylko urządzenie, ale cały system dystrybucji.

– Amazon jest ogromną księgarnia internetową, a zatem wypuszczając na rynek Kindle’a posiadał już ogromne zasoby książkowe (ponad 200 tys. pozycji – red.). My własną bazę musimy stworzyć, przekonując wydawców do tego kierunku rozwoju.

Kolporter podpisał już umowy z 40 wydawcami. Do firmy spływają kolejne pozycje, które są dostosowywane do systemu eClicto. Nie wszystkie pliki PDF udaje się skonwertować do formatu ePub-owego. Konwertowane są także pliki tekstowe, dzięki czemu książka może zostać upubliczniona jeszcze przed jej „papierowym wydaniem”. Obecnie baza tytułów liczy ok. 1000 pozycji. Blisko połowa jest już przekonwertowana do systemu.

Wśród pozycji książkowych dominuje beletrystyka. Nie zabraknie klasyki: Mickiewicz, Słowacki, Reymont, Sienkiewicz czy Żeromski. Swoją drogą ciekawe, czy autor „Przedwiośnia” nie ucieszyłby się ze „szklanego” wydania swojej książki?

Problemem może być też cena. Kolporter musi przekonać potencjalnych użytkowników, że warto zapłacić za urządzenie 899 zł – tyle będzie wynosić promocyjna cena pakietu, w którym oprócz czytnika będzie około 100 darmowych książek w wersji elektronicznej.

– Warto wziąć pod uwagę, że wraz z urządzeniem klient kupuje dość pokaźny zbiór pozycji książkowych, które są bonusem do urządzenia, więc decydując się na zakup warto i o tym pomyśleć. W druku wszystkie te książki mogą być warte nawet kilka tysięcy złotych – przekonuje Gołuchowski. – Bilansu jednak należy dokonać w perspektywie czasowej. Elektroniczne książki są na ogół o połowę tańsze od drukowanych pozycji.

Czytnik eClicto jest zdecydowanie tańszy od swojego protoplasty zza oceanu. Tyle, że nowa wersja Kindle’a to elektroniczne cacko, które dystansuje eClicto. Nie tylko jest bardziej multifunkcyjny, ale przede wszystkim pracuje w sieci (jednak tylko w Stanach z uwagi na regulacje dotyczące kontroli eksportu technologii). eClicto uzupełnia swoje zasoby poprzez kabel USB.

– Za superjakość, superwielofunkcyjność również płaci się super. Wejście z danym urządzeniem na rynek jest decyzją biznesową. Apple wypuszczając na rynek iPoda weszło z urządzeniem bardzo prostym, z podstawowymi funkcjami. Okazuje się, że dotąd to proste urządzenie sprzedaje się najlepiej. My też chcemy zaproponować klientom podstawową funkcjonalność, bo to urządzenie służy przede wszystkim do czytania – przekonuje Maciągowski.

Prezentowane dotąd urządzenie jest wyposażone w 6-calowy ekran, ale już trwają prace nad większym, 10- calowym, który byłby nie tylko idealny do czytania książek (do tego całkiem nieźle wystarcza mniejszy ekran), ale także lektury prasy. Urządzenie nowej generacji będzie wyposażone w wiele dodatkowych funkcji, m.in. możliwość bezprzewodowego łączenia się z Internetem i będzie reprezentowało światowy standard technologiczny. –

Zorganizowanie systemu elektronicznej dystrybucji prasy wymaga współpracy z wydawcami. Musi zmienić się podejście do redagowania gazet, inne niż w przypadku wersji drukowanej, ale też odmienne od internetowych wydań – przekonuje Gołuchowski.

Na obecnym etapie, problemów z dystrybucją cyfrowych gazet może okazać się zbyt wiele, np. sposób edycji reklam, bowiem większość czytników pracujących na elektronicznym papierze ma wyświetlacze czarno-białe. To dlatego reklamodawcy nie zamieszczają wciąż reklam w kindle’owych czytnikach, choć mają już w ofercie m.in. 30 dzienników.

Pokonanie tej, jak i wielu innych barier, wydaje się kwestią czasu, bowiem technologie zmieniają się z dnia na dzień. Co potwierdza fakt, iż na japońskim rynku pojawił się już kolorowy czytnik firmy Fujitsu.

Konkurencja nie śpi

Potencjalna zmiana sposobu dystrybucji prasy to ogromne wyzwanie także dla samej firmy Kolporter. Tradycyjna dystrybucja to konglomerat ludzi i sprzętu. W samej działce kolportażowej w kieleckim holdingu pracuje blisko 1900 osób zatrudnionych w ramach umów o pracę i umów cywilnoprawnych, firma obsługuje 28,5 tys. detalicznych punktów sprzedaży oraz 13 tys. prenumeratorów (firm i instytucji). W dystrybucji znajduje się obecnie ok. 5 tys. tytułów o łącznym nakładzie 950 mln egzemplarzy w całym 2008 roku. Żeby dostarczyć je do punktów sprzedaży, należało użyć 325 tys. europalet – każda waży 600–800 kg. Codziennie prasę do punktów sprzedaży dostarcza 700 samochodów dostawczych i ciężarowych, które spalają ok. 8,5 tys. litrów paliwa dziennie. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od… Opla Kadetta.

A gdyby to wszystko zastąpić jednym systemem informatycznym połączonym w sieci z wieloma urządzeniami eClicto? Czyż tak nie pomyślał sobie pewnego dnia Krzysztof Klicki? Cóż, trudno mi dociekać, o czym pomyślał szef Kolportera, niemniej ja bym pewnie tak pomyślał. I myślałbym jeszcze intensywniej, bo konkurencja nie zasypia gruszek w popiele.

Amerykańska firma Plastic Logic, producent nowatorskiego czytnika epapieru Plastic Logic Reader, podpisała właśnie umowę na dostawę gazet i czasopism z firmą Zinio Systems, której wyłącznym przedstawicielem na Polskę jest wspomniana już firma NetPress Digital. Współpraca, jak deklarują przedstawiciele firmy z Halinowa, pozwoli na dostarczanie już w niedalekiej przyszłości także polskich tytułów na czytnik Plastic Logic.

admin

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *