Polskie specjalizacje przyszłości

34 - pl specjalizacje przyszlosci

W dyskusjach o modernizacji rodzimej gospodarki często przewija się tęsknota za mityczną „polską Nokią”. W tęsknocie tej wyraża się pragnienie, by intelekt i talent dużego przecież, europejskiego społeczeństwa znajdował lepsze ujście, niż zarobkowa lub trwała emigracja informatyków, naukowców, a także chwalonych na świecie rzemieślników budowlanych. Czy jednak mamy szansę na „polską Nokię”, czy też może zwodzimy sami siebie trwoniąc skąpe zasoby materialne i emocjonalne, szukając – jak Koziołek Matołek – czegoś, co jest bardzo blisko?

Zakończony w lutym 2009 r. Narodowy Program Foresight Polska 2020 wieńczą konkluzje, że nasz kraj dysponuje całkiem niezłym potencjałem rozwojowym, tyle tylko, że w wielu dziedzinach ulega on szybkiej degradacji (m.in. na skutek starzenia się wykwalifikowanych kadr i powstawania pokoleniowych luk kompetencyjnych), a na dodatek jest bardzo rozproszony. Owszem, prowadzimy jednak ciekawe badania w wielu awangardowych dziedzinach nauki i techniki, jak nanotechnologia, spintronika, fizykochemia zjawisk powierzchniowych, technologie lotnicze, robotyka. Wyniki tych badań mogłyby stać się podstawą interesujących, komercyjnych technologii, często brakuje im jednak odpowiedniej intensywności, by wyprowadzić je ze skali laboratoryjnej do półtechnicznej. Jeszcze trudniej znaleźć zaplecze przemysłu gotowego do inwestycji w komercjalizację technologii, co zazwyczaj wiąże się ze znacznie większymi nakładami, niż na same badania. Nic zatem dziwnego, że wielu ekspertów, jak np. prof. Adam Mazurkiewicz, szef radomskiego Instytutu Technologii Eksploatacji, twierdzi, że należy porzucić marzenie o innowacjach przełomowych i skoncentrować się na rozwoju innowacji przyrostowych (inkrementalnych). Mówiąc prościej, lepiej zająć się rozwijaniem istniejących technologii, niż inwestować w technologiczne rewolucje.

Strategia pilnie poszukiwana

Nie wymyśliliśmy Internetu, jednak mamy takie polskie innowacje, wykorzystujące rozwojowy potencjał Internetu, jak Gadu-Gadu i nasza-klasa.pl. Nie wymyślimy samolotu pasażerskiego, lecz możemy uczestniczyć w globalnym podziale pracy innowacyjnej, tworząc dla istniejących producentów nowe rozwiązania turbin, sprzęgieł itp. Nie skonstruujemy w Polsce silnika wysokoprężnego, możemy jednak produkować supernowoczesne konkurencyjne autobusy. Pielęgnacja innowacyjności przyrostowej jest niezwykle i infrastruktury dla innowacji: laboratoriów pomiarowych, analitycznych, kształcenia. Teza, by koncentrować się na innowacjach przyrostowych nie oznacza wszakże, że nie można by sformułować rozwojowej wizji, a na jej podstawie strategii, w której wskazane byłyby obszary i potencjalne specjalizacje mogące stać się polską domeną. Wyłonienie się takich specjalizacji zależeć będzie od synergii kilku czynników: kapitału intelektualnego, czyli potencjału badawczo-rozwojowego umożliwiającego rozwój konkretnej dziedziny; kapitału finansowego; infrastruktury gospodarczej, czyli istnienia przedsiębiorstw gotowych do komercjalizacji nowych produktów i usług; kapitału kulturowego, czyli istnienia pozytywnych norm kulturowych, sprzyjających rozwojowi konkretnych dziedzin; w końcu kapitału społecznego, czyli społecznej gotowości do angażowania się w działalność innowacyjną. Synergia wszystkich tych czynników jest kluczem do sukcesu. Widać wyraźnie, że np. biotechnologia, w której to dziedzinie Polska dysponuje wysokiej jakości kapitałem intelektualnym, nie rozwija się w sposób adekwatny do tego potencjału ze względu na ewidentne niedostatki innych czynników, w szczególności brak przedsiębiorstw gotowych komercjalizować wyniki badań biotechnologicznych oraz dominujące w społeczeństwie konserwatywne normy kulturowe, uniemożliwiające rozwój wielu kierunków zastosowań biotechnologii w rolnictwie i medycynie (opór wobec żywności modyfikowanej genetycznie, opór wobec technik medycznych opartych na manipulacjach genetycznych). Odmienna sytuacja panuje w sektorze lotniczym, którego sukces jest właśnie wynikiem wspomnianej synergii.

Oprzeć się na tym, co mamy

Przyjmując powyższą linię analizy można założyć, że największe szanse rozwoju, w perspektywie najbliższych dwóch dekad, mają sektory o najlepszej infrastrukturze przemysłowej i kapitałowej, czyli szeroko rozumiana branża energetyczno-surowcowa. KGHM, Orlen, PGE, PSE mogłyby być lokomotywami rozwoju nowoczesnych sektorów gospodarki, tym bardziej, że i tak muszą w najbliższych dekadach zainwestować olbrzymie środki w modernizację. Czy będzie to jednak modernizacja skoncentrowana jedynie na odtworzeniu zdekapitalizowanych, tradycyjnych mocy wytwórczych, czy też polegać ona będzie na „ucieczce do przodu”? Wszystko zależy od tego, czy kierujący tymi sektorami na poziomie przedsiębiorstw i na poziomie państwowego, właścicielskiego nadzoru politycznego właściwie identyfikują, w jakim kierunku rozwijać się będzie po kryzysie globalny kapitalizm. Uważna analiza strategii liderów globalnego ładu wskazuje jednoznacznie, że w najbliższych latach czeka nas transformacja do tzw. zielonego kapitalizmu (Green capitalism), polegająca na dekarbonizacji gospodarki, radykalnym zwiększeniu jej efektywności surowcowej i energetycznej, dywersyfikacji źródeł surowców i energii. Sukces tej transformacji zależy, z jednej strony, od sukcesu rozwoju nowych technologii, co wymaga nie tylko nakładów na badania w znanych już kierunkach rozwoju, jak alternatywne źródła energii lub technologie chemicznego przetwórstwa węgla, lecz, z drugiej strony, również od poszukiwania nowych rozwiązań przez łączenie wyników badań z odległych od siebie do niedawna dziedzin, jak np. wykorzystanie organizmów biologicznych do ekstrakcji surowców i utylizacji zanieczyszczeń lub konwergencja sieci energetycznej z siecią teleinformatyczną. Warunkiem koniecznym, lecz niewystarczającym do przekraczania dyscyplinarnych granic są inwestycje w badania i rozwój. By jednak przyniosły one właściwy efekt, potrzebna jest transformacja kulturowa, akceptacja wartości „zielonego kapitalizmu”. Tylko wówczas zmieni się nastawienie kognitywne, dzięki czemu dzisiejsze zagrożenia będą traktowane jako rozwojowa szansa. Klasycznym przykładem takiej transformacji jest zapoczątkowana kilka lat temu zmiana strategii koncernu General Electric. Po redefinicji strategii lokomotywą rozwoju tego koncernu jest kierunek określany jako ecoinnovation. Koncern upatrując swoją wielką szansę w „zielonym kapitalizmie”, zamiast walczyć z ograniczeniami dla działalności gospodarczej, wynikającymi z wdrażania proekologicznych regulacji, stał się głównym w USA orędownikiem opodatkowania emisji dwutlenku węgla. Jeśli nasze potencjalne lokomotywy rozwoju będą zdolne do podobnej transformacji technologicznej i kulturowej, to w perspektywie dwóch dekad związane z nimi sektory gospodarki mogą stać się polską specjalnością, opierając się na takich kluczowych technologiach (odwołuję się do wyników NPF Polska 2020), jak m.in. nowoczesna karbochemia, synergia jądrowo-węglowa, poligeneracja, biotechnologiczne przetwórstwo surowców i utylizacja zanieczyszczeń, inteligentne sieci energetyczne, rozproszone systemy energetyczne. By tak się stało, potrzebne są śmiałe przekrojowe, interdyscyplinarne strategie, łamiące zastane schematy myślowe. Wyobrażam sobie, że kapitał intelektualny związany z badaniami biologicznymi można by lepiej wykorzystać, angażując go w sektor energetyczny, a nie w żywnościowy. Wyobrażam sobie, że integracja teleinformatyki z energetyką może zrewolucjonizować nie tylko samą energetykę, lecz również walnie przyczynić się do rozwiązania problemów cyfrowego wykluczenia, etc. Wyobrażam sobie, że szansą rozwojową polskiego rolnictwa może być jego względne technologiczne zacofanie. Czy musimy je modernizować zgodnie ze schematami intensywnej technologicznie wielkotowarowej transformacji? Co nam ona da? Czy w tej konkurencji będziemy mieli szansę w wyścigu z przemysłem rolniczym Brazylii, Kanady, USA? Czy może lepiej zakwestionować ten schemat i wykorzystać najnowsze zdobycze nauk biologicznych, jak choćby wspomagane przez genetykę metody selekcji, do tego, by „unowocześnić tradycję”, nie rezygnując z niej jednak, lecz traktując ją jako czynnik różnicujący na globalnym rynku?

Stać nas na oryginalność

Jak widać, odwołując się tylko do rodzimych, zidentyfikowanych zasobów kapitałowych (rozumiejąc te zasoby w szerokim znaczeniu, nie tylko finansowym, lecz także intelektualnym, kulturowym, infrastrukturalnym i społecznym) jesteśmy w stanie sformułować politykę rozwojową stwarzającą szansę na wykreowanie ośrodków rozwoju, opierających się nie tylko na naśladowaniu, lecz także, w perspektywie dekady-dwóch, na oryginalnych technologiach i innowacjach. Warto wszakże wziąć pod uwagę także inne jeszcze obszary potencjalnego rozwoju, gdzie jednak mamy mniejsze możliwości oddziaływania. Pierwszy obszar, to domena działania kapitału międzynarodowego. Wspominany już przykład przemysłu lotniczego pokazuje, że kapitał ten można zainteresować nie tylko prostymi inwestycjami w infrastrukturę produkcyjną, lecz także badawczo-rozwojową. Czy jest szansa, by fenomen branży lotniczej „sklonować” w innych dziedzinach? Odpowiedź na to pytanie zależeć w dużej mierze będzie od sukcesu strategii opisywanej podczas analizy rodzimych kapitałów rozwojowych. Gdy pokażemy, że nie jesteśmy jedynie imitatorami, staniemy się bardziej atrakcyjnym miejscem dla nowoczesnych, intensywnych technologicznie inwestycji w branżach, mających już w Polsce swoje przyczółki: elektronice, przemyśle motoryzacyjnym (już w tej chwili warto inwestować w kompetencje i kapitał intelektualny potrzebny do nieuchronnej transformacji tego przemysłu zgodnie z duchem „zielonego kapitalizmu”), chemii gospodarczej, przemyśle oświetleniowym, ceramice budowlanej, automatyce, by dać kilka tylko przykładów.

W końcu też należy wspomnieć o sferze potencjalnego rozwoju, na którą będziemy mieli najmniejszy wpływ, która może być źródłem największych niespodzianek i źródłem najciekawszych rozwiązań. To olbrzymia sfera, odwołująca się do mobilizacji kapitału społecznego i kulturowego. Nie widać zasadniczych powodów, by w Polsce nie mogły rozwinąć się przemysły kultury zdolne do konkurencji na globalnym rynku. Rozumiem przemysły kultury w bardzo szerokim znaczeniu: od tradycyjnych sektorów, jak produkcja filmowa i telewizyjna, przez nowe branże, jak produkcja gier komputerowych i serwisów internetowych, po mające olbrzymi potencjał rozwojowy sektory czasu wolnego i stylów życia. Polska może być „cool”. Nie jesteśmy tego w stanie jednak ani zadekretować, ani zaprogramować. Wiadomo jednak, co jest warunkiem koniecznym, by ten kulturowy potencjał rozwoju uruchomić. Podobnie, jak warunkiem modernizacji sfery gospodarki materialnej jest transformacja do zielonego kapitalizmu, tak warunkiem modernizacji i rozwoju przemysłów kultury jest transformacja do kapitalizmu kognitywnego. Jego istotą jest „kooperacja międzymózgowa”, czyli intensywna komunikacja twórczych jednostek w sieciach komunikacji oparta na nowych modelach zaangażowania i partycypacji. Efektem takiej kooperacji są tak radykalne innowacje społeczne i kulturowe, jak Wikipedia, ruch Open Source, cała sfera Googlenomics, czyli ekonomii Google.

Warto dodać, że wartości kapitalizmu kognitywnego doskonale korespondują z wartościami zielonego kapitalizmu, wzajemnie się wzmacniając. Podsumujmy. Polska ma duży potencjał rozwojowy, który w perspektywie dwóch dekad może wykreować oryginalne ośrodki rozwoju o skali międzynarodowej, zarówno w sferze gospodarki materialnej, jak i symbolicznej. By ten potencjał uruchomić, nie wystarczą same inwestycje w infrastrukturę, w rozwój technologii. O wiele ważniejsza jest transformacja kulturowa do systemu wartości, który kieruje i będzie kierować logiką rozwoju systemu globalnego kapitalizmu

Tekst: Edwin Bendyk

admin

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *