Teraz POLSA

realizowane

Skłócone partie polityczne przemówiły w lipcu jednym głosem. A właściwie 434 głosami, bo tylu posłów opowiedziało się za powołaniem do życia POLSY, czyli Polskiej Agencji Kosmicznej. Jednak ci, którzy widzą już biało-czerwoną flagę na srebrnym globie srodze się zawiodą: POLSA będzie miała więcej wspólnego z biurokracją, niż z podbojem kosmosu. Nie zawiodą się za to być może polscy przedsiębiorcy sektora kosmicznego, którym powstanie POLSY ma dodać skrzydeł.

Polska specjalność

 

Wbrew temu, co można by wywnioskować z pojawiających się w prasie nagłówków, Polska nie musi wyruszać na podbój kosmosu – znajduje się tam bowiem już od dawna. W przestrzeń kosmiczną poleciało ponad 70 urządzeń skonstruowanych w Polsce, przede wszystkim w Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk (CBK PAN). Sonda Rosetta zabrała na powierzchnię komety 67P/Czuriumow-Gierasimienko polskie „młotki” służące do wgryzienia się w jej ciało i przeprowadzenie badań (wbijanie termometrów w rozpędzoną w przestrzeni kosmicznej skałę pozbawioną grawitacji nie jest takie proste), a sondy Mars Express i Venus Express korzystały z polskich urządzeń pomiarowych. Najdroższym do tej pory przedsięwzięciem było skonstruowanie satelitów badawczych, Lema i Heweliusza, które pełnią już swoją służbę na orbicie. Odbiorcą wielu polskich urządzeń i instrumentów jest Europejska Agencja Kosmiczna (ESA), która za pieniądze płynące z państw członkowskich zleca projekty poszczególnym podmiotom.

– W kilku dziedzinach przemysłu kosmicznego nasze technologie wyprzedzają to, czym dysponują inne kraje. W tych właśnie niszach czujemy się dobrze i to właśnie one powinny być naturalnym kierunkiem rozwoju dla polskiej branży kosmicznej – mówi radiu TOK FM prof. Marek Banaszkiewicz, dyrektor Centrum Badań Kosmicznych PAN. – Do ESY zaczęli nas zapraszać, bo zobaczyli, że mamy bardzo wysoki poziom umiejętności budowania instrumentów, niektórych typów oczywiście, bo nie wszystkich. Robimy to taniej i często jesteśmy solidniejszym dostawcą, właśnie ze względu na duże doświadczenie, zakumulowane przez lata. Mamy cztery obszary, w których nasze instrumenty są rzeczywiście na poziomie światowym. Najstarszym są spektrometry rentgenowskie, używane do badań słońca, które robi nasza grupa wrocławska – to jest grupa, która dzięki szczęśliwym zbiegom okoliczności ma w tej chwili unikalną pozycję na świecie dlatego, że współpracuje z jednej strony w dużym projekcie Europejskiej Agencji Kosmicznej, a z drugiej od lat nieprzerwanie współpracuje z Rosją. Drugi to badanie fal plazmowych, tak zwane radiospektrometry. Trzeci to jest nowe pole, w którym jesteśmy prawie najlepsi na świecie, jeśli nie najlepsi. To jest to, co znajdowało się na sondzie Rosetta, czyli wszystkie urządzenia wbijające. Czwarta specjalizacja to dziedzina, w której CBK nie prowadzi własnych badań, ale buduje instrumenty – to dziedzina astronomii wysokich energii. Budujemy przyrządy do przetwarzania danych – dodaje.

ESA, czyli European Space Agency, to międzynarodowa organizacja działająca od 1975 roku. Choć jej członkowie to kraje europejskie, to sama agencja nie jest częścią struktur unijnych. Polska jest członkiem agencji od dwóch lat i wpłaca do jej budżetu ponad 30 mln euro rocznie. W zamian za to krajowe ośrodki badawcze i firmy mogą brać udział w projektach realizowanych przez agencję i korzystać z wyników badań i produktów agencji. Do najbardziej znanych należy chyba system nawigacyjny Galileo, który miałby stanowić europejską alternatywę dla amerykańskiego systemu GPS i rosyjskiego GLONASS’a, teleskop Hubble’a (wspólnie z NASA), a z mniej praktycznych – niezrealizowany jeszcze projekt KEO, czyli kapsuła czasu której zadaniem będzie przeczekanie na orbicie pięciuset wieków i powrót na ziemię. W kapsule znajdzie się płyta DVD (wraz z instrukcją budowy odtwarzacza DVD, gdyż za 50 tysięcy lat może już ich nie być) z encyklopedią zawierającą całą ludzką wiedzę, diament zawierający w sobie kroplę ludzkiej krwi oraz próbki powietrza, wody i ziemi. Na diamencie wygrawerowany zostanie ludzki genom.

 

lazik-pomiar

 

Przemysł sprowadzony na ziemię

 

Drugim aspektem polskiej obecności w przestrzeni kosmicznej jest rozwijający się komercyjny przemysł kosmiczny. W październiku 2012 roku powstał Związek Pracodawców Sektora Kosmicznego (ZPSK), który zrzesza już ponad 20 polskich firm i instytucji badawczych. Znajdują się tam firmy o bardzo różnych profilach, od producentów robotów (Robotics Inventions), przez firmy przetwarzające informację przestrzenną (Geosystems Polska) aż po spółki Polskiego Holdingu Obronnego.

– Polski przemysł kosmiczny jest bardzo młody, chociaż jego podstawy były budowane od kilkudziesięciu lat przez jednostki badawcze takie jak Centrum Badań Kosmicznych PAN, które brało udział w kilkudziesięciu misjach kosmicznych – mówi Paweł Wojtkiewicz, dyrektor biura Związku Pracodawców Sektora Kosmicznego. – Niezbędny zatem jest pewien okres inkubacji polskiego sektora kosmicznego, po zakończeniu którego polskie przedsiębiorstwa będą mogły oferować produkty i usługi na europejskim rynku kosmicznym. Przemysł kosmiczny jest jednym z bardziej innowacyjnych przemysłów, ale też jednym z trudniejszych. Trzeba dysponować odpowiednimi technologiami, spełniać rygorystyczne standardy i posiadać szereg certyfikatów. Jednak aktywność polskich firm i ilość podmiotów, które zgłosiły wnioski w ostatnich dwóch konkursach ogłoszonych przez ESA dla polskich przedsiębiorstw napawa optymizmem. Polski przemysł kosmiczny ma szansę w przyszłości odgrywać kluczową rolę i stać się dostawcą specjalistycznych rozwiązań. Jakich? Z odpowiedzią na to pytanie musimy jeszcze poczekać, co najmniej 2 lata – dodaje.

Dla wielu firm wstępem do współpracy z Europejską Agencją Kosmiczną był program PECS (ang. Plan for European Cooperating State), przeznaczony dla krajów będących dopiero kandydatami do ESY. Dzięki programowi firmy z kraju kandydującego mogą starać się o udział w projektach, przy czym sam kandydat nie musi jeszcze uiszczać składki członkowskiej.

– Nasza firma zrealizowała w 2011 roku projekt finansowany ze środków PECS – mówi Przemysła Turos, Dyrektor ds. Operacji spółki GEOSYSTEMS Polska, współtworzącej system nawigacji AutoMapa® i serwis Targeo®.  – Zaproponowaliśmy wdrożenie dla obszaru całego kraju oraz twórcze rozwinięcie usługi testowo przeprowadzonej wcześniej w kilku krajach Europy. Polegała ona na oszacowaniu aktualnego stanu zasobów węgla związanego w drzewostanach oraz zmian tego zasobu w odniesieniu do roku bazowego Protokołu z Kioto. Przyrost węgla związanego w roślinności wynika z pochłaniania atmosferycznego dwutlenku węgla. W toku prac przetworzyliśmy kilkadziesiąt scen satelitarnych oraz wykonaliśmy integrację informacji uzyskanej z ich analizy z danymi inwentaryzacyjnymi pozyskanymi w terenie. Na podkreślenie zasługuje fakt owocnej współpracy z Ministerstwem Środowiska oraz Dyrekcją Generalną Lasów Państwowych, dzięki którym uzyskaliśmy dostęp do danych naziemnych. Celem projektu było nie tylko dostarczenie informacji na potrzeby raportowania wymaganego Protokołem z Kioto, ale także zainteresowanie potencjalnych odbiorców możliwościami wynikającymi z zastosowań obrazowania satelitarnego. Obrazy satelitarne to nie tylko mapy, ale obiektywna, precyzyjna i aktualna informacja użyteczna w bardzo wielu, czasem zaskakujących dziedzinach. Zastosowana metoda nie zastąpi używanych dotychczas źródeł informacji o absorpcji atmosferycznego dwutlenku węgla, jednak realizowana w cyklu trzy lub pięcioletnim może stać się uzupełnieniem, służąc ocenie i kalibracji obecnie stosowanych modeli. Z kolei mapy satelitarne stanowią wartość samą w sobie, obrazując dynamikę zmian środowiska. Obecnie realizujemy kolejny kontrakt z ESA, tym razem z dziedziny zarządzania kryzysowego i przymierzamy się do dalszych przetargów jako członek międzynarodowych konsorcjów – dodaje.

Poza zleceniami agencji kosmicznych i poza projektami zamawianymi przez instytucje publiczne, przedsiębiorstwa sektora kosmicznego z powodzeniem komercjalizują swoje produkty i przystosowują je do szerszego grona odbiorców. Śląskie Centrum Naukowo-Technologiczne Przemysłu Lotniczego podpisało niedawno z ESĄ umowę dotyczącą budowy paneli kompozytowych, które służą do budowy obiektów kosmicznych, jak i są również wykorzystywane w innych gałęziach przemysłu. Firma Robotics Inventions z Warszawy zaprojektowała w ramach programu PECS wirtualny system do sterowania robotami, ale dla masowego odbiorcy produkuje m.in. roboty sprzątające.

– Jako przedsiębiorstwo wykorzystujące technologie satelitarne od prawie 20 lat możemy pochwalić się szeregiem grup klientów – mówi Przemysław Turos. – Podzieliłbym ich jednak na dwie główne grupy: specjalistów i użytkowników masowych nie posiadających przygotowania specjalistycznego. Na przykładzie rozwiązań informatycznych można zauważyć różnice w ofercie dla obu tych grup. Użytkownicy profesjonalni wykonują często niestandardowe operacje, tworząc na przykład własne złożone procedury analiz danych satelitarnych. Stosują niskoprzetworzone źródła, często pochodzące z nietypowych sensorów np. radarowych. Użytkownicy ci potrzebują więc narzędzi o szerokich możliwościach, elastycznych i wszechstronnych. Przykładem takiego wszechstronnego systemu jest ERDAS IMAGINE (system przetwarzania informacji o stanie powierzchni danego terenu). Z kolei użytkownik nie będący specjalistą poszukuje odpowiedzi na pytanie – np. jak dojechać do najbliższego hotelu. Dla tej grupy odpowiednie będą wysoko przetworzone dane – czyli informacja przestrzenna – mapy, które są podstawą systemów nawigacji samochodowej, takich jak nasza AutoMapa.

 

CBK110427b_fot01

 

Co z tą POLSĄ?

Skoro w przemyśle kosmicznym radzimy sobie tak dobrze, to po co nam właściwie POLSA? – W ocenie przedsiębiorstw główne zadanie POLSY powinno polegać na koordynacji działań i wysiłków administracji tak, aby składka, którą Polska wpłaca do ESA i Unii Europejskiej na programy kosmiczne wróciła do polskich przedsiębiorstw w postaci kontraktów i projektów – mówi Paweł Wojtkiewicz. –  Uzyskanie zadowalające zwrotu geograficznego na poziomie ok. 80% jest realne, ale do tego potrzebne jest współdziałanie wszystkich podmiotów sektora kosmicznego w Polsce: firm, instytucji badawczych, związków pracodawców, organizacji pozarządowych oraz administracji. Sam lobbing na rzecz polskich firm w takich ciałach jak ESA jest też bardzo ważny. Jak pokazują przykłady „starszych” państw-członków ESA, ten kto ma sprawniejszą administrację i agencję, ten posiada silniejszy przemysł kosmiczny – dodaje.

Lobbing w Paryżu (tam znajduje się siedziba Agencji) to jednak nie wszystko. Zwolennicy powołania agencji wskazują na wiele innych, pozytywnych efektów które przynieść może działalność agencji, takich jak nowe miejsca pracy w sektorze high-tech, zatrzymanie w Polsce inżynierów i specjalistów, szansa na krok ku gospodarce opartej na wiedzy. W całej Europie ilość miejsc pracy związanych z przemysłem kosmicznym szacuje się już na ok. 800 tys. Projekt ustawy o powołaniu POLSY powierza agencji różnorakie zadania. Będzie ona miała, m.in. przygotowywać i wdrażać główne kierunki badań istotnych z punktu widzenia interesu państwa, reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej, prowadzić rejestr obiektów w przestrzeni kosmicznej czy przygotowywać normy i specyfikacje techniczne dotyczące przemysłu kosmicznego. Na wykonanie wszystkich tych zadań Agencja ma otrzymać budżet w wysokości od 5 do 10 mln złotych.

– ZPSK oczekuje od agencji przede wszystkim koordynacji działań administracji na rzecz silnego sektora kosmicznego w Polsce – mówi Paweł Wojtkiewicz. – Firmy zrzeszone w Związku chciałyby po stronie administracji posiadać partnera, z którym mogłyby nawiązać dialog wokół tematów strategicznych jak i merytorycznych. Potrzebne jest także silne wsparcie polskich podmiotów na forum ESA. ZPSK nie było konsultowane podczas tworzenia ustawy o Agencji, mamy jednak nadzieję, że w przyszłości jej działania będą konsultowane ze środowiskiem, do którego wsparcia została powołana.

– Powstanie Agencji jest ze wszech miar pożądane – komentuje Przemysław Turos. – Wiąże się z przystąpieniem Polski do Europejskiej Agencji Kosmicznej. Biorąc pod uwagę, że do ESA przystąpiliśmy już prawie dwa lata temu posuniecie to wydaje się być nawet mocno spóźnione. Podstawą działania Agencji ma stać się opracowany w Ministerstwie Gospodarki zarys polskiej polityki kosmicznej. Jego zapisy są jednak bardzo ogólne i nie wynika z niego spójny plan rozwoju i strategia zastosowania technologii kosmicznych w różnych dziedzinach gospodarki. Pierwszymi zadaniami Agencji powinny stać się więc rozwinięcie polityki kosmicznej w kierunku planu na poziomie operacyjnym i taktycznym. Aby istnienie Polskiej Agencji Kosmicznej miało głębszy sens należy zadbać o komunikację pomiędzy Agencją, a ministerstwami i urzędami reprezentującymi dziedziny gdzie technologie kosmiczne i satelitarne mają bezpośrednie zastosowanie. Niestety, z tego co do nas dociera, zainteresowanie tematem w wielu resortach jest niewielkie.

 

15419

 

Kosmos na poważnie

 

Specjaliści i przedsiębiorcy z sektora kosmicznego przekonują o jego świetlanej przyszłości i o zyskach, jakie czekają nieustraszonych inwestorów. W Polsce rozwój badań kosmicznych przyśpieszy nie tylko powstanie POLSY, ale też zrealizowanie założeń Krajowego Planu Rozwoju Sektora Kosmicznego w Polsce na lata 2014-2020, przyjętego w tym roku przez Radę Ministrów. Jego kluczowym elementem jest budowa pierwszych polskich satelitów obserwacyjnych, które mógłby być wykorzystywane przez organy administracji (np. do monitorowania powodzi czy pożarów) oraz przez wojsko.

Zdaniem ekspertów ESY, każde euro ulokowane w kosmosie przynosi gospodarce sześć euro zysku, a podczas samych badań przestrzeni kosmicznej powstaje wiele urządzeń, które mogą potem znaleźć bardziej przyziemne zastosowania. Zdaniem Antonio Tajaniego, komisarza UE do spraw przemysłu i przedsiębiorczości prawdziwą żyłą złota ma być system Galileo – w ciągu dwudziestu lat działania ma przynieść gospodarce ok. 90 mld euro. Szkoda tylko, że zgodnie z planem system miał zacząć przynosić te ogromne zyski już osiem lat temu, a niedawne umieszczenie dwóch nowych satelitów systemu na nieodpowiednich orbitach zapewne nie posunie sprawy naprzód. Pozostaje mieć nadzieję, że polski satelita będzie miał więcej szczęścia. I że będzie „polski” nie tylko z nazwy.

Piotr Pawlik

admin

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *