Tabletem muchy nie zabijesz – świat w oczach naszych przodków

13 - tabletem muchy nie zabijesz

Latające taksówki, komunikatory pozwalające na bezprzewodową i błyskawiczną wymianę myśli, roboty, komputery w powszechnym użyciu, telekinematografy… To najczęściej prezentowane wizje dorosłych i dzieci, pytanych 30 lat temu o to, jak świat będzie wyglądał w 2000 roku. Co najciekawsze – te wyobrażenia niewiele różnią się od tych, prezentowanych lat temu 100, czy 150.

I oto jest – rok 2013, a latające maszyny, komunikatory w komputerach, roboty, wykorzystywane w najśmielszych dziedzinach życia są już naszą codziennością. Świat współczesny jest więc efektem wyobraźni naszych przodków, oczywiście wyobraźni skrojonej na miarę ich rzeczywistości. Co jeszcze chcieli nam zgotować? O tym możemy dziś dowiedzieć się ze starych rycin, książek, filmów…

 

W oczach pisarzy

 

Najciekawiej i zaskakująco trafnie – czy to dzięki oczywistej w tym fachu wyobraźni, czy też dzięki umiejętności przewidywania – wizje przyszłości snuli pisarze. Owe futurystyczne wyobrażenia świata bardzo często przekładają się dziś na konkretne zjawiska. I nie wiadomo, czy nie jest tak właśnie dzięki pisarskiej fantazji. Bo czy świat dziś wyglądałby tak, jak wygląda, gdyby nie projekcje  literackiej wyobraźni?

13aPowstanie i rozwój literatury science-fiction wiąże się z gwałtownym rozwojem techniki. Uważa się, że pierwszą powieścią  tego typu jest powieść Mary Shelley Frankenstein z 1818 roku, ale tak naprawdę prawdziwy rozkwit tego gatunku przypada na lata 60. XIX w. wraz z książkami Jules’a Verne’a, a następnie u progu XX wieku dzięki twórczości H. G. Wellsa (Wehikuł czasu). Tradycję polskiej fikcji naukowej stworzył z kolei Jerzy Żuławski w trylogii księżycowej (na srebrnym globie(1903), Zwycięzca (1910), Stara Ziemia (1911), ciekawym pisarzem był także Stefan Barszczewski, który pisał utwory o tematyce fantastyczno-naukowej, m.in. powieść Czandu, wydaną w 1925 r. Już wtedy  przedstawił w niej prototypy telewizorów, komunikatorów typu Skype oraz tabletów. Świadczy o tym choćby fragment, kiedy główny bohater powieści, Adam Znicz, przemawia:  jego słów nie zatrzymywały mury, śród których padały, słyszano je także w Krakowie, we Lwowie, w Poznaniu, w Gdańsku, w Wilnie, słowem, wszędzie, gdzie mowa polska rozbrzmiewa. Więcej jeszcze, widziano postać mówcy żywą, w barwach naturalnych, odbitą na ekranach, bo telekinematograf przenosił nie tylko dźwięki, lecz i obrazy na odległość dowolną.

Jednak bez wątpienia najsłynniejszym polskim pisarzem s-f był Stanisław Lem. Ten filozof, wizjoner, futurolog, świetny pisarz, lekarz, wykładowca literatury, członek-założyciel Polskiego Towarzystwa Astronautycznego, człowiek o niebagatelnej wiedzy i wyśmienitym poczuciu humoru jest protoplastą wielu zjawisk i przedmiotów, bez których dziś nie wyobrażamy sobie życia. Rzeczywistość wirtualna, Internet, laptopy, rozwój nanotechnologii zachwycały na kartach jego książek już w latach 60. minionego wieku. Weźmy Summa technologiae (1964) – zbiór esejów filozoficznych, w których pod nazwą fantomologia autor opisuje coś, co nazwalibyśmy dziś rzeczywistością wirtualną. Zakłada, że  skoro ludzka percepcja ograniczona jest przez biologię, trzeba będzie osiągnąć wszechmoc w sposób imitowany za pomocą technologii. I to technologii wielopoziomowej – czyli gdy kończy się pobyt w jednej sztucznej rzeczywistości, nie wraca się do realnego świata, ale przechodzi do drugiej. Takie napiętrzenie złudnych rzeczywistości może doprowadzić do tego, że realne życie może również zostać potraktowane jako ułuda. I co nam to przypomina? Czyż nie życie wirtualne – świat gier lub na portali społecznościowych – w którym spędzamy coraz więcej czasu, zacierając granice miedzy tym co tu i teraz, a tym co wirtualne i nierzeczywiste?

Zresztą tworzenie wirtualnych światów i posiadanie w nich nadludzkiej władzy – tak popularne dziś w grach fabularnych typu Sims – także zawdzięczamy – być może – wyobraźni Lema.

W tym większym pudle jest zasilanie, a w mniejszym świat! Takuteńki, jakim zapowiedział najjaśniejszemu panu: anizotropowy, z punktami osobliwymi, w których można przerzucać biegi, a dostęp do tych punktów jest równy i powszechny… Umyśliliśmy też, panie, wykonać kilka osób, które w przyszłości posłużą nam do próbowania następnych uniwersów…

To fragment Cyberiady, gdzie bohaterowie – Trurl i Klapaucjusz, zwani Konstruktorami – tworzą liczne światy i cywilizacje, by obserwować ich rozwój. Czy nie tak funkcjonują i nie na tym polegają dzisiejsze gry komputerowe?

Jeszcze bardziej swojsko robi się po lekturze Obłoku Magellana. Autor  przedstawia tu świat, w którym każdy ma dostęp do wielkiej bazy danych! Informacje widoczne są na małych telewizorkach i mogą być transferowane na inne monitory. Brzmi znajomo? Dla nas dziś oczywiście tak, ale trzeba podkreślić, że książka Lema swoje pierwsze wydanie miała w 1955! Pół wieku później ten wizjoner i prześmiewca zasłynął słowami: „Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów”. Cóż, nie wszystko da się dokładnie przewidzieć…

Twórczość Lema do dziś cieszy się wielką popularnością. Ciekawe, czy  wydając w 1961 roku Powrót z gwiazd wyobrażał sobie, że pół wieku później będzie dostępny na tablecie? Dlaczego o tym piszę? Bo jest tam taki fragment:

13cCałe popołudnie spędziłem w księgarni. Nie było w niej książek. Księgarnia przypominała raczej elektronowe laboratorium. Książki to były kryształki z utrwaloną treścią. Czytać można je było za pomocą optonu. Był nawet podobny do książki, ale o jednej, jedynej stronicy między okładkami. Za dotknięciem pojawiały się na niej kolejne karty tekstu. (…) Publiczność wolała lektany – czytały głośno, można je było nastawiać na dowolny rodzaj głosu, tempo i modulację. Tylko naukowe publikacje o bardzo małym zasięgu drukowano jeszcze na plastyku imitującym papier. Tak że wszystkie moje zakupy mieściły się w jednej kieszeni, choć było tego prawie trzysta tytułów.

Wizja prawie spełniona, bo – choć mamy już e-booki, tablety, audiobooki etc, wciąż dostępne są wersje papierowe książek czy gazet. Po co?  Ktoś powiedział, że dopóki za pomocą wyświetlacza czy płyty nie da się zabić muchy, ludzie po papierowe gazety sięgać będą…

 

Miasta przyszłości i wizjonerzy PRL-u

Miasto jako skupisko ludności zawsze było wdzięcznym tematem wizjonerów. Niezwykłe budowle, ciągi komunikacyjne, a wśród nich mieszkańcy –  ludzie, maszyny, roboty, pojazdy…

Futurystyczna wizja miasta na ogół odbywa się ‘w górę’. Pełno w niej wieżowców, latających „samochodów”, dziwnie funkcjonujących maszyn i robotów –  z takim obrazowaniem świata przyszłości mamy do czynienia już w słynnym ekspresjonistycznym filmie Fritza Langa Metropolis z 1927 roku, czy kultowym Łowcy androidów Ridley’a Scotta (1982).  Podobną wizję przedstawił dość syntetycznie również Luc Besson w filmie Piąty element (1997).

To obrazowanie ‘góra-dół’ obecne jest w języku człowieka i prawie zawsze stanowi wartościowanie – góra – in plus (być wysoko postawionym, mieć wysokie aspiracje, nosić głowę wysoko), dół – in minus (być w dołku, pochodzić z nizin, towar z niskiej półki). Najlepszym i zarazem niemal najstarszym przykładem jest chociażby antynomia niebo – piekło. Już w Biblii, dobry świat przyszłości (niebo) usytuowany jest wysoko, w przeciwieństwie do piekła, gdzie przyszłość przedstawia się mniej optymistycznie. Zresztą biblijną wieżę Babel buduje się, by sięgnąć absolutu. Tak jest również w wizjach przyszłości – świat pokazany jako ‘idący w górę’ jest zwykle wartościowany dodatnio – jest nowoczesny, dostatni, żyje się łatwo. I odwrotnie – świat w dole jest gorszy. Dobrym przykładem jest chociażby Sexmisja Jana Machulskiego z 1983 r. W tej futurystycznej metaforze totalitaryzmu, społeczność w wyniku katastrofy ulokowała się w podziemiu, skąd główni bohaterowie w panice uciekają. Dokąd? Oczywiście na górę.

Piszę o tym, żeby pokazać, że wyobrażanie sobie świata przyszłości obrazowane jest zwykle przez utrwalone współcześnie schematy, symbolikę z której wyrastamy. I trudno się z tego układu wyzwolić, zwłaszcza jeśli chcemy być przez innych, posługujących się tą symboliką, zrozumiani.

Również, przywoływany już, Stefan Barszczewski w swojej powieści nie oparł się tej praktyce.  Jednym z bohaterów Czandu jest między innymi miasto Warszawa, stanowiąca jedną z najważniejszych metropolii przyszłego świata. Jak wygląda? Miasto – olbrzym, nowa Warszawa, wchłonęła w siebie starą, z początku XX wieku, tak, że tylko dawne mapy i plany dawały o niej pojęcie. Ocalał jedynie sędziwy Rynek Starego Miasta i gdzieniegdzie budowla historyczna. Były to jedyne nieme świadki romantyzmu politycznego, w którym […] przeważało rozżalenie nad przeszłością, czułość dla dzieła ojców i praojców. (Wizja to pociągająca, niestety utopijna, bo rozżalenie nad przeszłością zdaje się być i dziś – niemal 100 lat po publikacji powieści – cechą narodową Polaków). Miasto było czyste, niemal sterylne, głównie dlatego, że wiek węgla minął bezpowrotnie. Samochody, którymi poruszali się po mieście warszawiacy, były jednocześnie helikopterami, mogącymi lądować na dachach wszystkich budynków w mieście, gdzie były lądowiska. Topografię wspomagały neonowe napisy z nazwami ulic, nad którymi przelatywali mieszkańcy. Miasto oczywiscie widziane jest tu więc najczęściej z góry.

A jakie plany dla Polski roku 2000 mieli wizjonerzy PRL-u? Rzec można by – brawurowe, biorąc pod uwagę, że miejscem wydania niniejszego numeru Teberii mogło być i stałoby się w istocie Megapolis Południowe. A jak? Ano tak.

Interesująco przedstawił to w filmie dokumentalnym z 1971 r. Jerzy Kaden. Trochę tu demagogii, trochę huraoptymizmu, ale istotnie w wizerunek Polski u progu XXI w. wpisany jest gwałtowny rozwój i dużo entuzjazmu oraz, charakterystyczna dla minionej epoki, gigantomania. Cechowała ona szczególnie miasta – metropolie, gigantyczne aglomeracje i konurbacje. Takim wielkim miastem miały być – połączone z sobą Katowice i Kraków,  zwane – co brzmi dziś naprawdę futurystycznie – Megapolis Południową. Centra obu dzisiejszych miast wyznaczać miały granice aglomeracji. Podobnie na północy Polski- Trójmiasto powiększyć się miało do Sześciomiasta. Warszawa miała pozostać jedna, ale za to sięgać miała od Skierniewic po Mińsk Mazowiecki i od okolic Nowego Dworu Mazowieckiego po Garwolin. Miała być przy tym doskonale skomunikowana, dzięki pięciu liniom metra.. Wielką metropolię zwaną Aglomeracją Staropolską planowano stworzyć także w Świętokrzyskiem. Miały się na nią złożyć po prostu rozrośnięte Kielce.

Zresztą świetnie skomunikowana miała być cała Polska, pokryta gęstą siecią nowoczesnych autostrad. Miasta zresztą miały się ciągnąc wzdłuż linii komunikacyjnych i energetycznych. Do roku 1980 powstać miało pierwsze 600 km, w następnych dziesięciu latach jeszcze 950! Ruch na nich sterowany miał być przez fotokomórkę i komputery.

Ważnym lementem nowoczesnej przestrzeni miasta miały być oczywiście budynki. Szczególnie wizjonersko traktowane były domy mieszkalne. Budynek przyszłości jako synonim nowoczesności i luksusu znany jest od dawna, w XX wiecznej historii chociażby w wizjach modernistycznego architekta Le Corbusiera, czy – na polskim gruncie – u Żeromskiego, poprzez wizjonerską projekcję szklanych domów Seweryna Baryki. Jak widzieli ją wizjonerzy PRL-u? Biorąc pod uwagę ówczesne problemy na linii budownictwa, futurystyczna przyszłość rysowała się bardzo różowo. Oto jednym z wzorów miał być dom ogród, czyli wielki blok z ogródkami na balkonach. Ciekawym projektem były miasta wiszące, w których domy można by dowolnie  “dowieszać”. Za przykład wykorzystania przestrzeni stawiano, oczywiście,  Moskwę i tamtejszą wieżę telewizyjną.

Dziś ideę miasta podwieszonego, zbudowanego z chmur, pokazuje współczesny artysta Tomás Saraceno, znany ze swoich instalacji, które łączą w sobie architekturę, rzeźbę oraz zaawansowane technologicznie materiały. Z przeźroczystych tworzyw buduje on sfery i kule, niektóre wielkości domu jednorodzinnego. Główną inspiracją dla artysty są astrofizyka, pajęcze sieci, struktura piany i baniek mydlanych. Saraceno tworzy na ich bazie własną wizję miasta zawieszonego w powietrzu, ultra lekkiego, zbudowane z komórek-kul, każda o innej funkcji. W powietrzu utrzymuje je skomplikowana sieć linii. Niektóre z kuli to wiszące ogrody, ich powierzchnię porastają kaktusy i inne sukulenty. Są także kule, do których wnętrza można się wdrapać i poczuć się w nich zawieszonym w przestrzeni. W ten sposób artysta zaprasza do spaceru w sztucznych chmurach. Saraceno uważa, że z coraz doskonalszych tworzy będzie można budować rzeczywiste domy i miasta, które jak piana, będą mogły się organicznie rozrastać we wszystkich kierunkach. W mieście z bąbli nie zabraknie nigdy światła, bo przeźroczyste budowle nie rzucają cienia. To dzisiejsza wizja świata przyszłości, ale już dziś możliwa do wykonania.

Przyszłość to dziś, tyle że jutro (S. Mrożek) – albo…?

 

Domy-chmury są już w zasięgu naszej ręki. A jak jeszcze wyobrażamy sobie przyszłość? Choćby tę niedaleką – za 20, 30 lat? Rozwój technologii pozwolił nam ukierunkować wyobraźnię. Mamy realne podstawy, by myśleć, że świat rozwinie się w określonym kierunku, nierozerwalnie związanym z IT.

 

13bInteresująco na temat opowiada Magnus Kalkuhl z Kaspersky Lab. Przewiduje on, że przyszłość IT diametralnie zmieni się w 2030 roku. Stanie się tak ponieważ cloud computing, rzeczywistość rozszerzona, komputery kwantowe, sztuczna inteligencja oraz nanotechnologia ewoluują, tworząc technologię informatyczną nowej generacji.

W swoim artykule „Bezpieczeństwo IT w 2030″ Kalkuhl wychodzi z założenia, że galopujący rozwój nowych technologii, które już teraz odgrywają ważną rolę w życiu człowieka, zmieni zupełnie postrzeganie świata w takiej formie, w jakiej odbieramy go dziś. W wyniku rozwoju sztucznej inteligencji życie i dobrobyt człowieka będą w ogromnym stopniu zależeć od technologii, a nie zdrowego rozsądku. W pełni zautomatyzowane systemy transportu na nowo zdefiniują sposób, w jaki przemieszczają się ludzie. Świat cyfrowy, utożsamiany dziś z nowoczesnością, stanie się przestarzały. Telewizory, komputery, smartfony i tablety zastąpione zostaną przez okulary rozszerzonej rzeczywistości tak, że przy pomocy półprzeźroczystych okularów obserwować będzie można np. życie toczące się na ulicach miasta jak również elementy wytworzone przez komputer nałożone na rzeczywisty świat.  Oprogramowanie, filmy i muzyka będą dostępne wyłącznie w chmurze obliczeniowej, a konsole do gier zostaną zastąpione ogromnymi wirtualnymi światami, dostępnymi w każdym miejscu na Ziemi. Z jednej strony więc będziemy od technologii zupełnie uzależnieni, wystawiając jednocześnie na zagrożenia naszą prywatność, indywidualność, anonimowość, w końcu, w związku z ewolucją cyber-zagrożeń,  narażając nasze bezpieczeństwo. Co dostaniemy w zamian? Być może widoki na lepsze, łatwiejsze życie. Brzmi przerażająco?  Jak napisał, przywoływany już tutaj znakomity pisarz i wizjoner, Stanisław Lem: – Jesteśmy jak na krze, która jest unoszona prądami technologii. Nie panujemy nad nią, nie wiemy dokąd nas niesie, nie wiemy jak nią sterować.

Wizje przyszłości nigdy nie były oparte na tak racjonalnych przesłankach, jak te, snute dzisiaj. Na pewno nie uwolnimy się od dominacji technologii, a zaawansowane systemy komputerowe staną się dla nas dobrodziejstwem lub zagrożeniem, w zależności od ludzkiego rozsądku. Bo świat przyszłości, nie jest dziś efektem wyobraźni naszych przodków, tylko naszej. A przy tym tempie rozwoju – wbrew powiedzeniu innego wielkiego pisarza – Stanisława Mrożka – jutro to jutro, zupełnie niepodobne do dziś…

Dominika Bara

Źródła:

http://www.archirama.pl

http://fakty.interia.pl

Marta Wawrzyn: Jak komuniści wyobrażali sobie Polskę w roku 2000. http://gadzetomania.pl

Henryk Tur: Lem wiedział to przed wszystkimi. http://gadzetomania.pl

http://www.kaspersky.pl

admin

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *