Transfer przyszłości

Rozmowa z Tomaszem Pyrciem, dyrektorem Centrum Transferu Technologii AGH

20 - transferCentrum Transferu Technologii Akademii Górniczo Hutniczej jest pozawydziałową jednostką organizacyjną AGH. Działa od 1 marca 2007 roku. Jej zadaniem jest wsparcie procesów komercjalizacji i transferu innowacyjnych technologii i wiedzy. CTT działa w obszarach marketingu nauki w środowisku przedsiębiorców, ochrony własności intelektualnej oraz obsługi i finansowania transferu technologii. Współpracuje ze środowiskiem naukowym AGH oraz środowiskiem przedsiębiorców niezależnie od ich wielkości i skali działania, a także z organizacjami zrzeszającymi przedsiębiorców. Wzajemna świadomość potrzeb i możliwości oraz zaufanie środowiska naukowego i przedsiębiorców to kluczowy czynnik sukcesu transferu technologii, a zatem zwiększenia innowacyjności i konkurencyjności gospodarki. Zwiększenie tej świadomości oraz zaufania to jeden z głównych celów działalności CTT. Partnerem Projektu Centrum Transferu Technologii AGH jest ArcelorMittal Poland S.A.

Ile w ramach CTT realizowanych jest obecnie projektów, nazwijmy umownie, nauka-biznes?
– Na wstępie należałoby uściślić, co należy rozumieć pod tym pojęciem, bowiem Centrum, którym kieruję, zajmuje się przede wszystkim realnym transferem technologii,
czyli sprzedażą bądź innymi formami udostępnienia własności intelektualnej powstałej na AGH. To może być sprzedaż patentu czy licencji,
bądź też umowa wdrożeniowa. Przeciętnie zawieramy ok. 30 umów transferowych rocznie.

Czy to dużo, czy wyczerpuje potencjał AGH oraz kierowanej przez Pana instytucji?
– Moim zdaniem, absolutnie nie. Potencjał AGH pozwala na bardziej zintensyfikowany transfer.
Co stoi na przeszkodzie? Są jakieś ograniczenia prawne czy organizacyjne?
– Nie ma ani barier prawnych, ani organizacyjnych. Mamy odpowiedni aparat urzędniczy, odpowiednie procedury. Mało tego, mamy możliwości uzyskania wsparcia
finansowego, m.in. w ramach funduszy strukturalnych, w ramach inicjatyw typu IniTech, mamy nawet ustawę o wspieraniu działalności innowacyjnej,
która umożliwia uzyskanie wsparcia ze środków publicznych na transfer technologii.

To w czym tkwi problem?
– Warunkiem dobrej współpracy jest przede wszystkim wzajemna znajomość środowiska naukowego i biznesowego oraz, co niesłychanie istotne, wzajemne zaufanie.
Znajomość rozumiem poprzez wzajemną świadomość potrzeb i możliwości. Przedsiębiorcy muszą mieć zaufanie do tego, że na bazie innowacji powstałych na uczelni wyższej
można zrobić biznes.

Spotkałem się też z opinią, że problem leży w mentalności znacznej części środowiska akademickiego, które jest bardziej nastawione na dorobek naukowy niż wdrożenia.
Zgodzi się Pan z taką opinią?
– Nie, bowiem misją naukowca jest nauka. Dorobek naukowy jest dla naukowca wartością najwyższą, ale proszę mi wierzyć, że każdego naukowca satysfakcjonuje wymierny
efekt praktyczny jego pracy. Moim zdaniem, podporządkowanie badań naukowych celom komercyjnym do niczego dobrego by nie doprowadziło. Natomiast realnym problemem jest wykorzystanie wyników prowadzonych badań, czyli nadanie im cech umożliwiających wykorzystanie komercyjne. Nie zawsze sam fakt zakończenia badań jest równoznaczny z
możliwością zastosowania ich rezultatów w praktyce. Pomiędzy tymi etapami powstaje, nazwijmy umownie, luka finansowa, uniemożliwiająca doprowadzenie wyników badań do
postaci komercyjnej. Są wprawdzie pewne narzędzia, które ułatwiają to, jak np. projekty celowe. Pozwalają one przedsiębiorcy uzyskać środki na sfinansowanie
współpracy z nauką w celu rozwiązania konkretnego problemu. Są także środki z funduszy strukturalnych, które można spożytkować na rzecz wspólnego projektu.
Problem tylko w tym, że wspólne projekty wymagają zaangażowania finansowego konkretnych przedsiębiorców, niezależnie od środków pomocowych, już na samym wstępie
komercjalizowania wiedzy. To stanowi dość istotną barierę. Byłoby zatem ze wszech miar wskazane wypracowanie mechanizmów pozwalających uczelniom finansować
wspomniany etap komercjalizacji badań. Moim zdaniem taki mechanizm zdecydowanie zwiększyłby transfer innowacyjnych rozwiązań.

Są, Pana zdaniem, jakieś szczególne obszary gospodarcze zainteresowane transferem technologii?
– Biorąc pod uwagę jedynie obszar działalności AGH trudno mi cokolwiek wyróżnić. Nie widzę obszaru, który poza wcześniej omawianymi barierami, byłby upośledzony w
stosunku do innych. Rzecz jasna obszar nauk humanistycznych, które także mamy na AGH, nie może z oczywistych powodów konkurować z wydziałami technicznymi.

Zapewne trudno określić wartość rynkową transferowanej własności intelektualnej?
– Określenie komercyjnej wartości dobra intelektualnego jest problematyczne przy zawieraniu każdej z umów, zwłaszcza w obszarze rozwiązań innowacyjnych.
Dlatego zwykle jest to udział w przychodach przedsiębiorcy powstałych w efekcie zastosowania innowacji powstałej w Akademii.

Jakie są zatem perspektywy takich instytucji, jak kierowane przez Pana Centrum Transferu Technologii?
– Wyłącznie świetlane. A mówiąc poważniej, spotykam się z dużą życzliwością władz uczelni. Zostaliśmy bowiem wyposażeni w funkcjonalną infrastrukturę, uregulowane zostały wszelkie zagadnienia związane z przepływami finansowymi przy transferach technologii,
a także prawa naukowców do przychodów z tytułu wykorzystania ich prac. Patrząc na to, jak i na potencjał naukowców AGH, mogę tylko spoglądać z optymizmem w przyszłość.
Myślę, że podobnie jest w innych tego rodzaju instytucjach w kraju.

Rozmawiał: Konrad Markowski

admin

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *