Wrzesień 2.0 – witaj cyfrowa szkoło!

8d

I znów wrzesień – ten wieńczący lato miesiąc nazwę swą zawdzięcza kwitnącym różowo wrzosom. Ale w głowach i  w portfelach rodziców uczniów wcale różowo nie jest, a jedyne co ewentualnie zakwita, to myśl, że znów czeka ich radykalny drenaż kieszeni, choć szkolnictwo – przynajmniej według konstytucjonalistów – mamy w Polsce bezpłatne.

8aKatowicki antykwariat. Lada ugina się pod ciężarem dwóch dużych toreb, pełnych podręczników z gimnazjum i liceum, przyniesionych w celu sprzedaży. Te gimnazjalne – najstarsze – sprzed czterech lat, z liceum prawie nowe –  niektóre w stanie dziewiczym, bo nauczyciel nie wymagał korzystania z nich, a jedynie ich zakup (!). Niestety, transakcja nie dochodzi do skutku – wszystkie lądują na śmietniku, bo… są już nieaktualne. Czyżby tak szybko rozwijała się nasza nauka? To  mamy tyle nowych odkryć w dziedzinach matematyki, fizyki, geografii, chemii, biologii, historii, literatury… i to na poziomie elementarnym?

Niestety. Sytuację tę generują tęższe coraz umysły, przegrzewające się gdzieś w obszarach Ministerstwa Edukacji Narodowej, wymyślając nieustannie zmiany koncepcji nauczania, podstaw programowych, co pociąga za sobą produkcje kolejnych podręczników, dezaktualizując        poprzednie. A wszystko, jak zwykle, rozbija się o niebagatelną kasę różnych grup zawodowych, od twórców tych programów poczynając, a na wydawcach i księgarzach, kończąc. Kasę, którą co roku wyciągają z kieszeni rodzice uczniów, ufając (lub nie) w zasadność tych działań.

Psioczenia, takie jak wyżej, odbywają się cyklicznie, co roku – w każdym niemal domu, w mediach, a także w przywoływanym MEN.

Zwarły się tedy myśli oświecone i oto jest. W skromnych progach polskiej szkoły stoi, mianowicie, cyfryzacja. Z tym, że owo ‘stoi’, to jest bardzo dobre słowo. A jest tak:

 

3 kwietnia 2012 roku Rada Ministrów podjęła uchwałę w sprawie „Rządowego programu rozwijania kompetencji uczniów i nauczycieli w zakresie stosowania technologii informacyjno-komunikacyjnych – Cyfrowa szkoła” oraz wydała rozporządzenie w sprawie warunków, form i trybu realizacji przedsięwzięcia dotyczącego rozwijania kompetencji uczniów i nauczycieli w zakresie stosowania technologii informacyjno-komunikacyjnych.

Rząd zdecydował, że pilotażowo będzie realizowany program, którego głównym celem jest rozwijanie kompetencji uczniów i nauczycieli w zakresie stosowania technologii informacyjno-komunikacyjnych (TIK) w edukacji, opierający się na założeniu, że jednym z zasadniczych zadań współczesnej szkoły jest przygotowanie uczniów do życia w społeczeństwie informacyjnym.  Zadanie to ma być realizowane przez nauczycieli, którzy potrafią świadomie i umiejętnie wykorzystywać technologie informacyjno-komunikacyjne w edukacji. Jak czytamy na stronie internetowej Ministerstwa Edukacji Narodowej, przedsięwzięcie „Cyfrowa szkoła” ma być realizowane w czterech obszarach – e-szkoła, e-uczeń, e-nauczyciel, e-zasoby.

Działania w  obszarze „e-szkoła” polegać mają na wyposażeniu (doposażeniu) szkół podstawowych, prowadzonych przez jednostki samorządu terytorialnego i ogólnokształcących szkół muzycznych I stopnia w nowoczesne pomoce dydaktyczne niezbędne do realizacji programów nauczania z wykorzystaniem TIK. Obszar „e-uczeń” dotyczy zapewnienia uczniom w klasach IV-VI szkół podstawowych, prowadzonych przez jednostki samorządu terytorialnego i ogólnokształcących szkół muzycznych I stopnia dostępu do nowoczesnych pomocy dydaktycznych, w  szczególności mobilnego sprzętu komputerowego. „E-nauczyciel”- to przygotowanie nauczycieli do nauczania, komunikowania się z uczniami i rodzicami oraz prowadzenia dokumentacji szkolnej z wykorzystaniem TIK; przeszkolenie 40 „e-trenerów” i 1200 „e-moderatorów”, którzy będą wspierać szkoły w realizacji zadań z zakresu stosowania TIK w praktyce szkolnej; organizacja sieci współpracy i szkolenia dla ok. 19 tys. szkolnych „e-koordynatorów”, których zadaniem będzie szkolenie oraz wspieranie nauczycieli w nabywaniu i doskonaleniu umiejętności w pracy z wykorzystaniem TIK. Z kolei celem działań w obszarze „e-zasoby edukacyjne (w tym e-podręczniki)” jest rozbudowa multimedialnych cyfrowych zasobów edukacyjnych na portalu „Scholaris” (znajdują się na nim materiały edukacyjne przeznaczone do prowadzenia zajęć lekcyjnych) oraz udostępnianie narzędzi, rozszerzających warsztat pracy nauczycieli, umożliwiających opracowywanie lekcji z wykorzystaniem TIK; przygotowanie nieodpłatnych e-podręczników, które będą dostępne na otwartym publicznym portalu edukacyjnym dla uczniów.

Pilotaż będzie realizowany od kwietnia 2012 r. do końca sierpnia 2013 r., weźmie w nim udział ok. 380 szkół. Całkowity koszt programu to 61 mln zł. W 2012 r. na jego realizację przewidziano w budżecie państwa rezerwę celową w wysokości 50 mln zł (w tym 44 mln zł na zakup pomocy dydaktycznych). Wkład własny organów prowadzących oszacowano na co najmniej 11 mln zł. Na e-zasoby edukacyjne, w tym e-podręczniki w latach 2012-2015 zaplanowano do wydania 45,5 mln zł ze środków unijnych (Europejskiego Funduszu Społecznego). Na realizację zadań w obszarze e-nauczyciel przewiduje się przeznaczyć 20mln zł środków unijnych (Europejski Fundusz Społeczny).

Krótka rozprawa o kondycji polskiej szkoły

Tyle teorii. W założeniach wszystko brzmi świetnie – kompetentni nauczyciele i dobrze przygotowana do funkcjonowania w świecie nowych technologii młodzież.

Tymczasem, według specjalistów z koncernu Microsoft oraz Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych to właśnie mentalność nauczycieli i dyrektorów szkół jest największą przeszkodą na drodze do informatyzacji polskiej szkoły. Skąd owi specjaliści to wiedzą? Ano z praktyki, obie firmy zinformatyzowały bowiem 500 szkół ponadgimnazjalnych, szkoląc 7 tys. nauczycieli oraz ok. 130 tys. uczniów, a wszystko to w ramach wspólnego projektu „Szkoła Nowych Technologii”

Cecylia Szymańska-Ban, dyrektor ds. edukacji Microsoft mówi o specyficznych trudnościach, z jakimi się zetknęła podczas szkoleń – Dwa najsłabsze elementy to brak wiedzy wśród nauczycieli, jak uczyć z wykorzystaniem technologii informatycznych, oraz szkolna infrastruktura.

Nauczyciele mają mgliste pojęcie na temat ogólnodostępnych i darmowych aplikacji, które już teraz można wykorzystywać w nauczaniu. Podobnie ma się sprawa z dyrektorami, którzy nie znają programów pomagających zarządzać szkołami.

– Potrzebne są gruntowne szkolenia dla pedagogów, na których dowiedzą się, jakie narzędzia informatyczne są już dostępne i nauczą się z nich korzystać. Podobne działania powinny objąć dyrektorów szkół, by pomóc im wykorzystywać technologię w zarządzaniu swoją placówką – podpowiada Szymańska-Ban.

Kolejna słaba strona polskiej szkoły to brak odpowiedniej infrastruktury do wykorzystania nowoczesnych technologii. Przede wszystkim chodzi o dostęp do szerokopasmowego Internetu, co pozwala szybko przesyłać duże ilości danych. Bez tego trudno myśleć o tym, by z sieci mogło korzystać jednocześnie kilkudziesięciu uczniów. Dziś bywa na przykład, że choć szkoła prowadzi e-dziennik, to nauczyciel musi przepisywać dane dotyczące frekwencji uczniów, bo w klasie nie ma połączenia z siecią. W szkołach często nie ma rzutników, ekranów do wyświetlania obrazów, nie mówiąc już o tablicach interaktywnych. Szkoły są nastawione na naukę z użyciem tablicy i kredy, a nie technik multimedialnych.

Powyższe opinie tylko potwierdzają zasadność i konieczność wprowadzenia programu „Cyfrowa szkoła”, będącego jedynym ratunkiem dla skostniałych form kształcenia. Ale, jak to zwykle bywa, nie wszyscy są tego zdania. Co więcej – najmniej entuzjazmu wykazują najbardziej zainteresowani i to ci, którym szczególnie powinno leżeć na sercu dobro ucznia.

Ciężki los nauczyciela i inne opowiadania

Przyjęło się myśleć, że nauczyciele są jedną z najbardziej pokrzywdzonych grup zawodowych w kraju. Niskie zarobki, niedofinansowanie szkoły, trudna młodzież, ciągły stres i doszkalanie – krótko mówiąc, orka na ugorze od rana do nocy. W utyskiwaniu na swój los, nauczyciele zapominają o licznych przywilejach, których inne grupy zawodowe nie uświadczą, choć ich praca może być równie ciężka i jeszcze gorzej płatna.  Problem oczywiście jest szeroki, zresztą, – nie czas na to i miejsce. Rzecz jednak w tym, że od nauczycieli, mających wpływ na wychowanie młodych ludzi, wymaga się, zresztą słusznie, stałego dokształcania, rozwoju, „bycia na bieżąco” i to nie tylko w ramach wykładanego przedmiotu, ale w ogólnym rozumieniu. Po co? By stanowili autorytet dla młodzieży, byli jej partnerem w dyskusji, mogli pokazać i wytłumaczyć działanie współczesnego świata, również w kontekście nowych technologii. Tymczasem Artur Rudnicki, wicedyrektor Zespołu Szkół Technicznych im. T. Kościuszki w Radomiu, który uczestniczył w projekcie Microsoftu oraz WSiP, diagnozuje:

– W wielu szkołach dyrektorzy szkół oraz sami nauczyciele nie widzą potrzeby wprowadzania nowoczesnych technologii. Traktują to jako element, który może generować dodatkowe obowiązki i odpowiedzialność. Znam przykłady, gdy wręcz hamowany jest rozwój nauczycieli w tym kierunku – mówi Rudnicki. Potwierdza to Szymańska-Ban. – Prowadzimy konkurs „Innowacyjny nauczyciel”, wiem o kilku jego laureatach, którzy spotkali się z ostracyzmem środowiskowym i musieli zmienić pracę – mówi.

Rudnicki widzi to jeszcze bardziej prozaicznie – Program „Cyfrowej Szkoły”, zresztą słusznie, wskazuje, że każda szkoła będzie miała nauczyciela koordynatora zajmującego się informatyzacją. Do tej pory nie jest jasne, kto będzie płacić za jego pracę oraz w ramach jakich godzin ma on pełnić obowiązki – mówi.

8cOpowieść o tym, jak wydawcy byli „za”

Oczywiście, nawet jeśli opór nauczycieli opóźni nieco wprowadzenie zmian w polskiej szkole, na pewno ich nie powstrzyma. Świat się zmienia i nie ma sensu udawać, że się tego nie widzi. Jednak nie tylko ta grupa jest  sceptycznie nastawiona do nadchodzących zmian. Obaw przed planami ministerstwa nie kryją także wydawcy, ale z zupełnie innych powodów.  Podkreślają oni mianowicie, że program „Cyfrowa szkoła” spowoduje ograniczenie dostępu do 40 proc. rynku podręczników, co zaszkodzi nie tylko wydawnictwom, ale całemu rynkowi. Chodzi oczywiście o pieniądze i to nie małe, bo rynek podręczników wart jest dziś około 1 mld złotych.

– Efekt będzie taki, że dotychczasowy rynek zostanie zdewastowany. Nie będzie wolnorynkowego podejścia, które teraz mamy. Dziś wydawcy w ramach pewnych minimów programowych mogą rywalizować ze sobą autorami, atrakcyjnością podręczników, atrakcyjnością materiałów dodatkowych – twierdzi w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego.

Wydawcy, m.in. zrzeszeni w Porozumieniu Nowoczesnej Edukacji (PWN, WSiP, Nowa Era), którzy protestują przeciw programowi, nie są przeciwni samemu procesowi cyfryzacji szkoły.

– Nikt o tym nie dyskutuje. Koszty dodatkowe, wynikające z uplasowania tradycyjnych podręczników są naprawdę duże. Koszty dystrybucji, podatki to też jest przestrzeń do poprawy – uważa Marcin Roszkowski.

Propozycją wydawców jest więc utworzenie wspólnej platformy, na której byłyby materiały powszechne, które rząd i różne instytucje publikują w ramach pieniędzy publicznych oraz rozszerzanie tej bazy, ale nie wyeliminowanie wszystkich innych podręczników.

– Ceny podręczników to ważny zarzut. Ale trzeba je wymieniać, bo świat się zmienia, często zmieniają się minima programowe. Więc e-rozwiązania są tu dobrymi rozwiązaniami. Rząd wyszedł temu naprzeciw, pokazując, że podręczniki powinny być w obiegu trzy lata i nie mogą być co chwilę zmieniane. Musi być rynek wtórny, żeby uczniowie mogli kupować książki taniej – zauważa Roszkowski. Wydawcy zwracają uwagę na brak dostępu do treści, którymi mogliby się posiłkować nauczyciele w cyfrowej szkole. Przypominają, że resort edukacji zaczął tworzenie e-podręczników od sporu z wydawcami.

Mimo, że wydawcy podkreślają swój brak sprzeciwu wobec samej cyfryzacji, nie powstrzymują się od podniesienia jeszcze innego argumentu. Chodzi mianowicie o zagrożenie, płynące z uzależnienia najmłodszych od komputera i sieci, o którym na swoich stronach internetowych pisze Ministerstwo Cyfryzacji i Administracji. Resort wskazuje na przykład Korei Południowej, gdzie rząd wycofał się z e-podręczników po tym, jak badania wskazały, że 10 proc. uczniów w wieku 5-9 lat zdradza objawy e-uzależnienia.

Warto powiedzieć także, że na początku czerwca 2012 r. wydawcy z Polskiej Izby Książki, wysłali list do José Manuela Barrosa, przewodniczącego Komisji Europejskiej, będący protestem przeciwko wprowadzeniu przez Ministerstwo Edukacji Narodowej e-podręczników w ramach programu Cyfrowa Szkoła. W liście do KE wydawcy podkreślali, że MEN narusza zasady uczciwej konkurencji. Poza listem wydawcy zbojkotowali konkurs na partnerów w programie Cyfrowa Szkoła.

27 lipca przewodniczący Komisji Europejskiej udzielił odpowiedzi, która nie pozostawia niedomówień – polski projekt jest pożądany, bo ściśle wiąże się z polityką Unii Europejskiej, dotyczącą innowacyjności w edukacji. Jak czytamy w odpowiedzi udzielonej wydawcom w imieniu przewodniczącego przez Detlefa Eckerta „dziś technologie cyfrowe powodują przekształcenia, wpływając na wszystkie aspekty życia głównych gałęzi gospodarek oraz sektor publiczny. W sposób nieunikniony stanowią wyzwanie dla obowiązujących systemów formalnego kształcenia we wszystkich państwach członkowskich UE”. Zdaniem KE e-nauczanie powinno być kluczowym elementem włączonym do narodowych strategii reformowania systemu edukacji. Zatem atak wydawców na e-podręcznik okazał się nieskuteczny. Komisja Europejska zdecydowanie opowiedziała się za e-podręcznikami.

 

Jak e-podręcznik po Europie wędrował

W wielu krajach Europy cyfryzacja szkoły, a zwłaszcza funkcjonowanie e-podręcznika są już na etapie wdrażania. Potwierdza to wynik ankiety na temat wykorzystania nowych technologii w edukacji (ze szczególnym uwzględnieniem wykorzystania e-podręczników), przeprowadzonej na zlecenie Ministerstwa Edukacji Narodowej przez Polskie Biuro Eurydice (członek europejskiej sieci informacji o systemach edukacji). W kontekście tych badań e-podręcznik rozumiano jako najprostszą, zdigitalizowaną wersję książki, dostępnej dla ucznia czyli np. odpowiednik tradycyjnego podręcznika w wersji PDF, dostępny online. Pod tym kontem przebadano 20 krajów, otrzymując ogólny obraz rozwoju rynku e-podręczników. W badaniach wzięto pod uwagę specyfikę poszczególnych systemów, w tym np. poziom jego centralizacji, kulturę i tradycje nauczania czy  powszechność Internetu.

We Francji program typu „Cyfrowa szkoła” przechodzi fazę pilotażową. Francuski Departament ds. Edukacji testuje wprowadzanie e-podręczników od 2009 roku. Przy tworzeniu nowych rozwiązań, współpracuje z wydawcami książek, platformami edukacyjnymi oraz producentami narzędzi ICT. Eksperyment ten dotyczy w obecnym roku szkolnym około 20 000 uczniów i ich nauczycieli na poziomie szkół gimnazjalnych. Program finansują samorządy oraz instytucje rządowe. E-podręcznik jest tworzony głównie do takich przedmiotów jak historia, geografia i język francuski. Większość z tych e-podręczników zawiera treści graficzne, ale też pliki audio i video. Nauczyciel dysponuje również panelem, w którym sam może dobierać treści do podręcznika dla swoich uczniów, a ci ostatni mogą z niego korzystać za pośrednictwem Internetu w wielu miejscach – w szkole, w domu czy w bibliotekach – wszędzie tam gdzie jest dostępny sprzęt komputerowy (własny lub zapewniony przez szkołę, albo zakupiony w celu realizacji programu – przez samorząd). E-podręczniki w projekcie nie są dostępne na tradycyjnym rynku wydawniczym.

W Szwecji, Finlandii i Wielkiej Brytanii decyzje o korzystaniu z konkretnych materiałów – tradycyjnych bądź cyfrowych – podejmuje nauczyciel, nie ministerstwo. Dowolność wyboru metod i materiałów nauczania, obrazuje chociażby pomysł wdrożony w szwedzkiej gminie Sollentuna, gdzie od 8 roku życia dzieci uczą się czytać i pisać… na tablecie. I choć nie obyło się bez publicznej dyskusji na ten temat, szkoła zdecydowała się przeznaczyć na rozwój projektu równowartość około 6 milionów dolarów, i to kosztem corocznego dofinansowania do tradycyjnych podręczników w tej szkole. W 2010 roku brytyjski instytut badań Becta przeprowadził badanie, w którym okazało się, że ponad 50% nauczycieli regularnie korzysta z internetowych materiałów edukacyjnych i zadaje ćwiczenia domowe z tych właśnie zasobów.

W Portugalii, Belgii (część francuska), Szkocji oraz Czechach dominuje tradycyjny rynek podręczników, choć niektórzy nauczyciele korzystają z materiałów edukacyjnych dostępnych w internecie. Nie ma statystyk dotyczących skali używania materiałów cyfrowych podczas lekcji.

Z kolei na Słowacji, od 2011 działa ministerialny program eAktovka, polegający na stworzeniu portalu edukacyjnego z książkami oraz innymi materiałami edukacyjnymi, również w wersji audio i video. Od stycznia 2012 użytkownicy testują portal, a ministerstwo stara się kupować od wydawców licencje do niektórych książek. Resort chce, by w przyszłości na portalu dostępne były wszystkie zasoby niezbędne do nauki na wszystkich etapach edukacyjnych, choć trudno przewidzieć opinie wydawców w tej sprawie. Podobny program pilotażowy prowadzony jest w Austrii, ale austriackie Biuro Eurydice nie ma wiedzy o jego postępach.

Doskonale sprawdza się natomiast funkcjonowanie e-podręcznika na Islandii, i to zarówno na poziomie podstawowym (dwa projekty pilotażowe), jak i dla uczniów w wieku 14 i 15 lat. W ramach projektu testuje się głównie potencjał takich narzędzi jak Kindle czy iPad. Ponadto dosyć powszechne jest tu użycie materiałów edukacyjnych za pośrednictwem internetu – umożliwia to centralna baza takich materiałów oraz sieci szkolne.

Interesująco program cyfryzacji rozwija się na Litwie, choć i tu nie odbywa się to bez oporu ze strony wydawców.  E-podręczniki są używane tylko na etapie szkoły podstawowej (od piątej klasy), a dla starszych uczniów prowadzony jest specjalny projekt, w którym wyposaża się ich w nowoczesne komputery podczas lekcji. E-podręczniki ciągle funkcjonują równolegle z tradycyjnymi książkami, choć na rynku wkrótce pojawi się pierwszy e-podręcznik, bez „papierowego” odpowiednika – język litewski dla mniejszości narodowych.

Rewolucyjnie niemal pod tym względem prezentują się Niemcy, gdzie powstanie e-podręczników stymulują głownie… wydawcy. Stworzyli oni koalicję złożoną z 27 firm i pracują oni nad e-podręcznikiem, który ma zostać wprowadzony do szkół jesienią 2012 roku. Swoją koncepcję funkcjonowania takiego podręcznika przedstawili niedawno na targach Didacta w Hanowerze.

We Włoszech, począwszy od roku szkolnego 2011/2012, korzysta się z podręczników, które dostępne są albo tylko w wersji elektronicznej albo w tradycyjnej i elektronicznej. Tamtejsze ministerstwo edukacji przekazało wydawcom wymagania techniczne dotyczące takich zasobów, dzięki temu ich użytkowanie jest ujednolicone.

Mimo, że specyficznych regulacji dotyczących e-podreczników nie ma w Hiszpanii, programy cyfryzacji szkoły realizowane są na poziomie regionalnym. W Andaluzji w roku szkolnym 2011/2012 wdrożony został program pilotażowy dla szkół podstawowych i gimnazjalnych, w którym udział wzięło 90 szkół. Wypracowali oni cyfrowe zasoby do wykorzystania podczas lekcji. W Katalonii natomiast wprowadzono program EduCAT dla klas 10- i 12-latków, które wyposażane są w infrastrukturę komputerową i e-podręczniki.

Dosyć restrykcyjna pod tym względem jest z kolei Słowenia. Podręczniki muszą tu być dopuszczone do użytku szkolnego przez centralnie funkcjonującą radę ekspercką, a ponadto korzystanie z konkretnych podręczników podczas lekcji jest możliwe po konsultacji z rodzicami uczniów. Pierwsze e-podręczniki zostały zatwierdzone w Słowenii w listopadzie i grudniu 2011 roku, więc ich użycie jeszcze nie jest zbyt popularne. Zostały one przygotowane z myślą o zajęciach edukacji ekologicznej w pierwszych trzech klasach szkoły podstawowej. W szóstej, siódmej i ósmej klasie uczniowie mogą cieszyć się e-podręcznikami podczas przedmiotu „technika i technologie”. Co ciekawe, powyższe e-podręczniki nie mają swoich tradycyjnych, książkowych odpowiedników.

A jaki będzie polski e-podręcznik? Czy zadowoli nauczycieli i uczniów? Czy ulży wydatkom rodziców? Odpowiedź poznamy najpewniej za dwa lata.

Rodzime przygody e-podręcznika

Tymczasem na rodzimym podwórku wrze, szczytne sprawy rozbiły się o zwykły bruk. Dziennikarze ujawniają nieprawidłowości przetargowe w realizacji e-podręcznika, kumoterstwo i cały system, którego nie zmienią najnowocześniejsze nawet technologie. Wielomilionowe zlecenia, dotyczące realizacji e-podręcznika trafiają do firm, instytucji i ludzi z otoczenia wiceminister edukacji Joanny Burdzik – szkolenia dla dyrektorów szkół i nauczycieli w ramach „Cyfrowej szkoły” będzie realizowała fundacja, która wcześniej przez trzy lata zatrudniała przyszła panią minister. Szkolenia będzie koordynował Andrzej Jasiński, kolega z zarządu Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty, w którym pełniła ona funkcję prezesa. On do wiosny tego roku był tam członkiem zarządu. Z tego stowarzyszenia wywodzi się także Krzysztof Wojewodzic, który z kolei będzie koordynatorem projektu „E-podręcznik”. I tak dalej, i tak dalej… roznosi się zapach dużej kasy, do którego zlatują się znajomi „eksperci”, a wszystko pod szczytnymi hasłami wprowadzania ucznia w świat nowoczesnych technologii. Tymczasem nowoczesny świat, kieruje się bardzo starymi, ale za to sprawdzonymi zasadami, i żadna cyfrowa szkoła tego nie zmieni…

Klechdy polskie i inne bajania

Bo w Polsce jest jak zwykle – każdy, mówiąc kolokwialnie, kręci swoje lody. Polska szkoła ledwo radzi sobie z zaopatrzeniem w kredę, papier do kserokopiarek jest niemal luksusem, na który co roku solidarnie zrzucają się rodzice. Rzutnik multimedialny, czy tablica interaktywna muszą więc pozostawać w sferze pobożnych życzeń, bo instytucja ta zwyczajnie  nie jest gotowa na postęp. Świadczy o tym choćby kondycja nauczycieli, nieprzygotowanych do stosowania nowoczesnych technologii w nauczaniu przedmiotów innych niż informatyka. Tablica i kreda to wciąż podstawowe narzędzie pracy, a wiedzy o ogólnodostępnych i darmowych aplikacjach, które już teraz można wykorzystywać w nauczaniu, przyszli pedagodzy nie otrzymują nawet na studiach. Program cyfrowa szkoła ma tę sytuacje uzdrowić, ale czy to się uda?  Nonszalancja wydawców z jednej strony, z drugiej pełne frazesów usta rządzących, chcących pod płaszczykiem niby-cyfryzacji nabić własne kabzy na unijnych projektach, a między nimi przerażony nauczyciel, coraz gorzej wykształcony i zdezorientowany uczeń  oraz jego zrujnowani rodzice. A przecież „takie będą Rzeczypospolite jakie ich młodzieży chowanie”. Kolejny frazes? Nie, właśnie kształci się kolejne pokolenie wyborców, a co ważniejsze – kolejne pokolenie rządzących. W naszym interesie leży ich przygotowanie do starcia ze współczesnym światem oraz solidne wykształcenie…

Dominika Bara

W artykule korzystano z informacji zawartych na stronach:

http://www.cyfrowaszkola.men.gov.pl/index.php/7-wazne/199-e-podreczniki-w-europie

http://www.newseria.pl/news/instytut_jagielloski,p1161674689;

http://www.rp.pl/artykul/19,912744-E-podrecznik-dla-znajomych-wiceministra.html

http://www.men.gov.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=2795mid=134

admin

Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *