System niepełnosprawny

system niepelnosprawny

Studenci niepełnosprawni na czołowych polskich uczelniach wyższych stanowią ponad 1 % ogółu uczących się, podczas gdy odsetek osób niepełnosprawnych w tej kategorii wiekowej sięga 3 %. Efekt – zaledwie 5 % osób niepełnosprawnych posiada wykształcenie wyższe. Niski poziom wykształcenia wśród osób niepełnosprawnych przekłada się zaś na wysokie bezrobocie, dwukrotnie wyższe niż w Unii Europejskiej.

Statystyki na uczelniach technicznych są jeszcze niższe, bo te studia nie należą do łatwych i przyjemnych. Co ma powiedzieć student niesłyszący, któremu tłumacz nie jest w stanie przetłumaczyć trudnego języka technicznego? Co ma powiedzieć student niewidzący, który nie zobaczy multimedialnych prezentacji? Co ma powiedzieć student ograniczony ruchowo, kiedy z trudnością porusza się po laboratoriach?

Co gorsza, z wyników badań przeprowadzonych między innymi przez Fundację Instytut Rozwoju Regionalnego jasno wynika, że duża część uczelni nadal nie jest przygotowana na przyjęcie niepełnosprawnych kandydatów. Czyżby brakowało świadomości potencjału osób dysfunkcyjnych?

Mimo to, jakby na przekór, z roku na rok przybywa osób niepełnosprawnych podejmujących studia.

Historia optymistyczna

Marcin Królikowski, student IV roku Inżynierii Środowiska na Wydziale Geologii Geofizyki i Ochrony Środowiska Akademii Górniczo-Hutniczej, od 10 roku życia – gdy został potrącony przez samochód – porusza się na wózku inwalidzkim.

Nie chciał być gorszy od swoich rówieśników, mając więc w sobie wiele woli i ambicji zaczął uprawiać sport, a raczej wiele sportów na raz: narciarstwo klasyczne, pływanie, maratony na wózkach inwalidzkich. W pierwszej z nich reprezentował nasz kraj na paraolimpiadzie w Nagano. W drugiej miał nominację do igrzysk w Atlancie. W maratonach zajmował czołowe miejsca w Europie.

W wieku 26 lat stwierdził jednak, że sport nie zapewni utrzymania jemu i jego rodzinie, toteż podjął studia na AGH. Z nauką poszło mu równie łatwo jak ze sportem, zalicza się do wyróżniających się studentów na swoim wydziale. Ze sportu nie zrezygnował. Uprawia szermierkę i pływanie.

Jego pasją są odnawialne źródła energii. Po studiach chciałby się zająć projektowaniem źródeł energii geotermalnej. – Ale mam też propozycję opracowania projektu wózka inwalidzkiego napędzanego baterią słoneczną. Zastanawiam się jednak, czy zajmować się zawodowo sprzętem rehabilitacyjnym.

W AGH studiuje obecnie blisko 400 studentów niepełnosprawnych, najwięcej spośród wszystkich uczelni technicznych w kraju. Jako jednej z niewielu udało się przekroczyć „magiczny” wskaźnik 1 procenta. Nic dziwnego, AGH rozpoczęła intensywne działania na rzecz studentów niepełnosprawnych w roku akademickim 2000/2001, jako pierwsza uczelnia techniczna w Polsce.

Dziś sale dydaktyczne wyposażane są w pętle induktofoniczne i nadajniki radiowe, a osoby niedosłyszące mogą wypożyczać indywidualne systemy wspomagające słyszenie FM, które poprzez współpracę z aparatami słuchowymi wspomagają je podczas zajęć. Studentom niesłyszącym pomaga na zajęciach tłumacz języka migowego. Do tej grupy studentów skierowany jest też specjalny lektorat języka angielskiego z wykorzystaniem tablicy interaktywnej. Studenci nie(do)słyszący mogą bezpłatnie korzystać z ksera, np. w celu robienia kopii notatek z zajęć. By ułatwić kontakt i włączenie osób niesłyszących w środowisko akademickie, organizowane są kursy języka migowego. W bibliotece mogą korzystać ze zbiorów w alternatywnej formie, a w czytelni z powiększalnika tekstu, natomiast studenci niesłyszący mogą liczyć na pomoc pracownika znającego język migowy. Obecnie przygotowywana jest koncepcja utworzenia biblioteki cyfrowej dla osób nie(do)widzących. Studentom słabowidzącym wypożyczane będą przenośne powiększalniki tekstu, umożliwiające także czytanie tekstu z tablicy. Wdrażany jest program czytający i powiększający tekst, umożliwiający korzystanie z dowolnego komputera w AGH. Studenci nie(do)widzący mogą wypożyczać także dyktafony oraz mają również możliwość korzystania bezpłatnie z kserografu, w tym także z druku powiększonego. Osoby ograniczone ruchowo mają dostęp do wszystkich budynków i sal dydaktycznych.

Andrzej Wójtowicz, kierownik biura ds. osób niepełnosprawnych AGH, uważa jednak, że jest jeszcze wiele do zrobienia, by ułatwić studiowanie osobom niepełnosprawnym. – Tak naprawdę, trzeba by wyburzyć większość budynków i postawić nowe, żeby zniknęły wszelkie problemy. Tyle, że poza murami uczelni nie będzie wcale lepiej, więc po co stwarzać iluzję świata doskonałego?

Historia mniej optymistyczna

Prawdziwe schody zaczynają się faktycznie poza uczelnią. Trudno choćby o praktykę studencką. Jedyną dużą firmą, z którą AGH ma podpisane porozumienie w sprawie praktyk dla studentów niepełnosprawnych, jest Elektrociepłownia Kraków, należąca do grupy EdF. Prawdziwym problemem jest jednak znalezienie pracy.

Paweł Sarzała skończył studia na Wydziale Inżynierii Mechanicznej i Robotyki, a także studia podyplomowe – „Nowoczesne Sieci i Usługi Telekomunikacyjne”. Skończył również liczne kursy, m.in. międzynarodowy kurs AutoCAD potwierdzony certyfikatem firmy Autodesk.

Jego praca dyplomowa „Badania laboratoryjne cięgien z metalu z pamięcią kształtu” była jedną z pierwszych tego typu w Polsce. Cięgna mają szerokie zastosowanie: od astronautyki (stosowane do paneli słonecznych satelit) po medycynę (wszczepione do organizmu stentów udrożniających żyły naczynia krwionośne). Mimo to od trzech lat nie może znaleźć zatrudnienia w zawodzie.

– Wszystko przez ten pojazd – wskazuje na wózek. Paweł doznał obrażeń w wypadku samochodowym na trzecim roku studiów. Sprawca wypadku – kierowca, który jechał pod prąd – uciekł z miejsca zdarzenia. Skutek: dwa lata był w śpiączce a obecnie porusza się na wózku inwalidzkim.

– Kiedy wybudziłem się ze śpiączki, pierwsze myśli, jakie mnie naszły to – nie ukrywam – nie chcę dalej żyć w takim stanie. W końcu jednak zaakceptowałem obecną sytuację i musiałem się nauczyć żyć w nowym świecie – oglądanym z poziomu wózka inwalidzkiego. Sam fakt, że wróciłem na studia i jakoś funkcjonuję w życiu samodzielnie jest dla lekarzy dużym zaskoczeniem.

Przez trzy kolejne lata przechodził rehabilitację po 12 godzin dziennie. Dzięki temu potrafi nawet stanąć i przejść kilka metrów. Mało tego, potrafi wejść po schodach, wciągając za sobą wózek. W firmie projektowej, gdzie mógłby wykonywać wyuczony zawód – zaproponowano mu pracę za… 600 zł. Na dodatek płaca byłaby w całości refundowana z PFRON-u. Koledzy z roku – dodajmy, pełnosprawni – otrzymali na początku 2000 zł na rękę.

– Cwaniactwo grubszej wody – Pawłowi brakuje słów, które w pełni oddałyby jego emocje. – Facet spojrzał na gościa przykutego do wózka i pomyślał, że weźmie każde pieniądze. Nie byłem zainteresowany. On na to: OK, trochę dołożę. Pytam: ile? 100, 200, 300 zł? Nie mamy i tak o czym rozmawiać. Ja mam potrzeby, tak jak każda zdrowa osoba, a nawet większe, bo sprzęt dużo kosztuje. Mój wózek kosztuje 16 tys. zł, podczas gdy ze środków publicznych mogę liczyć na dofinansowanie w wysokości 1,6 tys. zł.

Ostatecznie znalazł zatrudnienie w Biurze ds. Osób Niepełnosprawnych AGH.

38a– Zastanawiam się, co do mojego życia wniosły studia, oprócz mojego ogólnego rozwoju intelektualnego. Paweł mieszka wciąż w akademiku, bo nie stać go na wynajęcie mieszkania poza Uczelnią nie mówiąc już o jego kupnie.

Marcin Królikowski też liczy się z tym, że znalezienie pracy nie będzie łatwe, więc chce alternatywnie kontynuować naukę na studiach doktoranckich. Byłby pierwszym pracownikiem naukowym AGH na wózku inwalidzkim.

Jak mówią nasi bohaterowie, zawsze pojawia się problem mentalny – czy osoba niepełnosprawna poradzi sobie ze wszystkim, czy będzie zawsze dyspozycyjna?

Wystarczyłoby jednak przeprowadzić krótki wywiad na uczelni, by przekonać się, czy student opuszczał zajęcia czy nie, czy należy do osób solidnych, bądź nie itd. Tylko, komu będzie się to chciało zrobić? Powiedzą: fajnie, ale my na to nie mamy czasu.

Tymczasem z badań przeprowadzonych w 2006 roku przez Stowarzyszenie przyjaciół Integracja i portal Pracuj. pl na grupie ponad 1400 użytkowników portalu wynika, że 80 proc. ankietowanych jest zdania, że niepełnosprawni nie mają lub raczej nie mają trudności z wykonywaniem swoich obowiązków zawodowych. Przekonanie to jest silniejsze wśród osób, które pracowały już z niepełnosprawnymi. Są oni także uważani za bardziej sumiennych i bezkonfliktowych pracowników.

Niepełnosprawni absolwenci uczelni technicznych, o wysokich kwalifikacjach zawodowych, muszą zmagać się z bardzo poważnym problemem gettyzacji osób niepełnosprawnych w obszarze zakładów pracy chronionej, które zwykle nie należą do sektora zaawansowanych technologii.

Polska ma, niestety, najniższy w Unii Europejskiej poziom zatrudnienia osób niepełnosprawnych na otwartym rynku pracy i to mimo rozbudowanego systemu wsparcia dla pracodawców zatrudniających osoby niepełnosprawne. W Polsce istnieje ponad 2 tys. zakładów pracy chronionej. W 2008 r. zatrudnionych było w nich ok. 178,5 tys. osób niepełnosprawnych. W tym samym czasie na rynku otwartym pracę miało niewiele ponad 42 tys. osób niepełnosprawnych. Co gorsza, zatrudnienie w zakładach pracy chronionej ma długookresowy charakter.

W Holandii rząd nałożył zakładom pracy chronionej obowiązek, aby corocznie minimum 1,5 proc. (w Szwecji 5 proc.) niepełnosprawnych odeszło na otwarty rynek pracy. Obowiązkiem zakładów pracy chronionej jest dawanie niepełnosprawnym pracownikom możliwości odnalezienia się na otwartym rynku pracy. Jeśli nie przyniesie to powodzenia, mają oni szansę powrotu na dawne miejsce pracy.

Zmianę podejścia do rozwiązywania problemów osób niepełnosprawnych postulują autorzy raportu rządowego Polska 2030. Ich zdaniem, obecnie, mimo kierowania na wsparcie tej grupy znaczących środków publicznych, efekty są niewystarczające. Pieniądze powinny przede wszystkim wspierać te działania, które będą pozwalały wydobyć potencjał tych osób, a tym samym usamodzielnić je ekonomicznie. Prymatem powinno być odchodzenie od wspierania edukacji czy zatrudnienia w systemach specjalnych na korzyść włączania niepełnosprawnych dzieci i dorosłych do systemów edukacji powszechnej oraz otwartego rynku pracy.

Jak zauważa Grażyna Czop-Śliwińska z Centrum Karier AGH, w niektórych krajach europejskich oraz w Stanach Zjednoczonych, na podjęcie rewolucyjnych kroków miało niewątpliwy wpływ bardzo silne lobby osób niepełnosprawnych, które domagało się odpowiednich zapisów prawnych regulujących obligatoryjne zatrudnianie pracowników pochodzących z grup szczególnego zagrożenia bezrobociem lub z innych powodów wykluczonych z rynku pracy.

Początkowy „przymus” przekształcił się w naturalne zjawisko, ponieważ uległ praktycznemu zweryfikowaniu pogląd na temat roli osoby niepełnosprawnej w środowisku pracy. Stopniowo firmy z własnej, nieprzymuszonej woli otwarły się na integrację grup zawodowych, zyskując jednocześnie na lansowanym przez nie zewnętrznym wizerunku.

Może i nam w ten sam sposób udałoby się w końcu docenić potencjał osób niepełnosprawnych

 

admin

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *