Postindustriada – albo ludzie z getta LOFT

6f

Szarość, brud, wszechobecny kurz, gdzieniegdzie ruiny, tu i ówdzie walają się porzucone przedmioty, do niedawna służące komuś i  czemuś. To stara huta, stara przędzalnia, stary młyn, stara cechownia… Tak w latach 90. ubiegłego wieku wyglądały obiekty poprzemysłowe – bezużyteczne, bez szans na nowe życie. I nagle coś się zmieniło…

Idea miasta poprzemysłowego

Kiedy mówimy o miastach poprzemysłowych, myślimy zwykle o olbrzymich, zniszczonych terenach, specyficznych obiektach oraz infrastrukturze, przystosowanej do przewozu wielkich ilości materiałów. Rzadziej przychodzi nam na myśl inny postindustrialny spadek, mianowicie specyficzna struktura społeczna, oparta na powtarzalności działań i przewidywalności zdarzeń, która – w rzeczywistości nie zdominowanej przez przemysł – nie jest w stanie sobie poradzić. Ta struktura jest integralną częścią rzeczywistości, dlatego zagospodarowanie terenów poprzemysłowych wiąże się także z rekonstrukcją pewnego świata, systemu wartości, który wobec upadku przemysłu, musi gdzieś znaleźć swoje miejsce. Krzysztof Nawratek – architekt, urbanista, absolwent  Politechniki Śląskiej, doktor nauk technicznych, wykładowca architektury w School of Architecture & Design w Playmouth – wskazuje, że koniec miasta przemysłowego w Polsce (także w Europie środkowo-wschodniej) zbiegł się z końcem realnego socjalizmu. Z tego powodu jakakolwiek próba dyskusji o re-industrializacji jest odczytywana jako próba powrotu do PRL-u i jako taka jest odrzucana. Co pozostaje? Ano fascynacja miastami zachodu z początków lat 90-tych, opartymi na usługach, turystyce, konsumpcji i puchnącej bańce rynku nieruchomości. Początek XXI wieku to również moment fascynacji ideą „klasy kreatywnej” (w Polsce przeżywany z dziesięcioletnim opóźnieniem). Problem w tym, że to są dokładnie te idee, które przygotowały grunt pod obecny kryzys.

XXI wiek odrzuca ideę miasta przemysłowego, traktując ją jako anachronizm. Nawet jeśli miasto rzeczywiście utrzymuje się z przemysłu, nie mówi się o renesansie idei miasta przemysłowego, a jedynie o akceptacji wizji miasta, w którym jest przemysł.

To rozróżnienie jest istotne, również dla naszych rozważań, ponieważ miasto przemysłowe próbowało zapewnić biologiczną i społeczną reprodukcję swoim mieszkańcom, współczesne neoliberalne miasto, w którym istnieje przemysł zupełnie o to nie dba. Miasto przemysłowe było spójnym splotem polityki, gospodarki, kultury i kwestii społecznych. Neoliberalne miasto post-przemysłowe dumne jest z braku powiązań pomiędzy tym, co społeczne, tym, co polityczne i tym, co związane z ekonomią. Tylko, czy wtedy jest jeszcze jednym organizmem?

Obserwowany od  jakiegoś czasu boom na zagospodarowanie terenów poprzemysłowych, głównie zaś moda na tzw lofty i squaty, doskonale wpisuje się w problematykę wizerunku miasta (post)industrialnego. Bo właśnie od sposobu, w jaki to zagospodarowanie ma miejsce zależy, czy mamy do czynienia z ideą miasta przemysłowego – przejawiającą się w spójnej  koncepcji rozwiązań, które służą mieszkańcom –  czy też jest to przypadkowa adaptacja czego się da, byle zgodnie z obowiązującą modą, byle schlebić gustom najbogatszych i dobrze na tym zarobić.

Lofty, czyli postindustrial zamieszkały

Lofty – dziś pierwszy krzyk mody i spełnienie marzeń o luksusie – narodziły się w opuszczonych pomieszczeniach fabrycznych i hangarach w nowojorskiej Tribeca i Soho, kiedy w latach 50-tych XX wieku, w wyniku gwałtownej deindustrializacji wielkich miast przemysł został wyparty na ich peryferia. Później zaczęły się rozprzestrzeniać na cały Nowy Jork, inne stany, a następnie na inne kontynenty. Rozwój technologii spowodował, że dawne budynki przemysłowe nie odpowiadały już swojej funkcji i pozostawały bezużyteczne – zaniedbane pogarszały kondycję całych dzielnic.
W miarę jak wzrastało znaczenie terenów postindustrialnych, wchłoniętych przez rozrastające się centra miast, zwiększyło się również zainteresowanie obiektami inżynierskimi oraz budynkami mieszczącymi niegdyś fabryki i magazyny. Na przełomie XX i XXI wieku zintensyfikował się proces rewitalizacji obszarów poprzemysłowych. Zdegradowane tereny poprzez wprowadzenie nowych funkcji, poprawę estetyki i jakości życia, odpowiednią politykę ekonomiczną i społeczną zyskały na atrakcyjności stając się na nowo częścią tętniącego życiem miasta.

Mieszkania w lofcie mają wiele zalet: przestrzeń,  świetne warunki doświetlenia wnętrz dzięki olbrzymim oknom lub przeszkleniom fasad, modny industrialny wygląd, a przestrzeń mieszkalną można dowolnie ukształtować. Dlatego lokale tego typu stają się coraz bardziej popularne. Kraków zaadaptował na lofty zabytkowy młyn Ziarno, Poznań – koszary XV Pułku Ułanów Poznańskich. Z kolei we Wrocławiu dobiega końca przebudowa wnętrz XIX-wiecznej destylarni i magazynów win braci Wolf, ciekawie urządzono lofty w spichlerzu w pruskich koszarach w Gliwicach. Zachowano nie tylko stare mury i konstrukcję, ale także drewniane stropy, podłogi, autentyczne okna. W Warszawie lofty powstaną na terenie dawnej wytwórni wódek Koneser na Pradze. – Naszą intencją jest połączenie odrestaurowanych zabytków dawnej wytwórni wódki z nową, współczesną architekturą inspirowaną motywami industrialnymi. Dawne obiekty m.in. budynki Kordegardy, Rektyfikacji i Magazynów Spirytusu będą stanowić dominantę w nowej przestrzeni. Jej dopełnieniem, a zarazem rozwinięciem staną się nowoczesne budynki mieszkalne, pasaże handlowe, restauracje, kawiarnie, biura i galerie sztuki. Kluczowe będzie harmonijne połączenie tych sfer i odpowiednie wyważenie proporcji pomiędzy nimi w wielofunkcyjnym modelu Konesera – mówi Rafał Szczepański, wiceprezes BBI Development NFI SA, firmy, która jest właścicielem pięciohektarowego terenu Konesera.

Interesująco na tym tle przedstawia się także – nagrodzona w prestiżowym konkursie na Najlepsze Europejskie Destynacje Turystyczne EDEN – przędzalnia lnu w Żyrardowie. W folderach, reklamujących to miejsce czytamy: Wybierając swój loft w żyrardowskiej Starej lub Nowej Przędzalni, będziesz mógł się uważać za człowieka niekonwencjonalnego, przeciwstawiającego się konsumpcyjnemu stylowi życia. Nie musisz być artystą, dziennikarzem, finansistą. Możesz być każdym. Z okna będziesz miał panoramę na unikatowy zespół industrialny z przełomu XIX i XX w. Co prawda już nie zobaczysz, jak 10-tysięczna rzeka ludzi płynie świtem do nieistniejącej fabryki lnu. Jednak jej robotnicy jeszcze nie wymarli. Zamieszkasz w skansenie ożywianym na twoje potrzeby.

A może golf?

Jednym z najbardziej spektakularnych wydarzeń inwestycyjnych na terenach poprzemysłowych jest projekt śląskiego biznesmena Michała Goli na pograniczu Bytomia, Rudy Śląskiej i Świętochłowic.
Spółka Armada Development nabyła za ponad 23 mln zł 73,5 ha terenów po bytomskich kopalniach Szombierki i Rozbark, a pół roku wcześniej kupiła zabytkowy szyb Krystyna. Docelowo inwestor zainteresowany jest poszerzeniem swoich terenów o kolejne działki do ponad 200 ha. Dla tak ogromnego obszaru powstaje prekoncepcja urbanistyczna w pracowni Jagiełło i Krysiak Architects z Katowic.
– W naszej koncepcji są: dwa duże centra handlowe, osiedle budownictwa wielorodzinnego o przyzwoitym standardzie, a więc dostępne na przeciętną kieszeń, elementy budownictwa jednorodzinnego, a także obiekty typu rezydencja – mówi Marek Mutke, prezes Armada Developments, spółki zarządzającej tymi terenami. – Całość będzie spięta pełnowymiarowym publicznym polem golfowym z 18. dołkami.
Mieszkanie w pobliżu pól golfowych jest atrakcyjne i trendy – dodaje Marcin Jagiełło z tej samej pracowni. – Ten teren jest różnie ukształtowany i będzie miał różne przeznaczenie, a pole golfowe doskonale spoi te elementy, bez ingerencji w konfigurację terenu. To modny i doskonały sposób na tworzenie w miastach zielonej przestrzeni.
Jak widać, istotą tych projektów jest koncepcja spójnej przestrzeni, łączącej różne sfery życia – mieszkanie, rozrywkę, kulturę. Ale czy miasto staje się na powrót jednym organizmem, czy też zbiorem atrakcyjnych enklaw, z polami golfowymi na 18 dołków?

Postindustrial bardzo kulturalny

Tereny poprzemysłowe są także często wykorzystywane do adaptacji pod kątem rozwoju kultury. Prekursorem tych działań było Zagłębie Ruhry. Jeszcze kilkanaście lat temu zdegradowany region wydawał się być skazany na upadek. Dzięki rewitalizacji terenów i obiektów poprzemysłowych,  rozwijał się tak prężnie, że w 2010 r. ta potężna aglomeracja stała się Europejską Stolicą Kultury. W dawnych zakładach, kopalniach, hutach urządzono muzea i galerie. Zagłębie Ruhry to centrum nowoczesnych technologii, internetu i uniwersytetów, a jego przemysłowy niegdyś charakter wiąże się dziś z najwyższą kulturą.  Imponujący postindustrialny teren pomagają pokonać wytyczone szlaki – szlak kultury przemysłu, przyrodniczy, sztuki oraz architektury. Obchody roku Europejskiej Stolicy Kultury w Zagłębiu Ruhry odbywały się pod hasłem „Przemiana przez kulturę – kultura przez przemianę”, nawiązując do zmian, jakie dokonały się w regionie dzięki projektom kulturalnym. Przykład ten może być zatem doskonałym wzorem dla aglomeracji śląskiej i bez wątpienia jest.

Pierwszą, narzucającą się analogią jest Szlak Zabytków Techniki Województwa Śląskiego, stanowiący doskonałą bazę turystyczno-poznawczą, ożywający na ogół podczas Industriady – dorocznego święta szlaku. To, jeśli chodzi o skansen. Najciekawsza jest jednak, nieopatrzona oficjalnie tym hasłem, ale do niego nawiązująca – przemiana przez kulturę – kultura przez przemianę. Świetnym przykładem jest powstający właśnie na terenie dawnej kopalni „Katowice” Teatr Wielki Opery i Baletu. Już dziś trwa tu budowa nowej sali koncertowej Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia, Muzeum Śląskiego oraz Międzynarodowego Centrum Kongresowego. W planach jest też budowa dużego parkingu, który będzie jednocześnie niewielką galerią handlową. Budowa Teatru ma kosztować ok. 300 mln zł. Miasto część potrzebnych pieniędzy chce zdobyć z unijnej dotacji, dlatego już teraz projekt zgłoszono do bazy pomysłów na ważne inwestycje, które gromadzi urząd marszałkowski.
Ale przemiana przez kulturę następuje nie tylko na Śląsku. Przykłady zagospodarowania terenów poprzemysłowych dla celów kulturalno-turystycznych znaleźć można także w Łodzi. Jednym z nich jest Centralne Muzeum Włókiennictwa powstałe w Białej Fabryce Geyera, posiadającej niegdyś pierwszą w Łodzi mechaniczną przędzalnię i tkalnię. Dziś muzeum gromadzi narzędzia i maszyny włókiennicze, służące do przerobu bawełny oraz próbki i większe fragmenty tkanin z wszystkich ośrodków produkcyjnych.
Natomiast w Warszawie przykładem takiego wykorzystania obiektu może być m.in. wspomniany wyżej „Koneser” na warszawskiej Pradze. Do 2010 roku miał tu swoją siedzibę Teatr Wytwórnia. Obecnie w części pofabrycznych pomieszczeń działają galerie Luksfera i Klimy Bocheńskiej. Tu również swoje pierwsze wystawy prezentuje Muzeum Warszawskiej Pragi.

Postindustrial  przyziemny

Obiekty postindustrialne to nie tylko budynki. Równie potężny, o ile nie większy potencjał – tak dla mieszkańców, środowiska, jak i biznesu – drzemie w samej ziemi. Dochodowe może być bowiem także samo posprzątanie tych, z pozoru bezużytecznych, terenów.

Szacuje się, że tylko na pogórniczych hałdach Górnego Śląska zalega ponad 500 mln ton kruszywa, które można zagospodarować w budownictwie. Produkcja kruszyw z tego źródła należy do najbardziej przyszłościowych i dotyczy wszystkich terenów, na których przy wydobywaniu kopalin pozostają odpady.

Z badań Polskiego Związku Producentów Kruszyw wynika, że udział kruszyw pozyskiwanych z odpadów wydobywczych, szczególnie węgla kamiennego, wynosi obecnie około 4-5 proc. z ponad 200 mln ton kruszyw produkowanych rocznie w Polsce, a do 2020 r. ilość ta może się zwiększyć nawet dwukrotnie.
Pozyskiwanie kruszyw z hałd odpadów kopalnianych jest coraz intensywniej wspomagane przez Unię Europejską. Z jednej strony pozwala ono bowiem zaoszczędzić naturalne zasoby surowców mineralnych, z drugiej zaś, często otwiera dostęp do pokrytych hałdami atrakcyjnych nieruchomości. Rekultywacja składowisk wpisuje się także w unijne regulacje, dotyczące zagospodarowania odpadów wydobywczych.

Największym producentem kruszyw pochodzących z hałd jest – należący do Kompanii Węglowej – katowicki Haldex. W ciągu ponad 50 lat działalności spółka przerobiła około 155 mln ton odpadów węglowych.

Wiosną 2011 r. spółka rozpoczęła likwidację Hałdy Panewnickiej, jednej z największych na Górnym Śląsku. Ta, położona na pograniczu Katowic, Mikołowa i Rudy Śląskiej, wysoka na 12 metrów sztuczna góra, zajmuje powierzchnię około 100 hektarów. Usypano ją w ciągu wielu lat z 20 mln ton odpadów, pochodzących z rudzkiej kopalni Halemba. Składowisko to   negatywnie wpływa na jakość powietrza, zagraża wodom podziemnym i w każdej chwili może się zapalić. Szacuje się, że można z niego odzyskać około 2 mln ton węgla, 1 mln ton mułu węglowego i 16 mln ton kruszyw. Stopniowa likwidacja Hałdy Panewnickiej potrwa od 15 do 20 lat, następnie teren zostanie zalesiony.

Tereny poprzemysłowe zagospodarowała także Dąbrowa Górnicza. Powstała tam podziemna trasa turystyczna w sztolni należącej do Muzeum Miejskiego „Sztygarka”. – Możliwość zwiedzania Dąbrowy od „podziemi” jest nie lada atrakcją. Podziemne korytarze przygotowane dla ruchu turystycznego, a także zgromadzone w nich liczne eksponaty górnicze pozwalają choć na chwilę wyobrazić sobie bardzo trudne i niekorzystne warunki pracy, jakie lata temu panowały w kopalniach na terenie miasta, a także zaznajomić się z historią górnictwa – wyjaśnia Arkadiusz Rybak, dyrektor Muzeum Miejskiego „Sztygarka”.

Interesujący sposób na zagospodarowanie terenów po kopalni „Marcel” znaleziono w Marklowicach k. Wodzisławia.  W powstałej tam „Tropikalnej Wyspie” atmosferę tropików zapewnia… metan z kopalni, który podgrzewa wodę w basenach. Na wyspie – fontanny i gejzer, plac zabaw, ścianki wspinaczkowe, skatepark, ścieżki spacerowe, rowerowe i do jazdy na rolkach, a także amfiteatr. Koszt pierwszego etapu przedsięwzięcia to 8 mln zł, a 75 proc. tej kwoty stanowiły dotacje unijne.

Jeśli nie postindustrial, to co?

Pobieżny przegląd inwestycji, zakończonych lub trwających właśnie na terenach poprzemysłowych, skłania do refleksji. Idea miasta przemysłowego, w którym człowiek żył i pracował w pewnej symbiozie z otoczeniem, przetrwała tylko tam, gdzie wciąż żywy jest przemysł. W tym sensie, nawet jeśli wiele jest terenów poprzemysłowych, to owo zagospodarowanie terenów odbywa się w sposób naturalny, zgodny z potrzebami mieszkańców. Tak jest w przypadku Śląska, gdzie sporym atutem nieruchomości poprzemysłowych, jest to, że leżą one w centrach miast i w pobliżu głównych ciągów komunikacyjnych. Obiekty postindustrialne zagospodarowywane są tu pod różne inwestycje – od osiedli loftów poprzez ośrodki kulturalne i społeczne (muzea, galerie) po centra handlowe i ekonomiczne. W miastach przemysłowych, tradycyjnie, wszystkie te sfery życia przeplatały się wzajemnie. Adaptując tę infrastrukturę powielamy więc model miasta przemysłowego, a nie tworzymy modelu neoliberalnego miasta post-przemysłowego, charakteryzującego się – jak wspomniałam za Krzysztofem Nawratkiem – brakiem powiązań pomiędzy tym, co społeczne, tym, co polityczne i tym, co związane z ekonomią. Na Śląsku, mimo zmiany systemu politycznego, trwa ciągle rozwój miast przemysłowych – i miasto próbuje zapewnić biologiczną i społeczną reprodukcję swoim mieszkańcom. Może dlatego, że – jak  mówi Jacek Kuś, prezes biura projektowego Stabil z Katowic – architekci są tu bodaj najbardziej wyczuleni na utrzymywanie kontynuacji identyfikacji miejsca, dziejów i tradycji.
– Jeśli odetniemy się od przeszłości, to zrobimy dokładnie tak, jak życzono sobie w minionej epoce, czyli bezmyślnie wyburzyć, posprzątać, zlikwidować.

Inaczej jest na przykład w Łodzi, gdzie – inicjatywa odnowienia centrum miasta, (pod pięknym hasłem 100 kamienic) wiąże się z eksmisją obecnych lokatorów do wybudowanych na przedmieściach kontenerów. Powszechna jest opinia, że dzisiejsze kontenery w Poznaniu czy Józefowie pod Warszawą są siedliskami ludzi zbiorczo określonych jako populacja „problemowa”. Tak właśnie – jak pisał Łukasz Drozda w artykule „Miasto 100 eksmisji” – wygląda gentryfikacja po polsku, w myśl której odzyskiwanie miasta polega na spychaniu wstydliwych zjawisk poza granice wzroku i otoczenia normalnych, tj. dobrze prosperujących mieszkańców. Proces, który zaczyna się pod patronatem wzniosłych haseł poprawy standardów życiowych obraca się w zadawanie kolejnych ciosów gorzej sytuowanym, zamiast służyć ich reintegracji. Getta biedoty i ekonomiczne Eldorado w postindustrialnym ścisłym centrum nie mają ze sobą żadnych powiązań, trudno tu zatem mówić o możliwościach biologicznej i społecznej reprodukcji społecznej. Łódź  jest przykładem neoliberalnego miasta post-przemysłowego, dumnego z braku powiązań pomiędzy tym, co społeczne, tym, co polityczne i tym, co związane z ekonomią.

Adaptacja terenów poprzemysłowych, prowadzona jest w różny sposób. Od władz zależy, czy zagospodarowując tereny poprzemysłowe starają się nadać miastu spójny wizerunek i charakter, czy też chcą w bezmyślny sposób schlebiać gustom nuworyszy, nabijając przy okazji  kabzę deweloperom, często – niestety – kosztem najuboższych mieszkańców.

Dominika Bara

 

admin

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *